23.07.2026, 17:28 ✶
— Odile nie prosi o wiele. Jedynie o to abyśmy zjedli wspólnie kolację. Biorąc pod uwagę nasze rodzinne tradycje, to skromne życzenie — odpowiedział, na co William parsknął śmiechem i oparł się ciężko o stół.
— Ach, więc jednak potrafisz otworzyć mordę! — ich ojciec uśmiechnął się krzywo. — Już się bałem, że w Mungu wycięli ci również język. Powiem ci coś! Jak długo jesz przy moim stole i nosisz moje nazwisko, tak długo będziesz siedział cicho, kiedy do ciebie mówię.
Odys był pierwszym do rzucenia kamieniem. Zadziwiające, jak niewiele pozostało z człowieka, którego niegdyś próbował nazywać ojcem. Jak dalece mogła upaść istota rozumna nim natura sama odbierze jej miano człowieka? Czy istniała granica, po przekroczeniu której należało mówić już nie o rodzicu, ale o organizmie wykonującym najbardziej prymitywne czynności — oddychaniu, pijaństwie i płodzeniu potomstwa?
Człowiek, którego dorobek życiowy obejmował nielegalne eksperymenty, handel tym, czym handlować nie należało, i regularne upijanie się do nieprzytomności, pouczał innych o szacunku. Czasem Odys zastanawiał się, czy brygada uderzeniowa naprawdę była tak żałośnie niekompetentna, czy też ojciec zwyczajnie miał szczęście idioty. Gdyby organy ścigania wykonywały swoje obowiązki gorliwiej, może cała rodzina od dawna siedziałaby w Azkabanie. Spośród wszystkich zgromadzonych jedynie ich trójka zarabiała na życie w sposób, którego Ministerstwo Magii nie uznałoby za przestępstwo.
Co właściwie zmusiło Odysa do skierowania różdżki ku własnemu ojcu? Czy stało się to w chwili, gdy z ust Williama po raz kolejny padło pogardliwe bękarty? Trudno było rozstrzygnąć. Nienawiść, zawód, upokorzenie i (wstydliwa!) potrzeba osłonięcia rodzeństwa zlały się w jedną całość. Jeżeli pozostało w nim jeszcze cokolwiek z synowskiego przywiązania, przybrało ono już wyłącznie postać obowiązku wobec Othella i Odile.
— Usiądź i racz chociaż raz zamilknąć.
na uroki
◉◉◉◉○
— Ach, więc jednak potrafisz otworzyć mordę! — ich ojciec uśmiechnął się krzywo. — Już się bałem, że w Mungu wycięli ci również język. Powiem ci coś! Jak długo jesz przy moim stole i nosisz moje nazwisko, tak długo będziesz siedział cicho, kiedy do ciebie mówię.
Odys był pierwszym do rzucenia kamieniem. Zadziwiające, jak niewiele pozostało z człowieka, którego niegdyś próbował nazywać ojcem. Jak dalece mogła upaść istota rozumna nim natura sama odbierze jej miano człowieka? Czy istniała granica, po przekroczeniu której należało mówić już nie o rodzicu, ale o organizmie wykonującym najbardziej prymitywne czynności — oddychaniu, pijaństwie i płodzeniu potomstwa?
Człowiek, którego dorobek życiowy obejmował nielegalne eksperymenty, handel tym, czym handlować nie należało, i regularne upijanie się do nieprzytomności, pouczał innych o szacunku. Czasem Odys zastanawiał się, czy brygada uderzeniowa naprawdę była tak żałośnie niekompetentna, czy też ojciec zwyczajnie miał szczęście idioty. Gdyby organy ścigania wykonywały swoje obowiązki gorliwiej, może cała rodzina od dawna siedziałaby w Azkabanie. Spośród wszystkich zgromadzonych jedynie ich trójka zarabiała na życie w sposób, którego Ministerstwo Magii nie uznałoby za przestępstwo.
Co właściwie zmusiło Odysa do skierowania różdżki ku własnemu ojcu? Czy stało się to w chwili, gdy z ust Williama po raz kolejny padło pogardliwe bękarty? Trudno było rozstrzygnąć. Nienawiść, zawód, upokorzenie i (wstydliwa!) potrzeba osłonięcia rodzeństwa zlały się w jedną całość. Jeżeli pozostało w nim jeszcze cokolwiek z synowskiego przywiązania, przybrało ono już wyłącznie postać obowiązku wobec Othella i Odile.
— Usiądź i racz chociaż raz zamilknąć.
na uroki
◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 1
Krytyczna porażka
Krytyczna porażka
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób