Samuel stał w miejscu. Czekał na Danielle która poszła po pączki. Rozglądał się przy tym uważnie, w końcu wokół było tyle kolorowych stoisk, może jeszcze mógłby gdzieś wstąpić i kupić sobie kolejną pierdołę która będzie leżeć w szufladzie nie wiadomo po co latami.
Nie czekał długo na Danielle. Uśmiechnął się do niej serdecznie, kiedy do niego wróciła. Miała ze sobą pączki - udało jej się jakoś dostać do stoiska. - Nie mam specjalnie dużych wymagań. - Odparł zgodnie z prawdą. Samuel nie należał do tych osób, które wybrzydzały, nie było go stać na spożywanie rarytasów. Ważne, że coś wpadło do brzuch, zresztą take pączki na pewno też będą ponad jego wymagania.
Dopiero kiedy o tym wspomniała Carrow zobaczył, że nie wróciła tutaj sama. Mina nieco mu zrzedła, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. Danielle na pewno nie miała złych zamiarów - tak sobie to tłumaczył. - Nie znamy. - Powiedział krótko, a ton jego głosu zrobił się jakiś chłodniejszy. Wyciągnął dłoń w stronę Rookwooda. - Miło mi poznać. - Chociaż w tej sytuacji wcale tak miło nie było. - Nie przesadzaj Dani, zwykły twórca ze mnie, nie jakiś tam najlepszy. - Nie uważał się za ponadprzeciętnego w żadnej dziedzinie.
[a] - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem Danielle, chodźmy więc do Sary, przyjemnie zresztą tam było, chętnie wrócę. - Może nie do końca podobał mu się pomysł wędrówki we trójkę, ale nie mógł z tym nic zrobić. - Alanna, tak, moja kuzynka, ale dawno jej nie widziałem. - Nigdy zresztą nie byli jakoś mocno zżyci. No i dotarli do kramu panny Macmillan ponownie tego dnia.