• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence

[1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
31.07.2026, 20:01  ✶  
Dla większości ludzi podobna rozmowa skończyłaby się już dawno, jeszcze zanim by się dobrze zaczęła, najpewniej uznaliby ją za kompletnie bez sensu, ale właśnie dlatego uwielbiałem gadać z Pruey. Nigdy nie mówiła, że coś było głupie tylko dlatego, że brzmiało dziwnie, jeżeli rzucałem jakimś pomysłem, od razu próbowała znaleźć sposób, żeby go sprawdzić. Czasami dochodziła do wniosku, że się nie dało, czasami wymyślała dziesięć powodów, dla których mogło się nie udać, ale zawsze traktowała moje pomysły poważnie, to było chyba najfajniejsze. Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że było to okropnie zabawne, i gdyby kiedyś ktoś zapytał mnie, jak wyglądała moja najlepsza przyjaciółka i co było jej cechą charakterystyczną, chyba właśnie od tego bym zaczął. Nie od koloru włosów ani oczu, tylko od tego, że na wszystko miała teorię.
Parsknąłem śmiechem, kiedy z całkowitą powagą zaczęła zastanawiać się nad tym, czy człowiek mógł być szybszy od wiatru. Była chyba jedyną osobą, która potrafiła potraktować podobny temat jak prawdziwe zagadnienie naukowe, zamiast zwyczajnie machnąć na mnie ręką i powiedzieć, żebym przestał wymyślać głupoty, to właśnie uwielbiałem, nigdy nie odbierała mi radości z robienia rzeczy, które większość uznałaby za kompletnie idiotyczne, zamiast tego siadała obok i zastanawiała się, jak można byłoby to policzyć. W jej głowie wszystko miało jakiś wzór, jakąś zależność, jakiś sens, w mojej wystarczało, że było ciekawe i nie nużyło, razem działało to zaskakująco dobrze.
- Policzyć? - Powtórzyłem z wyraźnym zainteresowaniem, marszcząc nos, a potem rozpromieniając się, jakbym właśnie usłyszał zalążek najlepszego planu na najbliższy weekend. - Oczywiście, że moglibyśmy to policzyć. To brzmi świetnie. Możemy sprawdzić, czy jestem szybszy od wiatru. Jak wyjdzie, że nie jestem, to będę musiał ćwiczyć, aż będę. - Pokiwałem głową z pełnym przekonaniem, kompletnie nie przejmując się tym, że dla większości ludzi taki wniosek byłby zupełnie odwrotny. Gdyby okazało się, że czegoś nie potrafiłem, nie znaczyło to przecież, że miałem przestać próbować. Raczej, że powinienem spróbować jeszcze raz. - I doooobra, no, możemy zacząć nisko. Niech będzie. Tylko nie za nisko, bo nie będzie żadnej frajdy. - Nie było we mnie aż takiej znowu niechęci do pozwolenia Prue na dobór warunków badawczych oraz metody, wizja zostania jej obiektem doświadczalnym wcale mnie nie odstraszała, wręcz przeciwnie, jeśli miałem wykonywać jakieś dziwne eksperymenty, zdecydowanie wolałem robić je z nią niż z kimkolwiek innym. Wiedziałem, że nigdy nie pozwoliłaby, żeby naprawdę stała mi się krzywda, a to wystarczało, żebym bez większego zastanowienia zgadzał się na większość jej pomysłów.
Nigdy nie zastanawiałem się, dlaczego akurat jej ufałem w takich sprawach bardziej niż profesorom - po prostu ufałem - gdyby powiedziała, że potrzebowała tygodnia na obliczenie, ile razy mrugałem podczas rozmowy i kazała mi robić w związku z tym coś nieoczywistego, pewnie uznałbym, że faktycznie mogło to być przydatne. Słuchałem jej dalej, kiwając powoli głową - wiedziałem, że miała rację, nie ze wszystkim, bo pewnie nigdy nie zgodzilibyśmy się całkowicie, ale właśnie to było najlepsze.
