26.07.2026, 14:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2026, 14:39 przez Aaron Andrew Moody.)
Gdyby Aaron wiedział, żeście zdziwili się jego nieznajomością tematu, też zapewne by się zdziwił. Dla tego człowieka wszyscy koledzy Alastora z dzieciństwa mieli przecież na imię "Bertie", a koleżanki Millie rozróżniał po rodzicach wyłącznie, a i tak bywało z tym bardzo różnie. "No wiesz, Millie, ta blondynka, ta, której ojciec robił w Ministerstwie Skarbu. Ta, co mówiłaś, że z nią siedzisz w ławce na lekcjach historii magii", próbował się zainteresować, sklejając ze sobą strzępki tego, co od córki kiedyś tam zasłyszał. Tylko że ta blondynka okazywała się brunetką, Millie nie siedziała z nią w ławce, tylko pobiła się z nią na wieży astronomicznej, a ogóle, tato, to nie odzywamy się do siebie od trzech lat, bo jest głupia, i na pewno nigdy nie zaprosiłabym jej na urodziny. "To z kim ty siedzisz na historii magii?", wzdychał stary.
Okazywało się wtedy, że Millie na historię magii nie chodzi.
(A za gaslightowanie starego to możecie co najwyżej dostać szlaban. Według mojej wiedzy oficjalnie Basilius zrekrutował się na przyjaciela Zakonu Feniksa dopiero 1 września, a wcześniej był jedynie na potańcówce, na którą Aaron z pewnością nie poszedł, Basiliusa nie powinien więc za mocno kojarzyć. Pominę już, że obaj legitymują się rozpoznawalnością III i przewagą Niewidzialność).
To, że Basilius Prewett został wspomniany na spotkaniu Zakonu, prawdę mówiąc, niewiele dla starego znaczyło, jeżeli człowieka nie widział wcześniej na oczy. W sieci kontaktów Zakonu był też przecież niejaki Mundungus Fletcher, społeczna wsza i rzezimieszek z kartoteką. Takich oto ludzi Albus Dumbledore nazywał swymi przyjaciółmi! Aaron nie nazywał ich nawet ludźmi. W waszą ocenę charakterologiczną musiał posiadać jednak nieco więcej wiary, bo protestów żadnych nie podnosił, zrobił tylko minę.
— Tylko pilnujcie się, żeby nie grać z tym przyjacielem na pieniądze w karty — stwierdził, na poły żartobliwie, na poły zgryźliwie, przewróciwszy przy tym oczami. Kasyna Prewettów kojarzyli akurat wszyscy. — Tarotem da się w ogóle grać w karcianki? — rzucił w stronę córki, nie zwracając wcale uwagi na to, że unikała jego wzroku.
Na temat Doliny Godryka się nie uzewnętrzniał. Dużo trwało na jej terenie dochodzeń, badających okoliczności rozprzestrzeniania się kolejnych pożarów podczas Spalonej Nocy. Niektóre budynki ocalały, inne spustoszył natomiast ogień. Jeszcze ta Knieja, na domiar złego… Najbardziej bolało go jednak wspomnienie pogorzeliska, jakim stała się Warownia. Zbyt bliskie jego sercu było to miejsce. Zbyt wielkie czuł z tego powodu rozżalenie, żeby teraz o tym wszystkim myśleć.
Zerknął na tarczę noszonego na ręce zegarka.
— Było naprawdę pysznie, Bertie, ale będę się powoli zbierać. Pamiętaj, żeby w tym wszystkim zrekrutować też dobrą firmę ochroniarską. Mój kolega z czasów Brygady założył jedną na emeryturze, chcesz do niego kontakt?
Okazywało się wtedy, że Millie na historię magii nie chodzi.
(A za gaslightowanie starego to możecie co najwyżej dostać szlaban. Według mojej wiedzy oficjalnie Basilius zrekrutował się na przyjaciela Zakonu Feniksa dopiero 1 września, a wcześniej był jedynie na potańcówce, na którą Aaron z pewnością nie poszedł, Basiliusa nie powinien więc za mocno kojarzyć. Pominę już, że obaj legitymują się rozpoznawalnością III i przewagą Niewidzialność).
To, że Basilius Prewett został wspomniany na spotkaniu Zakonu, prawdę mówiąc, niewiele dla starego znaczyło, jeżeli człowieka nie widział wcześniej na oczy. W sieci kontaktów Zakonu był też przecież niejaki Mundungus Fletcher, społeczna wsza i rzezimieszek z kartoteką. Takich oto ludzi Albus Dumbledore nazywał swymi przyjaciółmi! Aaron nie nazywał ich nawet ludźmi. W waszą ocenę charakterologiczną musiał posiadać jednak nieco więcej wiary, bo protestów żadnych nie podnosił, zrobił tylko minę.
— Tylko pilnujcie się, żeby nie grać z tym przyjacielem na pieniądze w karty — stwierdził, na poły żartobliwie, na poły zgryźliwie, przewróciwszy przy tym oczami. Kasyna Prewettów kojarzyli akurat wszyscy. — Tarotem da się w ogóle grać w karcianki? — rzucił w stronę córki, nie zwracając wcale uwagi na to, że unikała jego wzroku.
Na temat Doliny Godryka się nie uzewnętrzniał. Dużo trwało na jej terenie dochodzeń, badających okoliczności rozprzestrzeniania się kolejnych pożarów podczas Spalonej Nocy. Niektóre budynki ocalały, inne spustoszył natomiast ogień. Jeszcze ta Knieja, na domiar złego… Najbardziej bolało go jednak wspomnienie pogorzeliska, jakim stała się Warownia. Zbyt bliskie jego sercu było to miejsce. Zbyt wielkie czuł z tego powodu rozżalenie, żeby teraz o tym wszystkim myśleć.
Zerknął na tarczę noszonego na ręce zegarka.
— Było naprawdę pysznie, Bertie, ale będę się powoli zbierać. Pamiętaj, żeby w tym wszystkim zrekrutować też dobrą firmę ochroniarską. Mój kolega z czasów Brygady założył jedną na emeryturze, chcesz do niego kontakt?
I am the righteous hand of Justice
and I am ready to strike in her name
and I am ready to strike in her name