Gdyby miał powiedzieć, za jakim sabatem przepadał najmniej, nie byłby w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Za wszystkimi - takie słowa wysuwały się na pierwszy plan, bo Leviathan nigdy nie był osobą przesadnie religijną, ani też zaangażowaną w oddawanie się związanymi ze świętami tradycjom. Nie potrzebował do tego zdrady ze strony bogini, która wydarzyła się podczas Lithy, ale ta zdecydowanie przypieczętowała jego zdanie na ten temat. Spoglądał więc na Helenę kątem oka, spokojnie i nieśpiesznie zajmując się kolejnymi kęsami swojego obiadu, podczas gdy ona rozważała, któreż to święto najbardziej do niej przemawia. Imbolc brzmiało jak każdy inny sabat, przynajmniej w jego mniemaniu. Cichy czy nie, wymagał oderwania się od rzeczy ważnych i codziennego życia.
— Szkoda, że to ich nawrócenie nic nie da. Marnują tylko czas — mruknął znad swojego talerza, po całym wywodzie Seisylla na temat rzekomo odnalezionej wiary przez rzesze zagubionych wiernych. Nie ważne czy chodziło o Matkę, Rogatego Boga czy innego chochoła, wszyscy wydawali się tak samo głusi na prośby i błagania swoich wyznawców. Nie chodziło nawet o to, czy coś ponad nimi w ogóle istniało, bo o tym Rowle zdążył dowiedzieć się z pierwszej ręki. Spotkanie to było jednak nad wyraz rozczarowujące i jasno wskazujące, że po pierwsze, bogowie nie posiadali takiej mocy sprawczej jak można było im przypisywać, a po drugie, mieli swoich wyznawców w poważaniu.
Poczuł na sobie twarde spojrzenie matki, bo ten temat przetaczał się o wiele za wiele odkąd odbyła się Litha. Nie ważne jak bardzo ktoś próbował nawrócić go na właściwą ścieżkę, jeśli chodziło o wiarę, Levi odmawiał wszelkiej kooperacji. Nie ważne czy była to Evelyn, Helloise, czy ktokolwiek inny.
— A co w tej magii nie jest naiwnego? — zapytał, unosząc spojrzenie dalej, przez twarz Cynthii i zatrzymując je na Helloise. — Wierzeniu, że ktoś rozwiąże twoje problemy, jeśli się pomodlisz wystarczająco gorliwie? Pobłogosławi twój dom, uchroni od złego, a może kiedy będzie wystarczająco łaskawy to sprawi że wydarzy się coś dobrego? Tylko dzieci są tak naiwne i tylko dlatego, że nie zorientowały się jeszcze, że świat działa inaczej — uniósł kieliszek stojący obok talerza i upił z niego nieco, nie odrywając od niej spojrzenia.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast