• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[lipiec 1962] Król podwóra daje nura

[lipiec 1962] Król podwóra daje nura
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#5
25.07.2026, 20:50  ✶  
— Ach, wataha. — Przypomniała sobie bez zadowolenia pierwsze i ostatnie swoje zetknięcie z wilkołaczym gangiem dzieciaków. — Mimo wszystko liczę, że nie depczą ci po piętach. Zakładałam, że jesteś tu sam, skoro tkwisz po uszy w błocie. Ale kto wie? Twoi koledzy nie wydawali się szczególnie zatroskani twoim losem, gdy ich ostatnio spotkałam — zauważyła kąśliwie.
Z odległości nie mogła przyjrzeć się Maddoxowi w szczególe, lecz nie umknęło jej uwadze, jak sprawnie wydostał się z brei, ledwo zyskał stabilne podparcie. Im bliżej niej podchodził, tym więcej Helloise nabierała przekonania, że wyrósł na zaskakująco dobrze zbudowanego chłopaka. Musieli go na Nokturnie solidnie odkarmić przez tych kilka lat. Spodziewałaby się po kimś o takim pochodzeniu sylwetki zgiętej w paragraf, głowy spuszczonej nisko, fizjonomii wychudłego narkomana o podkrążonych oczach. Tymczasem jedynym, co przypominało w Maddoksie biedaka, był strój. Nie spodziewała się wiedźma również kłów, które odsłaniał greybackowy wyszczerz. Wymowne przypomnienie o tym, z kim miała do czynienia.
— Dziękuję — rzekła łaskawie, gdy zdjął z niej buty, niewzruszona tym, jak bezceremonialnie to uczynił. — Nie chciałabym chodzić w butach, bo wtedy już na pewno węże nie pokąsałyby mi stóp — ciągnęła tonem, w którym trudno było dopatrzeć się znamion żartu. — Czytałam niedawno o magach z Tybetu, którzy wstrzykują sobie w żyły jady magicznych istot. Budują tak w agonii tolerancję i zyskują odporność na cruciatusa. — Historia, rzecz jasna, opisana została w Żonglerze, którego czasem z nudów dziewczyna kartkowała. — Nigdy zresztą nie ugryzł mnie jeszcze wąż. Chciałabym to sprawdzić.
Oczywiście, że Greyback zapytał, co tutaj robiła. Przez lata usłyszała to pytanie tyle razy, że przestało robić na niej wrażenie, mimo że przez pierwsze miesiące od przybycia do Doliny ledwie owo pytanie padało, Helloise od razu gniewała się i oczy jej zachodziły łzami. Dziś była ze swojego położenia dumna. Tutaj była wolna.
Po Nokturnie Rowle wróciła do domu rodzinnego brudna. Stłamsiły ją wtedy nastoletnia rozpacz i wstyd; miała poczucie, że jej życie skończyło się nieodwołalnie z chwilą, gdy podjęła tę jedną błędną decyzję o ucieczce. Nie mogła znieść tego, jak patrzył na nią ojciec. Aby się po powrocie choć częściowo zrehabilitować w oczach rodziny, musiałaby nieustannie sypać głowę popiołem i nie dawać swoim zachowaniem najmniejszego powodu do krytyki. Skończyły się drugie szansy, nie było już miejsca na pobłażanie.
Tyle że sama Helloise nie zmieniła się wcale tak wiele. Nie do twarzy jej było z pokutą, a w smoczym domu od tamtej pory na tym właśnie miałoby polegać jej życie: na nieustannym udowadnianiu rodzinie, że wciąż jest jej godna.
Żyjąc zaś po cichu w Dolinie, nie musiała nikomu niczego udowadniać.
Przez lata wydoroślała. Zapewne mogłaby wrócić do domu i świata czystokrwistych książąt, lecz nie znajdowała w sobie ani sił, ani ochoty, gdy tak dobrze żyło jej się pod Knieją, gdzie rytm dni wyznaczały pory roku, nie terminy balów i bankietów. Powrót wymagałby siły, tyle siły, a salony nie oferowały w zamian niczego, czego Helloise by mogła potrzebować. Wystarczało jej to, co miała. Rodzinę widywała na święta. Czasem jeździła na kilka dni do Llanberis, do zamczyska Seisylla i wówczas przypominała sobie, jak to jest żyć w domu pełnym służby. Lekko, bez wysiłku. Rzeczy stawały się tam na mocy wydanego przez nią polecenia. Życie w skromnej leśnej chacie nie było w porównaniu do tego usłane różami i nie polegało wyłącznie na tym, że panienka romantycznie przechadzała się między kwietnymi rabatami jak wróżka z konewką. Trzeba było ciągle coś robić. Cięła gałęzie i wiązała na chrust do rozpalania w kominku. W niektóre dni żar lał się na głowę już od bladego świtu, a i tak trzeba było oplewić grządki warzywnika, zbierać fasolę, groch, potem siedzieć i łuskać to wszystko w nieskończoność. Kiedy indziej, obierając ususzone zioła z gałązek i przesypując je do słoiczków, długimi godzinami ślęczała pochylona nad stołem w domku, aż kark sztywniał. Czasem już jej się nie chciało, a jednak to życie wolała nad radzenie sobie z chorymi salonowymi grami i wiecznym wyścigiem o podwyższanie swojego statusu w arystokratycznym świecie.
