– Aż mnie swędzi mózg jak o tym wszystkim myślę – przyznała w jakimś takim akcie autoironii, zastanawiając się, kto na brodę Merlina wpadł na pomysł, że ogłoszenie, że „Knieja jest zamknięta” to wystarczające zabezpieczenie. Chyba, że o to właśnie komuś chodziło: żeby debile weszli do lasu i stali się pożywieniem dla tych cholernych widm. – W sensie no bo co to miało rozwiązać, ogłoszenie przybite, sprawa trzyma się słowo honoru i magiczną taśmę i pora na mecz Quidditcha – mruknęła pod nosem. – Moją rodzinę musiałam osobiście uczulać, że to ogłoszenie to nie żart i żeby naprawdę tam nie próbowali wchodzić, bo kilka zmarszczek więcej to może być najmniejsze ich zmartwienie – mogliby tam na przykład dosłownie zginąć, a jedyną możliwością ich identyfikacji byłoby ubranie. – Ja miałam przyjemność spotkać kobietę, która w ciągu kilku minut postarzyła się o jakieś pięćdziesiąt lat. Ale w sierpniu pilnowałam specjalistkę od plastyki ciał zmarłych, jak przygotowywała te… wydmuszki do pochówku i pokazania ich rodzinom. Przez tyle miesięcy nie wydawano ich bliskim, nawet ich nie dopuszczali do nich… – Lestrange westchnęła, przypominając sobie, jak jedno z nich się odrodziło na ich oczach i pyskata ghoulka się obudziła. Jak długo leżała i magia jej nie wskrzeszała? To była zagadka, na którą Victoria nie znała odpowiedzi.
– Taa, patrole. Ale ktoś nadal musi pilnować Little Hangleton – bo jak widać chociażby po Lammas, ludzie nie potrafili usiedzieć w spokoju. – Kto od nas tam w ogóle idzie, kojarzysz? – Victoria tak z grubsza przejrzała te grafiki, wiedziała oczywiście, że dobrano ją do pary z Atreusem, wiedziała, że ma tu być również Brenna z Erikiem, widziała nazwisko Hestii i Heather… Ale niewiele więcej ja interesowało na ten moment. – Też nie rozumiem, czemu sami nie próbowali się z nami skontaktować – przyznała, bo i dla niej była to zagadka. Maja Polanę, maja tam jakieś dziwne rzeczy i mają ludzi, którzy byli po drugiej stronie i mogą powiedzieć więcej, ale nie – trzeba się było samemu prosić, żeby ruszyli głową.
– A jakby wytyczyć taką magiczną linię? Ktoś co prawda musiałby obejść całą knieję dookoła, ale zaklęcie powinno się utrzymać kilka godzin – były linie wieku, które potrafiły się utrzymywać kilka tygodni, i takie zabezpieczenie alarmowe można by ustawić, żeby mieli cokolwiek – co prawda obszar był duży, dlatego Victoria liczyła tutaj na godziny, a nie tygodnie – bo zwiększenie patroli to jedno, ale mieli jednak ograniczoną liczbę ludzi, których można było rzucić do pracy. – Myślałam o jakichś spowalniających pułapkach, ale byłoby trochę przykro samemu w taka wpaść przypadkiem, jakby jeszcze do równania doszły te skurwiałe widma, więc odpada – Lestrange założyła ręce na piersi i spojrzała z ukosa na Atreusa, gdy wpadł na pomysł z posągami. – Wiesz co, to nie jest wcale taki głupi pomysł. Co prawda nie wiem skąd wytrzaśniemy posągi, ale pewnie podziałałoby też na strachy na wróble. A tych jest tutaj sporo, zasługa wielu pól uprawnych… – pomyślała, a przed oczami stanęła jej niczym migawka, scena z niedawnego snu, w którym z Chrisem uciekali przed wielkim strachem na wróble z kosą i hakiem.