Stella w ogóle nie była zaangażowana w problemy, w których tkwiła większość czarodziejów. Jej osobista tragedia tak jej wszystko przysłoniła, że była bierna na to, co od kilku lat działo się wokół. Jasne - miała świadomość, że trwa konflikt, jednak nic więcej. Nie angażowała się, nie uważała, że powinna kiedy nadal wspomnienia rozrywały jej serce.
- Może Ci się uda, o ile jeszcze jest we mnie coś prawdziwego. - Sama często się nad tym zastanawiała ile jest prawdy w tym co robi, a ile kreacji. Nie potrafiła stwierdzić, dawno przekroczyła granicę. Zastanawiała się, czy Theon faktycznie chce ją poznać, czy to tylko takie gadanie, nie umiała tego stwierdzić.
- Szkoda, bo naprawdę uwielbiam czekoladę, nie ma lepszego lekarstwa na duszę. - Musiała się zadowolić tym specjalnym pączkiem. Później wszystko potoczyło się szybko. Nie zdążyła nawet go ugryźć, a wypadł jej z ręki, zresztą to samo wydarzyło się z całą resztą słodkości, które przyniósł jej Yaxley. Nie była z tego powodu zadowolona.
Miała szczęście, że jej towarzysz był całkiem zwinny i złapał ją w locie. Brakowało jej jeszcze tylko tego, żeby tu sobie wybiła zęby przy wszystkich - wtedy to na pewno zostałaby gwiazdą pierwszych stron gazet. - Dzięki, gdyby nie Ty, to pewnie mogłabym zbierać zęby z ziemi... Naprawdę dziękuję! - Była wdzięczna, że udało mu się ją uchronić przed bliskim spotkaniem z podłożem. Wszystko jej sugerowało, że nie powinna się tu pojawić.
- Zgubiłeś coś? Pomogę Ci szukać. - Dostrzegła bowiem, że czegoś poszukiwał w trawie, chciała mu pomóc, w końcu to była jej wina, że coś mu wypadło.