• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[06.09.1972] Matrioszka

[06.09.1972] Matrioszka
Bimbonierka
"boo hoo she stole the diamonds/killed a man" yeah, and? maybe he deserved it. the diamonds look great w her outfit. you just hate to see the girlboss winning.
wiek
41
sława
VI
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Urzędniczka, zastępczyni szefa Departamentu Skarbu
Długie za pas, ciemnobrązowe włosy, zwykle starannie wystylizowane w nisko upięty kok, zdobny w połyskliwe świecidełka. Przerażająco głębokie, czarne oczy. Zawsze starannie ubrana: ustrojona w przepyszną, diamentową biżuterię, nosi drogie, wysokiej jakości szaty, najczęściej w odcieniach czerni, czerwieni, różu i fioletu, skrojone tak, aby podkreślić wszystkie atuty jej sylwetki. Porusza się z gracją godną tancerki. Choć jest niskiego wzrostu (mierzy dokładnie 1,55 m) dodaje sobie tych parę centymetrów więcej butami na obcasach. Bije od niej aura wyższości i pewności siebie.

Anastasia Dolohov-Burke
#5
31.07.2026, 20:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2026, 21:01 przez Anastasia Dolohov-Burke.)  
"Masz czterdzieści jeden lat."
— To oficjalna diagnoza? — zapytała pogodnie Anastazja, flirtem pokrywając irytację, której pierwsze iskierki rozświetliły jej oczy, niby odpryski na szklistej powierzchni obsydianu.
"Twoja próżność skrupulatnie prowadzi rachunek, więc nie muszę robić tego za nią."
— Podobno nadmierna skrupulatność jest sztandarowym symptomem zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Zastanawiam się, czy na takowe nie cierpię. Zawsze lubiłam rachować. — Anastazja była w tym dobra, lepsza niż Vakel z całą tą jego numerologią. Podczas gdy on uczył się znaczeń stojących za liczbami, ona pojmowała je wprost. Nie potrzebowała kartek ani wykresów. Wszystkie operacje arytmetyczne prowadziła we własnej głowie. Wydawało mi się to nieprzydatnym w życiu, oczywiście, poza tańcem, gdzie każdy ruch dało się opisać funkcją czasu i przestrzeni. Nie potrzebowała przecież liczyć nigdy własnych pieniędzy. No ale kraj już potrzebował…
Biedna była ta Anglia. Dziwne, że osoby takie jak Odysseus decydowały się na imigrację, zauważyła, niemal współczująco. Cóż z tego, że mówił z angielskim akcentem, i wychowywał się w nokturńskim rynsztoku, z którego nigdy tak naprawdę nie wypełzł. Zignorowała to, jak na rasową ignorantkę przystało. Urodę miał tak przecudnie delikatną jak na mężczyznę, mimo, że był ledwie półkrwi… A jednak Anastazja (która sama miała się skądinąd za imigrantkę, mimo że przyszła na świat na angielskiej ziemi, i nie poczyniła nigdy żadnych starań, żeby zapoznać się z ojczystą mową ojca ani matki) skłonna była mu to wybaczyć: uważała, że nutka obcej krwi dobrze robi angielskiej zapyziałości. Z wielką przyjemnością patrzyła więc na jego gładką twarzyczkę, choć nie w smak były słowa, jakie za nią stały. — Być może liczenie lat stało się z czasem kompulsją, a piękno obsesją — zauważyła, nawijając filuternie lok wypadły z koka na palec. — Cóż innego pozostaje poza próżnością?

A potem milczała. Milczała bardzo długo, przysłuchując się wywodowi Odysseusa z zaskakującą jak na nią uwagą. Zwykle grała bowiem lekko znudzoną, dbała o staranną reżyserię spektaklu, jakim była Anastazja Dolohov-Burke… Teraz jednak i to musiało się jej znudzić.

A może było wręcz przeciwnie, może usłyszała coś, co żywo ją zainteresowało.

Było w Anastazji coś z drapieżnika, mimo że miękkością nacechowane były jej ruchy, pod skórą kotłowało się napięcie. Przerażające były jej oczy, gdy śledziła Odysseusa, powoli przemierzającego salon. Nie podążyła za nim jednak spojrzeniem, gdy zniknął z jej pola widzenia. Nie odwróciła głowy, gdy stanął za jej plecami. W ramionach czaiło się napięcie, owszem, ale nie strach. Bardziej oczekiwanie.

Gdy cień mężczyzny padł na odsłonięte uda Anastazji, ta tylko odchyliła lekko szyję, jak gdyby zapraszała, żeby ręka Odysseusa, która spoczywała dotychczas na oparciu fotela, podążyła wzdłuż jej zagięcia.

Nie miało żadnego znaczenia, czy to zrobi, czy nie.

Oto był przecież moment, na który czekała. Gdy tylko się zbliżył, Anastazja bardzo powoli rozchyliła przed nim uda.