— Nigdy nie uważałam, żeby mi pasowały perły, ale spinki… miałam śliczną kolekcję francuskich grzebieni — skorygowała w rozbawieniu greybackowe spostrzeżenia.
Zawsze stroniła od biżuterii, bo ta przeszkadzała we wszystkim, co Helloise w życiu lubiła robić. Poczynając od dziecięcych zabaw w udawanie dzikiego zwierza grasującego w lesie (mamo, błyskotki zwracają uwagę i przyciągają drapieżniki), po utrzymujące się niezmiennie ciągoty do dłubania w ziemi. Włosy jednak bez szemrania pozwalała sobie ozdabiać grzebykami, spinkami i opaskami, czasem nawet zgadzała się na kokardy czy diadem przy okazji wielkiego przyjęcia. Jeśli coś w tej nieokrzesanej dziewczynce było kiedykolwiek symbolem statusu, to były jej włosy trudne do zadbania — długie i gęste, pokręcone — które w czasach świetności opadały na plecy wodospadem lśniących złotych sprężynek.
Warkocz zawiązany jutowym sznurkiem, który Helloise zaplotła tego ranka, był już roztrzepany, a w grubym splocie kryły się suche i szorstkie, sianowate włosy.
— Nie zostałam żebraczką, jeśli zacząłeś coś sobie wyobrażać — zastrzegła dziewczyna. — Pomieszkuję z babcią. — Siostrą babci, lecz kim był Greyback, aby mu się ze szczegółów rodzinnych koligacji spowiadała. — Babcia jest stara i samotna, więc dobrze jej robi młoda towarzyszka, taka jak ja. A w zamian mogę się od niej uczyć, bo mądrzejszej zielarki w okolicy nie spotkasz. Jest mi tu dobrze — mówiła, na tej opowieści się skupiając, aby odwrócić swoją uwagę od tego, jak bezczelnie oglądał ją Greyback. Zignorować w pełni chłopaka jednak nie była w stanie i przez cały czas śledziła wzrokiem jego poczynania, a jej usta mówiły niezależnie od czujnych oczu. — Powinnam udawać, że jestem martwym zwierzęciem, żebyś mnie nie rozszarpał tymi kłami? — zapytała ze swobodną przewrotnością, lecz spięła się mimowolnie, gdy przystawił twarz tak blisko i ją powąchał. Nie przeszkadzało jej przekroczenie przestrzeni osobistej. Przeszkadzało jej, że kontrolował to ktoś inny niż ona. Nie śmiała już wojować przemocą, jakby po tylu latach wreszcie pogodziła się z fizycznymi ograniczeniami swojego ciała. Nie poruszyła się więc może, lecz wilkowi nie udało się bynajmniej jej zapeszyć; zuchwała pewność siebie wciąż trwała na swoim miejscu. Aby nie pozostać mu dłużną, czarownica wyciągnęła szyję i powąchała sweter. Nawet jeśli Maddox wyniósł jakieś zapachy z Nokturnu, to teraz dominowało jedno. — Ty za to bardzo blisko bagna — odparła jego docinki. Daleko było dziewczynie do wilczego węchu; wyczuła na swetrze wyłącznie to, że był przemoczony i nasiąknięty błotem. — Mamy tutaj krystaliczne jezioro, jeśli chciałbyś się dla odmiany wykąpać w czystej wodzie. Na twoje nieszczęście, do wieczora bawią się tam dzieci, a potem zastępują je imprezujące nastolatki, które powracały z Hogwartu na wakacje. Ale jeśli jesteś wystarczająco odważny… — Kąciki ust Helloise uniosły się powoli w złośliwie zabarwionym uśmiechu, który skruszył błoto zasychające na jej policzku w szarą skorupę.


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (6814), Maddox Greyback (7366)




Wiadomości w tym wątku
[lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Helloise Rowle - 14.07.2026, 17:35
RE: [lipiec 1962] Knur podwóra daje nura - przez Maddox Greyback - 16.07.2026, 11:39
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Helloise Rowle - 24.07.2026, 11:26
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Maddox Greyback - 25.07.2026, 02:31
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Helloise Rowle - 25.07.2026, 20:50
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Maddox Greyback - 30.07.2026, 10:05
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Helloise Rowle - 02.08.2026, 12:46
RE: [lipiec 1962] Siur podwóra daje nura - przez Maddox Greyback - 06.08.2026, 19:11
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Helloise Rowle - 09.08.2026, 19:45
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Maddox Greyback - 10.08.2026, 19:38
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Helloise Rowle - 12.08.2026, 16:52
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Maddox Greyback - 16.08.2026, 21:28
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Helloise Rowle - 19.08.2026, 17:38
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Maddox Greyback - 07.09.2026, 10:14
RE: [lipiec 1962] Król podwóra daje nura - przez Helloise Rowle - 22.09.2026, 20:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa