Przeciągłe spojrzenie błękitnych oczu dłuższymi łukami podążały za postacią Urd. Poza i twarz Ceolsige były już pod większa kontrolą, kiedy pierwotne zaskoczenie rozpłynęło się w teatralnie wymuszonej "zwyczajności" sceny. Złączyła dłonie za plecami przyjmując typową sobie wyprostowaną postawę. Gładkim ruchem głowy skierowała spojrzenie na wystrój pomieszczenia. Przypadkiem jedynie, ścieżka jej oczu przebiegała przez postać blondynki z ręcznikiem więznąc na tym obrazie przez chwilę. Jakby same źrenice zostały zakotwiczone wbrew ruchowi głowy i odrywały się od przystani dopiero wtedy, kiedy musiałyby swoim uwięzieniem zakłócić płynny ruch.
- Czerwone półwytrawne, na ile rozumiem język wybrany przez współczesnych potomków Ausonii. - Dopiero potem twarz dogoniła oczy w kontynuacji dotychczasowego gestu, którym lustrowała wystawianą obecnie kolekcję sztuki i urody. Przyjazna twarz, ozdobiona w uspokajający i wdzięczny uśmiech skierowała się ku młodszej z sióstr. - Nie chciałabym sprawiać kłopotu, jadłam przed wyjściem. - Zaczerpnęła powietrze, jakby miała coś jeszcze do dodania, ale usta opuściło tylko ledwie dostrzegalne westchnienie.
Prowokacyjna zaczepka Urd sprawiła, że mimowolnie spięła barki. Spojrzenie ponownie podążyło na blondynkę. Na jej zuchwałą twarz, i wyzywająca pozę.
Złączone za plecami dłonie Ceolsige mimowolnie się zacisnęły. Jeden oddech później napięcie odpłynęło. - Nie powiedziałabym, że bardzo. - odparła melodyjnie z niewielką tylko nuta przekory w głosie, który brzmiał na delikatnie wyższy. - Cenię możliwość własnoręcznego rozpakowywania swoich przyjemności. - Głos przeszedł w nieco bardziej mruczące i drapieżne wibracje.
Chwilę później wyraz jej twarz wyraźnie zmiękł. - Chyba powinna was uprzedzić, że zadawane mi obecnie pytania mogą nieść ryzykowne odpowiedzi. - Płynnie, melodyjnie i rzeczowo. Z charakterystyczną, nieco przepraszająca nutką. - Miałam ostatnio kilka spotkań z duchami i odnoszę wrażenie, że wplynęły one na otwartość wyrażania niektórych odczuć. To jest ta potrzeba ratunku, o której wspominałam na początku.
- Czerwone półwytrawne, na ile rozumiem język wybrany przez współczesnych potomków Ausonii. - Dopiero potem twarz dogoniła oczy w kontynuacji dotychczasowego gestu, którym lustrowała wystawianą obecnie kolekcję sztuki i urody. Przyjazna twarz, ozdobiona w uspokajający i wdzięczny uśmiech skierowała się ku młodszej z sióstr. - Nie chciałabym sprawiać kłopotu, jadłam przed wyjściem. - Zaczerpnęła powietrze, jakby miała coś jeszcze do dodania, ale usta opuściło tylko ledwie dostrzegalne westchnienie.
Prowokacyjna zaczepka Urd sprawiła, że mimowolnie spięła barki. Spojrzenie ponownie podążyło na blondynkę. Na jej zuchwałą twarz, i wyzywająca pozę.
Złączone za plecami dłonie Ceolsige mimowolnie się zacisnęły. Jeden oddech później napięcie odpłynęło. - Nie powiedziałabym, że bardzo. - odparła melodyjnie z niewielką tylko nuta przekory w głosie, który brzmiał na delikatnie wyższy. - Cenię możliwość własnoręcznego rozpakowywania swoich przyjemności. - Głos przeszedł w nieco bardziej mruczące i drapieżne wibracje.
Chwilę później wyraz jej twarz wyraźnie zmiękł. - Chyba powinna was uprzedzić, że zadawane mi obecnie pytania mogą nieść ryzykowne odpowiedzi. - Płynnie, melodyjnie i rzeczowo. Z charakterystyczną, nieco przepraszająca nutką. - Miałam ostatnio kilka spotkań z duchami i odnoszę wrażenie, że wplynęły one na otwartość wyrażania niektórych odczuć. To jest ta potrzeba ratunku, o której wspominałam na początku.