16.07.2026, 21:49 ✶
Milles bardzo czuła się pod presją teraz. Co innego gdy na kursie panna Avery zaglądała jej przez ramię. Ostatecznie takie śledztwo to była właśnie JEJ robota, a nie jakieś hobby na które przepierdalała całą swoją kasę i tak wiadomo, że nie dostałaby się na jakiekolwiek kursy ani edukację ani nic.
Moody pozostawała Moody.
A obecnie była Moody zamaszyście wyrywającą kartkę ze swojego szkicownika, znaczy się no… bardzo profesjonalnego notesu brygadzisty i zaznaczyła kilka punktów niezbędnych do sprawdzenia.
– Hahaha, tak właśnie zabezpieczenie śladów za moment, w sumie to ja jestem tą ekipą, pan detektyw moment się spóźni, bo przedłużyła mu się odprawa, więc robię za forpocztę – uśmiechnęła się krzywo, usta ściągając w wąską, nienaturalnie wykrzywioną linię, podobnie przymykając oczy od wysoko, zbyt wysoko uniesionych policzków.
– Więc tak, zaraz… zaraz pójdziemy zabezpieczyć ślady, a ja przedstawię wnioski z ee… analizy danych. I tak. Na ten moment to wygląda na precyzyjną akcję. Podejrzanych mamy dwóch, jeśli mnie pytasz… pani, to obstawiam właściciela podwykonawcy od zabezpieczeń – próbowała jakkolwiek "uporządkować" rozsypane dokumenty w dwie nieregularne kupki, ale wychodziło jej to dość mizernie. Dość.. nieregularnie.
Dopiero następne pytanie spowolniło nieco jej ruchy, jakby niewinne słowa był potężnym zaklęcie spowalniającym czas.
Kurwa. Mać.
– Bazgrołami nikomu nie uratuje życia – burknęła nie swoimi słowami, a wszystkimi razami, gdy ktoś obśmiewał coś, co może i by nazwała pasją, gdyby częściej nie nazywała tego stratą czasu i pieniędzy. Nigdy. Nic. Nie udało jej się nic ukończyć. Najprawdopodobniej jedyną rzeczą, którą doprowadzi do końca będzie jej żałosne życie. Ale to jeszcze kilka lat. – To wszystko tutaj – dodała nienaturalnie pewnym siebie tonem, prostując się i unosząc wyzywająco szczupły trójkątny podbródek. Rzucając Astorii wyzwanie. Znowu. – Pani prowadzi do tych śladów bo same się nie zabezpieczą – dodała chowając notes do brygadowej torby, a karteczkę do kieszonki ukrytej wewnątrz szarej pelerynki, którą zmuszona była nosić. Bogini jedna wiedziała, jak Miles uwielbiała pracę w terenie i możliwie prędki ujebanie materiału w możliwie rozległe i w końcu interesujące wzory.
Moody pozostawała Moody.
A obecnie była Moody zamaszyście wyrywającą kartkę ze swojego szkicownika, znaczy się no… bardzo profesjonalnego notesu brygadzisty i zaznaczyła kilka punktów niezbędnych do sprawdzenia.
– Hahaha, tak właśnie zabezpieczenie śladów za moment, w sumie to ja jestem tą ekipą, pan detektyw moment się spóźni, bo przedłużyła mu się odprawa, więc robię za forpocztę – uśmiechnęła się krzywo, usta ściągając w wąską, nienaturalnie wykrzywioną linię, podobnie przymykając oczy od wysoko, zbyt wysoko uniesionych policzków.
– Więc tak, zaraz… zaraz pójdziemy zabezpieczyć ślady, a ja przedstawię wnioski z ee… analizy danych. I tak. Na ten moment to wygląda na precyzyjną akcję. Podejrzanych mamy dwóch, jeśli mnie pytasz… pani, to obstawiam właściciela podwykonawcy od zabezpieczeń – próbowała jakkolwiek "uporządkować" rozsypane dokumenty w dwie nieregularne kupki, ale wychodziło jej to dość mizernie. Dość.. nieregularnie.
Dopiero następne pytanie spowolniło nieco jej ruchy, jakby niewinne słowa był potężnym zaklęcie spowalniającym czas.
Kurwa. Mać.
– Bazgrołami nikomu nie uratuje życia – burknęła nie swoimi słowami, a wszystkimi razami, gdy ktoś obśmiewał coś, co może i by nazwała pasją, gdyby częściej nie nazywała tego stratą czasu i pieniędzy. Nigdy. Nic. Nie udało jej się nic ukończyć. Najprawdopodobniej jedyną rzeczą, którą doprowadzi do końca będzie jej żałosne życie. Ale to jeszcze kilka lat. – To wszystko tutaj – dodała nienaturalnie pewnym siebie tonem, prostując się i unosząc wyzywająco szczupły trójkątny podbródek. Rzucając Astorii wyzwanie. Znowu. – Pani prowadzi do tych śladów bo same się nie zabezpieczą – dodała chowając notes do brygadowej torby, a karteczkę do kieszonki ukrytej wewnątrz szarej pelerynki, którą zmuszona była nosić. Bogini jedna wiedziała, jak Miles uwielbiała pracę w terenie i możliwie prędki ujebanie materiału w możliwie rozległe i w końcu interesujące wzory.