Wzruszyłem lekko ramionami, spoglądając na mój płaszcz poruszany przez wiatr, a potem z powrotem na nią. Czasami naprawdę zastanawiałem się, jak było to możliwe, że ona widziała tyle rzeczy naraz - ja patrzyłem przed siebie, ona widziała jeszcze wiatr, kamienie, prawdopodobieństwo, konsekwencje i pewnie ze trzydzieści innych rzeczy, których nawet przy najlepszych intencjach nigdy nie dostrzegałem. Dziwnie dobrze było wiedzieć, że ktoś obserwował takie szczegóły, sam pewnie nigdy nie zwróciłbym na większej uwagi na część warunków towarzyszących moim eskapadom, ale skoro robiła to za mnie, to właściwie po co miałem się tym zajmować? Wystarczało, że ona patrzyła, a ja mogłem robić swoje, tak to działało od dawna i jakoś ani razu nie pomyślałem, żeby cokolwiek zmieniać.
Przez chwilę przyglądałem jej tylko się w milczeniu, kiedy powiedziała, że byłem jej jedynym zmartwieniem. Kąciki moich ust uniosły się same, zanim zdążyłem nad tym pomyśleć. Brzmiało to jakoś… Dobrze. Straaasznie dobrze, jak na temat zjaw i duchów przystało.
- To nawet mi się podoba. - Przyznałem bez najmniejszego zawahania. - Lubię być twoim największym zmartwieniem. Znaczy… Nie dlatego, że chcę cię martwić. - Szybko się poprawiłem. - Po prostu… Fajnie wiedzieć, że ktoś tak bardzo zwraca na mnie uwagę. Zwłaszcza ty. - Uśmiechnąłem się szerzej. - To chyba całkiem niezła robota. Wolałbym być twoim największym zmartwieniem niż kimś, o kim w ogóle byś nie myślała. Poza tym nie masz aż tak ciężko. Nie codziennie włażę na mury, dachy i takie tam. Czasami włażę na drzewa. - Wzruszyłem ramionami, chociaż prawda była taka, że spodobało mi się to bardziej, niż powinno - świadomość, że gdziekolwiek szedłem, ona gdzieś z tyłu zastanawiała się, czy nic mi się nie stanie, dziwnie mnie ogrzewała. Nie czułem się przez to pilnowany. Czułem się… Ważny, zupełnie tak, jakby dla kogoś naprawdę miało znaczenie to, czy wrócę cały, a nie, czy sprawię jakiś problem moim zachowaniem. Nie umiałem ubrać tego lepiej w słowa, wiedziałem tylko, że robiło mi się jakoś cieplej na myśl, iż zawsze gdzieś tam była, nawet jeśli stała kilka kroków dalej i kręciła głową nad kolejnym moim pomysłem. Sam fakt, że patrzyła, wystarczał, miałem wtedy dziwne wrażenie, że świat był dokładnie taki, jaki powinien był być.
- Pruey… - Pokręciłem głową. - Jesteś okropnie uparta. Prawie tak samo jak ja. To trochę problem. - Zmarszczyłem jednak nos, kiedy znowu wróciła do skakania za mną. - Nie, nie, nie.Nie–e-e. Nie chcę mieć wyrzutów sumienia, wyrzuty sumienia są głupie. - Pokręciłem głową. - Umowa jest umową. Ty zostajesz. Potem mnie zbierasz. Potem czekam. Koniec dyskusji. Tak ustaliliśmy. Nie możesz teraz zmieniać zasad tylko dlatego, że zrobiło ci się mnie szkoda. - Po chwili jednak sam zacząłem się zastanawiać nad tym, co powiedziała później.
Nie miałem pojęcia, czy dało się coś takiego obiecać, lecz w gruncie rzeczy nie miało to większego znaczenia - w mojej głowie naprawdę wyglądało to właśnie tak - świat rzucał przed nas kolejne przeszkody, a my po prostu próbowaliśmy je przeskoczyć. Czasami się udawało, czasami pewnie kiedyś miało się nie udać, ale nie zamierzałem przestać tylko dlatego, że istniała taka możliwość.
- Mogę czekać nawet bardzo długo. - Powiedziałem to z taką łatwością, jakbym mówił o czekaniu na rozpoczęcie uczty, a nie o czymś znacznie większym. Nie miało dla mnie znaczenia, ile lat by minęło, gdy było oczywiste, że jeśli gdziekolwiek miałbym kiedyś trafić pierwszy, to po prostu usiadłbym i czekał na nią, nie wyobrażałem sobie, żebym miał robić cokolwiek innego.