— Jestem… Pusta — wymruczała niemal, pozwalając, aby spódnica opadła, niemalże odsłaniając przed Odysseusem pełnię nagości, którą miała za zadanie skrywać. Był już tylko cień, rzucany tak przez podwinięty materiał, jak i przez ciało stojącego nad Anastazją mężczyzny, a w cieniu mieszka przecież pokusa, zdawała się mówić opierścieniona dłoń kobiety, od niechcenia bawiącej się rąbkiem spódnicy. — Jestem pusta — powtórzyła, obrzydliwie obracając ostatnie ze słów na języku, jak gdyby nie mogła się zdecydować, czy nim nie splunąć.
W dzieciństwie odwiedzała czasem swoją wiekową ciotkę, starą, rosyjską hrabinę, która musiała przeżyć wybuch rewolucji, żeby podążyć do Anglii wraz z resztą rodziny. Gdy tłuszcza wdarła się do jej pałacu, nie zdążyła nawet sięgnąć po różdżkę. Zabrali jej wszystko, ale najtrudniej było chyba znieść utratę godności. Trudniej nawet niż to, że mugole na żywca wyrwali jej zęby, na których nosiła srebrne korony. Gwałt, jakiego doznała na ciele, nie zdołał jednak złamać jej ducha. Anastazja uważała, że to dlatego, że ciotka była brzydka. Ciężko przechorowana w dzieciństwie smocza ospa pozostawiła bowiem blizny na jej twarzy, skazując na staropanieństwo. Być może przetrwała, bo była zbyt brzydka nawet dla ruskich żebraków. Żebraków, którzy mordowali, plądrowali i gwałcili, stawiając porządek należny światu na głowie: a może do góry nogami, tak samo jak jej ciotkę. Dlaczego po prostu się nie zabiła? Anastazja zawsze uważała, że byłoby to bardziej honorowym, ale brzydcy ludzie byli zwykli bardziej odporni. Odkąd tylko pamiętała, ciotka uwielbiała opowiadać o swych katuszach. Odziana na powrót w złotogłowie i aksamity, rozkoszowała się opowieściami o ucieczce przez Europę. Krwawo zemściła się za swoje krzywdy na kontynencie ogarniętym wojenną zawieruchą. Granicę Anglii przekroczyła może i w najzgrzebniejszej ze swych sukni, ale z najpiękniejszym uśmiechem, jaki widział świat.
Miała sztuczną szczękę z zębów mugoli, których zabiła.
Nigdy nie wyjawiła nazwiska rzemieślnika, który ją wykonał, ale kunsztowne cacko zdejmowało Anastazję w równym stopniu obrzydzeniem, co zachwytem. Ciotka nie mówiła o zbrodniach wojennych wprost, ale wszyscy w rodzinie wiedzieli. Krew ma polach bitew wyschła, niepogrzebane ciała rozwlekły zwierzęta, nazwiska zaginęły w odmętach historii.
Czasem kiedy ciotka mówiła zbyt długo, proteza ruszała jej się w buzi, kłapiąc dziwacznie. Zaczynała odklejać się od bezzębnych dziąseł, zwilżonych śliną i maścią do protez. Anastazja zdała sobie sprawę, że musi teraz przypominać ciotkę w sposobie, w jakim przejeżdżała językiem po ustach. Było w tym coś lubieżnego, podobnie jak w uśmiechu ciotki. Hrabina miała dziwne poczucie humoru, zawsze lubiła jednak młodą bratanicę. Gdy umarła, zostawiła jej w spadku naszyjnik z zębów wprawionych w złote obręcze.
Anastazja nigdy nie dostała piękniejszego prezentu. Nigdy go jednak nie nosiła, bo myśl o założeniu czegoś, co dotykało pomarszczonego ciała tej staruchy, przyprawiała ją o mdłości. A teraz sama stawała się pomarszczoną staruchą i nic nie mogła na to poradzić.

Rozchyliła lekko wargi, w których kąciku zabłyszczała kropelka śliny.

— Pusta — wyszeptała Anastazja. — Pusta — wycedziła ostro, otwierając uda szerszej, jak gdyby sama była zniecierpliwona pustką między nimi. — Pusta… Pusta. — Pokręciła lekko głową. — Pusta. Pusta! — Podniosła głos, nie przestawszy kręcić głową, gdy Odysseus zapytał o jej trenera, jak gdyby nie było to nawet wartym jakiejkolwiek dyskusji. Wydawała się być myślami gdzieś bardzo daleko. — Ha! — zawołała nagle, wykrzywiając twarz w konwulsji uśmiechu. — Sugerujesz, że on wypełniłby pustkę? Nie, nie możesz. Nie możesz, bo ci płacę, doktorze. Moja próżność napełnia ci sakiewkę. A jednak ja pozostaję pusta. Jestem pusta. Pu-sta. Pu-sta. Pusta. Pusta. Pusta…
Wyprostowała się w fotelu, jak gdyby chciała jeszcze bardziej wyeksponować odsłonięte łono, okryte jedynie skrawkiem spódnicy.
— Jak wypełnić pustkę? Czym? — zażądała chłodno odpowiedzi. Nie było w niej żadnej krępacji, żadnego zawahania, gdy półleżała z rozchylonymi udami, bardziej grożąc niż kusząc tym, co znajdowało się między nimi. — Co mi przepiszesz na pustkę?


Please don't go
I'll eat you whole
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anastasia Dolohov-Burke (1995), Odysseus Fawley (706)




Wiadomości w tym wątku
[06.09.1972] Matrioszka - przez Anastasia Dolohov-Burke - 05.08.2025, 20:56
RE: [06.09.1972] Matrioszka - przez Odysseus Fawley - 18.03.2026, 10:54
RE: [06.09.1972] Matrioszka - przez Anastasia Dolohov-Burke - 29.03.2026, 16:55
RE: [06.09.1972] Matrioszka - przez Odysseus Fawley - 07.06.2026, 15:28
RE: [06.09.1972] Matrioszka - przez Anastasia Dolohov-Burke - 31.07.2026, 20:49

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa