30.07.2026, 18:17 ✶
Hannibal czym prędzej zamknął za sobą drzwi, skutecznie odcinając ich od wzroku kogokolwiek z zewnątrz.
”Dlaczego jesteś niebieska?” zamarło mu na ustach, niepotrzebne, wobec zadziwiająco składnej, mimo zdenerwowania, opowieści Astorii.
Kolor był całkiem twarzowy, ale Selwyn miał przeczucie, że komplementy na ten temat wcale nie poprawią jej humoru.
- Myślisz, że to filiżanka? - rozejrzał się po pracowni - Może herbata?
Sięgnął do jej dłoni. Zawahał się przez krótką chwilę, jakby obawiając się dotknąć niebieskiej skóry, ale uznał, że wsparcie emocjonalne jest ważniejsze, niż ryzyko, że i on zrobi się niebieski. Poza tym, to mogłoby być nawet zabawne…
Dokończył ruch, wziął ją za rękę i potarł skórę Astorii palcami, jakby miał nadzieję zetrzeć kobalt, oczywiście, bez żadnego efektu.
…zabawne, dopóki nie wyobraził sobie min współpracowników, gdyby pojawił się wieczorem w pracy w takim stanie, zwłaszcza, gdyby jeszcze okazało się, że jego toaletka nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Mimo woli zerknął na swoje palce, upewniając się, że nie zmieniły koloru.
Ponownie spojrzał na stół. Podejrzane naczynie stało całkiem niewinnie na spodeczku, razem z całym serwisem, wciąż jeszcze niemal pełne herbaty.
- Może to klątwa? - zastanowił się na głos, bo cała sytuacja faktycznie pachniała klątwą na kilometr - Masz jakichś wyjątkowo dowcipnych znajomych albo małostkowych wrogów?
Jeżeli to faktycznie był dowcip, to raczej taki na poziomie piątego roku Hogwartu.
Kolorowa przypadłość, choć upierdliwa, nie wydawała się przynajmniej niebezpieczna.
- Chcesz, żebym kogoś zawołał, czy nie wiem, probujemy to rozproszyć sami?… - zapytał z wahaniem. Jego znajomość magii Rozproszenia nie była całkiem zerowa, choć raczej nie wykraczała poza poziom szkoły. Być może lepiej byłoby skorzystać z usług klątwołamacza, ale Hannibal brał pod uwagę, że Astoria mogła nie chcieć się w takim stanie pokazywać ludziom.
”Dlaczego jesteś niebieska?” zamarło mu na ustach, niepotrzebne, wobec zadziwiająco składnej, mimo zdenerwowania, opowieści Astorii.
Kolor był całkiem twarzowy, ale Selwyn miał przeczucie, że komplementy na ten temat wcale nie poprawią jej humoru.
- Myślisz, że to filiżanka? - rozejrzał się po pracowni - Może herbata?
Sięgnął do jej dłoni. Zawahał się przez krótką chwilę, jakby obawiając się dotknąć niebieskiej skóry, ale uznał, że wsparcie emocjonalne jest ważniejsze, niż ryzyko, że i on zrobi się niebieski. Poza tym, to mogłoby być nawet zabawne…
Dokończył ruch, wziął ją za rękę i potarł skórę Astorii palcami, jakby miał nadzieję zetrzeć kobalt, oczywiście, bez żadnego efektu.
…zabawne, dopóki nie wyobraził sobie min współpracowników, gdyby pojawił się wieczorem w pracy w takim stanie, zwłaszcza, gdyby jeszcze okazało się, że jego toaletka nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Mimo woli zerknął na swoje palce, upewniając się, że nie zmieniły koloru.
Ponownie spojrzał na stół. Podejrzane naczynie stało całkiem niewinnie na spodeczku, razem z całym serwisem, wciąż jeszcze niemal pełne herbaty.
- Może to klątwa? - zastanowił się na głos, bo cała sytuacja faktycznie pachniała klątwą na kilometr - Masz jakichś wyjątkowo dowcipnych znajomych albo małostkowych wrogów?
Jeżeli to faktycznie był dowcip, to raczej taki na poziomie piątego roku Hogwartu.
Kolorowa przypadłość, choć upierdliwa, nie wydawała się przynajmniej niebezpieczna.
- Chcesz, żebym kogoś zawołał, czy nie wiem, probujemy to rozproszyć sami?… - zapytał z wahaniem. Jego znajomość magii Rozproszenia nie była całkiem zerowa, choć raczej nie wykraczała poza poziom szkoły. Być może lepiej byłoby skorzystać z usług klątwołamacza, ale Hannibal brał pod uwagę, że Astoria mogła nie chcieć się w takim stanie pokazywać ludziom.