16.07.2026, 08:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2026, 08:00 przez Samuel McGonagall.)
Magia. Słowo. Natura i kultura. Drzewo i rzeźba wychodząca spod dłuta. Myśl i poezja wychodząca spomiędzy warg Kate.
Był oczarowany, był urzeczony, był zafascynowany tym co przyniosło im w darze pozornie mało wpływające na ich życie zlecenie. McGonagall jednak w swoim oderwaniu od świata cywilizowanego mógł czerpać korzyści z pewnej prostoty życia, które nieintencjonalnie wiódł jako pustelnik i asceta. Obecność, bycie tu i teraz w bieżącym momencie, bieżącej chwili.
Znaki wyryte na drewnie rozbłyskały jasnym światłem, coraz i jaśniej i jaśniej, a niezręczność ustępowała wszechogarniającej euforii. Uwolnione wróżki, ich śmiech spleciony z pieśnią radości i dziękczynienia, jasny pyłek opadający wokół i szarpnięcie magii w ramach podziękowania za zwróconą wolność, to wszystko stało się niemal w jednym momencie, jednej chwili pełnej najczystszej odmiany nieskrępowanej radości.
Niedaleko było jezioro, słońce chyliło się ku zachodowi, a wokół rozkwitało mrowie maleńkich kwiatów, dopełniając romantyzmu czytanych słów. Kwiaty jak gwiazdy, polana jak dywan rozpostarty u stóp rzemieślniczki.
Szczęście z powodzenia ich misji rozprowadzane było pulsującym ciepłem w zaciśniętej wzruszeniem klatce piersiowej. Czuł, że dotknięcie tej sytuacji, uczynienie artefaktu, mieszanina tłumionych do kulminacyjnego momentu to może być zbyt wiele, zbyt bardzo. Nie miał jednak siły gnieść bardziej surowej energii kłębiącej się w jego ciele. Mógł tylko próbować ukierunkować ją we właściwą stronę nim w ogóle podejdzie Kate, by jej podziękować i zastanowić się, gdzie tak właściwie się znaleźli…
Był oczarowany, był urzeczony, był zafascynowany tym co przyniosło im w darze pozornie mało wpływające na ich życie zlecenie. McGonagall jednak w swoim oderwaniu od świata cywilizowanego mógł czerpać korzyści z pewnej prostoty życia, które nieintencjonalnie wiódł jako pustelnik i asceta. Obecność, bycie tu i teraz w bieżącym momencie, bieżącej chwili.
Znaki wyryte na drewnie rozbłyskały jasnym światłem, coraz i jaśniej i jaśniej, a niezręczność ustępowała wszechogarniającej euforii. Uwolnione wróżki, ich śmiech spleciony z pieśnią radości i dziękczynienia, jasny pyłek opadający wokół i szarpnięcie magii w ramach podziękowania za zwróconą wolność, to wszystko stało się niemal w jednym momencie, jednej chwili pełnej najczystszej odmiany nieskrępowanej radości.
Niedaleko było jezioro, słońce chyliło się ku zachodowi, a wokół rozkwitało mrowie maleńkich kwiatów, dopełniając romantyzmu czytanych słów. Kwiaty jak gwiazdy, polana jak dywan rozpostarty u stóp rzemieślniczki.
Szczęście z powodzenia ich misji rozprowadzane było pulsującym ciepłem w zaciśniętej wzruszeniem klatce piersiowej. Czuł, że dotknięcie tej sytuacji, uczynienie artefaktu, mieszanina tłumionych do kulminacyjnego momentu to może być zbyt wiele, zbyt bardzo. Nie miał jednak siły gnieść bardziej surowej energii kłębiącej się w jego ciele. Mógł tylko próbować ukierunkować ją we właściwą stronę nim w ogóle podejdzie Kate, by jej podziękować i zastanowić się, gdzie tak właściwie się znaleźli…
Klątwa żywiołów, Kształtowanie ◉◉◉○○
Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!