Przecież wiadomo, że jeszcze nie teraz. Byli młodzi, mieli całe życie przed sobą, jednak przyjdzie taki moment, że każde będzie musiało pójść swoją drogą. Nie będą odstawiać tego teatrzyku w nieskończoność. Stella zdawała sobie z tego sprawę. Przyjdzie czas, w którym jej rodzice znajdą jej odpowiedniego kandydata na męża i nie będzie miała nic do gadania. To samo spotkało Clare - jej siostrę. Teraz jej kolej. Miała nadzieję, że osoba, którą wybiorą będzie choć trochę sympatyczna i będą w stanie się ze sobą dogadać. Na pewno czystokrwista - od lat jej wpajano, że nikt inny nie zasługuje na to, żeby z nim była. Wiedziała, że już niedługo obejmie rolę, do której była przygotowywana całe życie - żony, która miała błyszczeć u boku wybranego dla niej męża.
- Teraz pewnie i tak, ale przecież każdego to czeka. - Chociaż mężczyźni mieli zdecydowanie łatwiej. Nikt by się pewnie nie przyczepił, gdyby długo nie znalazł sobie wybranki, no może jego matka, ale póki co, to ją miał z głowy. - Nadajesz się Stanley, myślę, że Twoja przyszła wybranka naprawdę będzie miała całkiem przyjemne życie. Niejedna pewnie by chciała tak trafić, strasznie krytycznie się oceniasz, wiesz? - Mogła już podczas ich krótkiej znajomości zobaczyć, że potrafił się troszczyć o drugą osobę. Czego więcej potrzeba do szczęścia?
- Kiedyś się wyprowadzisz, zresztą jeśli chcesz mogę Ci z tym pomóc, mam różne znajomości, mogłabym popytać. - Nie sądziła wcześniej, że mu to tak przeszkadza, jeśli tak jest - to i z tym może mu pomóc.
Avery już przywykła do tego, że od czasu do czasu pojawiała się u Borginów w niedzielę. Przynajmniej miała jakieś zajęcie, coś stałego, może trochę też na nie czekała? W końcu zawsze był to powód, aby spotkać się ze Stanleyem, lepszy niż nudzi mi się, czy coś. - Nie, nie ma sensu częściej, jeszcze się za bardzo przywiążę i jak to się skończy to będzie mi trudniej wrócić do normalności. - Bała się, że jeśli się za bardzo zaangażuje, to później, jak to wszystko minie zacznie jej tego brakować. Nie chciała sobie tego robić.
- Po części? - Zaśmiała się, kiedy to usłyszała. - Ona tu całkowicie rządzi. - Nie dało się tego nie zauważyć.
- Tak, nie zadawała kłopotliwych pytań, raczej standardowe, jakby te matki miały jakąś wspólną listę. - Miała wrażenie, że zawsze zaczyna się to tak samo. - Może ciekawość wiesz, w końcu dobrze wiedzieć czym się zajmuje przyszła wybranka syna. - Ona sobie to tak tłumaczyła, chociaż ten zawód właściwie nic nie zmieniał, cóż bowiem mogła z tym zrobić Anne, no nic? Nie miała żadnego wpływu na to, dlatego dla Stelli było to zwyczajne pytanie, jedno z wielu.
Zauważyła wzburzenie mężczyzny, kiedy przeszli do momentu rozmowy, w którym jego matka wypowiadała się o nim w nie do końca odpowiedni sposób. Pamiętała, że ją to wtedy również zdziwiło. Starała się jej pokazać, że jego praca wcale nie należy do takich prostych i nie każdy może ją wykonywać, przecież musiał wykazać się sporymi umiejętnościami, żeby wylądować w BUMie, nie brali tam ludzi z ulicy. - Tak, była dosyć krytyczna, nie dziwi mnie Twoje zdenerwowanie, ale nie masz na to wpływu. Widać ma duże oczekiwania wobec Ciebie, jesteś jej jedynym dzieckiem? - Zadała to pytanie, aczkolwiek praktycznie miała pewność, że Stanley jest jedynakiem, nie wspominał nigdy o rodzeństwie, nie spotkała go również w żadną niedzielę u nich w domu, dlatego też założyła, że go nie ma.
- No, trochę popłynęła, mam nadzieję, że udało mi się jej wyjaśnić, że się myli. - Stella nie należała do tych osób, które stały cicho, kiedy nie podobało jej się to, co ktoś mówi od razu reagowała. Zrobiła tak podczas rozmowy z jego matką, żeby ją uświadomić, że nie ma racji, a jej syn naprawdę pomaga ludziom, zresztą samą Stellę wyciągnął z tłumu pełnego rozwścieczonych mugolaków. - Często jest tak, że rodzice są wobec nas najbardziej krytyczni. - Wiele razy sama słyszała od swoich, że mogła coś zrobić lepiej i że stać ją na więcej, może nie w taki nieprzyjemny sposób, jak Stanley, bo naprawdę ją to ruszyło, ale też się zdarzało. Zauważyła, że urwał, kiedy zaczął mówić o ojcu. To chyba pierwszy raz, gdy w ogóle o nim wspomniał. Avery nie wypytywała go nigdy na temat jego drugiego rodzica, zauważyła, że nie ma go z nimi. Mógł umrzeć, zniknąć, wiele było możliwości, wolała nie wnikać w takie drażliwe tematy. W końcu ona i Stanley byli tylko znajomymi, co każde z nich zawsze podkreślało.
Avery splotła ręce na piersi i uważnie mu się przyglądała. Nie sądziła, że to wspomnienie go tak rozjuszy. To miało być najprzyjemniejsze z nich wszystkich, jak widać jednak nie dla niego. Faktycznie sporo przegapił, kiedy udał się po to wino. - Nikt Cię nie zamierza wychowywać. - Powiedziała spokojnym głosem. - Twoja matka może mieć takie podejście, ale nie ja. - Tylko czy właściwie powinna o tym wspominać skoro nic ich nie łączyło? - To, że się o kogoś troszczysz i Ci na kimś zależy, wcale nie oznacza, że Cię sobie wychował. - Zbliżyła się do niego, chciała go uspokoić, bo widziała, że słowa matki naprawdę go rozjuszyły.
- Nawet jeśli będziesz latał za jakąś kobietą, czy to ujma? Czy Twoim zdaniem to źle? - Chyba na tym polegały te uczucia, że obu stroną zależało i zachowywały się nie do końca typowo. Widziała, że dla niego było to coś złego, tylko dlaczego?