- Zaraz… - Podrapałem się po karku. - To właściwie ciekawe. Jak umrzesz jako staruszka, a ja wcześniej… To czy będę musiał mówić do ciebie „proszę pani Pruey”, kiedy już będziesz duchem? Bo byłoby trochę dziwnie. - To także musieliśmy dopisać do listy pytań, bo przecież duchy powinny mieć wybór tego, jak będą wyglądały po śmierci, czy coś… Im dłużej o tym rozmawialiśmy, tym bardziej wydawało mi się, że bycie duchem naprawdę miało kilka całkiem niezłych stron. Oczywiście najlepiej było dożyć tego jak najpóźniej, ale skoro już mieliśmy plan, warto było go dopracować.
Ponownie zmarszczyłem nos, kiedy zapytała, co będzie, jeśli umrze pierwsza.
- Nie podoba mi się ten plan. - Odpowiedziałem odruchowo. - Wolę ten, w którym oboje jesteśmy strasznie starzy i wszyscy mają nas już serdecznie dosyć. - Ten, ten mi dużo bardziej odpowiadał. - No i przecież wiesz, że tak. - Dopowiedziałem natychmiast. - Nawet nie musisz pytać. - Nie przyszło mi do głowy, że mogłoby być inaczej. Gdyby kiedyś naprawdę mnie zostawiła, zrobiłbym dokładnie wszystko, co obiecałem, w mojej wyobraźni nie istniała nawet druga możliwość - skoro powiedzieliśmy sobie, że zawsze będziemy razem, dbając o siebie nawzajem, to znaczyło zawsze - obietnice nie kończyły się dlatego, że robiło się trudno.
- Wiesz… Jak będziemy już strasznymi staruchami… Takimi naprawdę starymi, z brodą do kolan… Dobra, ty bez brody. - Poprawiłem się natychmiast. - To możemy zamieszkać obok siebie. Albo najlepiej w jednym domu. Wtedy nie trzeba będzie codziennie do siebie chodzić. Wyjdziemy tylko przed drzwi i już. To byłoby strasznie wygodne. - Brzmiało to całkowicie logicznie, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jakie duże potrafiły być domy, zdecydowanie nie było potrzeby wychodzenia na zewnątrz, by się odwiedzić, skoro można było do tego podejść dużo bardziej racjonalnie… I kto mówił, że nie myślałem przyszłościowo? - Jak chcesz, to nawet za życia będziesz miała wielką bibliotekę i… I będziesz czytać wszystkie książki, a potem będziesz mi opowiadać najciekawsze rzeczy. Ja nie dam rady przeczytać wszystkiego. Wolę, jak mi tłumaczysz. Zawsze robisz to lepiej niż książki. - To również było dla mnie czymś zwyczajnym, Prudence miała talent do porządkowania świata, którego ja nigdy nie miałem. Właściwie… Miała całkiem sporo brakujących mi talentów, ale przecież od tego byliśmy, by się nimi wymieniać.
- Dobrze, będę mówił. Ale jak będziesz zadawała za trudne pytania, to specjalnie zacznę śpiewać. - Udałem zawiedzionego, ale tylko troszeczkę, ponieważ zaraz mi przeszło, bo przeszliśmy do mojego ulubionego tematu - Quidditcha.
- Wiesz co? Chyba specjalnie nie będę ich gubił. Byłoby mi strasznie głupio, jeśli bym robił taaaakie manewry - taaaaaaaaaaakie, nawet ona nie wiedziała, jakie, ale taaaaaaaakie - i zamiast je obserwować, musiałabyś naprawdę musiała biegać po boisku i szukać moich zębów. Nawet nie wiem, czy by cię tam wpuścili. Chociaż… Dobrze wiedzieć, że nawet na taki wypadek jesteś przygotowana. Ty naprawdę myślisz o wszystkim. Jesteś trochę jak mój talizman, wiesz? - Brzmiało to całkowicie logicznie, w końcu większość szczęścia działała właśnie w taki sposób, miało się coś na wszelki wypadek i dzięki temu ten wypadek nigdy się nie wydarzał.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (10077), Prudence Fenwick (5674)




Wiadomości w tym wątku
[1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.07.2026, 13:23
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.07.2026, 19:37
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.07.2026, 21:00
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.07.2026, 21:51
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.07.2026, 00:29
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.07.2026, 07:36
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.07.2026, 00:03
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 30.07.2026, 16:53
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 31.07.2026, 20:01
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 04.08.2026, 21:34
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 06.08.2026, 23:33
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 10.08.2026, 19:40
RE: [1952] Nothing ventured, nothing exaggerated | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 11.08.2026, 00:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa