16.07.2026, 19:34 ✶
Zaskoczyła się, odkrywszy, że słyszą siebie nawzajem i mogą porozmawiać. Fascynującym doświadczeniem było zostać postrzeżoną w formie astralnej, a jednocześnie wzbudziło to nieznany wcześniej kobiecie niepokój: jeśli on mógł ją widzieć, to kto jeszcze? Do tej pory wędrówki w formie duchowej wydawały się gwarantować absolutną samotność i spokój. Doświadczenie tego wieczora obaliło ową teorię, postawiwszy tych dwoje naprzeciw siebie.
Między brwiami Helloise pojawiła się drobna zmarszczka. Zaciekawiona czarownica podeszła powoli bliżej Nicholasa, aby się mężczyźnie dokładniej przyjrzeć. Chłodny w obyciu, obleczony czernią. W doświadczeniu wiedźmy tacy, w których życia zdawało się być mniej niż w przeciętnych duszach zmarłych, rzadko bywali rzeczywiście nieboszczykami.
— Jakie postawiłeś sobie pytania? — zapytała, uważnie wyczekując odpowiedzi, aby nie stracić z niej ani słowa.
Zdawało się, że w tym miejscu pytania można było zadawać ostatnimi czasy tylko na jeden temat. Aby natomiast zadać pytanie, należało mieć wcześniej informację stanowiącą punkt wyjścia do rozważań. Helloise skrupulatnie zbierała wszelką wiedzę o Kniei i widmach, jaka tylko mogła wpaść jej w ręce. Nawet więc jeśli Nicholas nie miał jeszcze odpowiedzi, których szukał, wiedźma mogła mieć nadzieję, że po samych jego pytaniach pozna, ile ten człowiek wie.
Helloise stanęła u boku Traversa i spojrzała przeciągle w stronę, którędy można było podążyć ku Kniei. Jej spojrzenie dociążyła gorycz smutku.
— Trzeba dużo odwagi, aby iść tam dziś szukać odpowiedzi — zauważyła spokojnie. Odwagi albo lekkomyślności, lecz to drugie pozostawiła w domyśle. Sama od ostatniego spotkania z widmami nie zamierzała ryzykować kolejnych. Mimo że nie zbliżyły się one do niej wtedy znacząco, pozostawiły w czarownicy na wiele dni doprowadzające do paranoi poczucie lęku. — Wejdziesz do lasu?
Nie życzyła nikomu zapuszczenia się do siedliska demonów, lecz jeśli ten mężczyzna sam z siebie chciałby ryzykować… nie powstrzymałaby go. Mógł to być wartościowy eksperyment.
Kobieta podniosła głowę, aby prześlizgnąć się spojrzeniem po twarzy swojego towarzysza. Poszukiwała zarówno wskazówek tego, czy jest on żywym, jak i wspomnienia, do którego mogłaby dopasować jego twarz znajomą w odległy, niewyraźny sposób.
— Kim jesteś? — zapytała wprost, nie widząc powodu, aby tego nie zrobić.
Między brwiami Helloise pojawiła się drobna zmarszczka. Zaciekawiona czarownica podeszła powoli bliżej Nicholasa, aby się mężczyźnie dokładniej przyjrzeć. Chłodny w obyciu, obleczony czernią. W doświadczeniu wiedźmy tacy, w których życia zdawało się być mniej niż w przeciętnych duszach zmarłych, rzadko bywali rzeczywiście nieboszczykami.
— Jakie postawiłeś sobie pytania? — zapytała, uważnie wyczekując odpowiedzi, aby nie stracić z niej ani słowa.
Zdawało się, że w tym miejscu pytania można było zadawać ostatnimi czasy tylko na jeden temat. Aby natomiast zadać pytanie, należało mieć wcześniej informację stanowiącą punkt wyjścia do rozważań. Helloise skrupulatnie zbierała wszelką wiedzę o Kniei i widmach, jaka tylko mogła wpaść jej w ręce. Nawet więc jeśli Nicholas nie miał jeszcze odpowiedzi, których szukał, wiedźma mogła mieć nadzieję, że po samych jego pytaniach pozna, ile ten człowiek wie.
Helloise stanęła u boku Traversa i spojrzała przeciągle w stronę, którędy można było podążyć ku Kniei. Jej spojrzenie dociążyła gorycz smutku.
— Trzeba dużo odwagi, aby iść tam dziś szukać odpowiedzi — zauważyła spokojnie. Odwagi albo lekkomyślności, lecz to drugie pozostawiła w domyśle. Sama od ostatniego spotkania z widmami nie zamierzała ryzykować kolejnych. Mimo że nie zbliżyły się one do niej wtedy znacząco, pozostawiły w czarownicy na wiele dni doprowadzające do paranoi poczucie lęku. — Wejdziesz do lasu?
Nie życzyła nikomu zapuszczenia się do siedliska demonów, lecz jeśli ten mężczyzna sam z siebie chciałby ryzykować… nie powstrzymałaby go. Mógł to być wartościowy eksperyment.
Kobieta podniosła głowę, aby prześlizgnąć się spojrzeniem po twarzy swojego towarzysza. Poszukiwała zarówno wskazówek tego, czy jest on żywym, jak i wspomnienia, do którego mogłaby dopasować jego twarz znajomą w odległy, niewyraźny sposób.
— Kim jesteś? — zapytała wprost, nie widząc powodu, aby tego nie zrobić.
dotknij trawy