01.08.2026, 13:13 ✶
Jesteś jubilerem, o Matko, pokażesz mi jakieś swoje prace?
Mogę dostać te kolczyki? Proooszę.
Ładnie bym w tym wyglądała? Tak myślisz? Byłoby miło dostać je w prezencie.
Od zawsze uważał, że kobiety lubiące jego biżuterię potrafiły być wręcz bezczelne w swoich oczekiwaniach. Seisylla niekoniecznie to odrzucało. Owszem, zdarzało mu się przy gorszym humorze wzgardzić którąś z nich, ale generalnie uważał tego typu zachowania za coś, co powinien bezsprzecznie uznać za komplement. Głupio też było swoich zalet – a bycie człowiekiem pracy należało przecież do najważniejszych z nich – nie wykorzystywać do zdobywania tego czego lubił. Podarowanym przez bogów życiem należało się przecież cieszyć, czerpać z niego pełnymi garściami. Ładnych kobiet ciężko było nie lubić.
Deirdre zdawała się czerpać z niego dokładnie tyle, ile udało jej się upić ze złotej łyżeczki trzymanej w dłoni przez jej stukniętą matkę. Albo to – albo bardzo dobrze udawała ofiarę losu żeby wzbudzić jego litość – jakże go drugie byłoby żałosne. Zamożniejsze niż jej cierpiętnicza mina i niemożność doboru słów, których nie wstydziła się pięć sekund po wypuszczeniu ich z gardła.
– Dlaczego? – Wiedział dobrze, że tego typu pytanie rozłoży ją jeszcze bardziej. Może zacznie się pocić? – Dlaczego miałbym nie dać ci tego życia w prezencie? – Dodał to właściwie tylko dlatego, że zdążył już wyczuć sposób działania jej głowy. Operowała na konkretach, więc powiedział to tak, żeby nie mogła uciec od prawdy jaką było to, że odpowiedź na to pytanie w gruncie rzeczy nie istniała. – Nie szukałem sobie żony wcale, bo moje kryterium, Deirdre, to kryterium lubienia. Albo cię polubię – nie powiedział oczywiście, że cień sympatii pojawił się w nim już w momencie kiedy zdecydował się na odpowiedzenie na list Ivanki Malfoy – i przymknę oko na wszystko czym zdążyłaś mnie zdenerwować, albo cię nie polubię i nic co zrobisz nie zatrzyma cię przy mnie na stałe. Ja nie potrzebuję żony, ja mogę mieć żonę. – Odetchnął, splatając ręce na wysokości klatki piersiowej. Sposób w jaki wypuścił z siebie powietrze sugerował niemałe rozbawienie.
Istniało tak wiele zasad, które znał na pamięć i mógłby rozegrać to dokładnie tak, jak oczekiwała tego jej rodzina. Byłaby wtedy szczęśliwsza? Zamierzał przecież zgnieść te konwenanse butem jak końcówkę papierosa.
– Wprowadź się do mojego zamku w Llanberis na dwa tygodnie. Albo się we mnie zakochasz, albo wrócisz do do domu i o mnie zapomnisz.
@Deirdre Malfoy
Mogę dostać te kolczyki? Proooszę.
Ładnie bym w tym wyglądała? Tak myślisz? Byłoby miło dostać je w prezencie.
Od zawsze uważał, że kobiety lubiące jego biżuterię potrafiły być wręcz bezczelne w swoich oczekiwaniach. Seisylla niekoniecznie to odrzucało. Owszem, zdarzało mu się przy gorszym humorze wzgardzić którąś z nich, ale generalnie uważał tego typu zachowania za coś, co powinien bezsprzecznie uznać za komplement. Głupio też było swoich zalet – a bycie człowiekiem pracy należało przecież do najważniejszych z nich – nie wykorzystywać do zdobywania tego czego lubił. Podarowanym przez bogów życiem należało się przecież cieszyć, czerpać z niego pełnymi garściami. Ładnych kobiet ciężko było nie lubić.
Deirdre zdawała się czerpać z niego dokładnie tyle, ile udało jej się upić ze złotej łyżeczki trzymanej w dłoni przez jej stukniętą matkę. Albo to – albo bardzo dobrze udawała ofiarę losu żeby wzbudzić jego litość – jakże go drugie byłoby żałosne. Zamożniejsze niż jej cierpiętnicza mina i niemożność doboru słów, których nie wstydziła się pięć sekund po wypuszczeniu ich z gardła.
– Dlaczego? – Wiedział dobrze, że tego typu pytanie rozłoży ją jeszcze bardziej. Może zacznie się pocić? – Dlaczego miałbym nie dać ci tego życia w prezencie? – Dodał to właściwie tylko dlatego, że zdążył już wyczuć sposób działania jej głowy. Operowała na konkretach, więc powiedział to tak, żeby nie mogła uciec od prawdy jaką było to, że odpowiedź na to pytanie w gruncie rzeczy nie istniała. – Nie szukałem sobie żony wcale, bo moje kryterium, Deirdre, to kryterium lubienia. Albo cię polubię – nie powiedział oczywiście, że cień sympatii pojawił się w nim już w momencie kiedy zdecydował się na odpowiedzenie na list Ivanki Malfoy – i przymknę oko na wszystko czym zdążyłaś mnie zdenerwować, albo cię nie polubię i nic co zrobisz nie zatrzyma cię przy mnie na stałe. Ja nie potrzebuję żony, ja mogę mieć żonę. – Odetchnął, splatając ręce na wysokości klatki piersiowej. Sposób w jaki wypuścił z siebie powietrze sugerował niemałe rozbawienie.
Istniało tak wiele zasad, które znał na pamięć i mógłby rozegrać to dokładnie tak, jak oczekiwała tego jej rodzina. Byłaby wtedy szczęśliwsza? Zamierzał przecież zgnieść te konwenanse butem jak końcówkę papierosa.
– Wprowadź się do mojego zamku w Llanberis na dwa tygodnie. Albo się we mnie zakochasz, albo wrócisz do do domu i o mnie zapomnisz.
@Deirdre Malfoy
walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Salazar #7f4242