03.08.2026, 19:57 ✶
Gdyby tylko!
Gdyby tylko Keyleth wiedziała, że Asenę ciekawiło to zagadnienie… Najprawdopodobniej i jednej nocy nie starczyłoby na to, aby roztoczyła przed swoją nową starszą siostrą koleżanką z pracy barwną i nieco chaotyczną opowieść przybliżającą… sens. Sens wszystkiego. Sens jej życia. Sens życia jej matki, babki, prababki i dalej w głąb czasu i przestrzeni. I sensu.
Gdyby tylko…
Nie było to miejsce, aby przybliżać SENS, z resztą Keyleth bardzo mocno cierpiała na klątwę wiedzy i choć sama rozsmakowywała się w angielskiej kulturze, tak nie była świadoma, jak mało można wiedzieć na temat jej kultury, która przez wiele, wiele lat nie ulegała centralizacji myśli magicznej Czarnego Lądu.
Ale to było na kiedy indziej, gdy duchy znękanych progów zostaną ukojone, gdy w końcu przestanie rozlewać się na prawo i lewo, trząść się z emocji, których nie czuła podczas lat swojej podróży. Jakby teraz, gdy zatrzymała się w miejscu to odezwało się wszystko. Zmiana, zmiana, zmiana… musiała być w ruchu, nawet jeśli zatrzymała się w jednym miejscu na chwilę. Zatrzymała się w jednym miejscu na dłużej.
– Oj paniusiu no niestety sama lukrecja, ale cóż poradzić, że to…eee… najnowszy trend! Taka moda, wszyscy chcą czuć w ustach ten charakterystyczny posmak, inaczej nie uwierzą, że działa, a bez wiary… próżno o choćby i odrobinę magii. – Wyraził nieco teatralnie żal sprzedawca, a mała Key, znaczy Nicolette, skrzywiła się na to mocno, wystawiając język w niezadowoleniu. – Bardzo nie lubię tego smaku. Chodźmy Sen, chodźmy dalej, nic tu nie ma dla nas. – odwróciła jasną głowę a jej oczy ponownie powróciła do rozmiarów dwugaleonowych, bo oto dwa kroki dalej pyszniło się stoisko pełne pluszowych lokalnych zwierząt magicznych. Nie świeciły im się oczy, więc nie miały takiej atrakcyjności dla osóbki uwielbiającej świecące kamyczki, ale Nicolette aż rozpierało z dumy, że potrafi bez pudła nazwać wszystkie gatunki. – Chorbotek, gumochłon, dirikrak zobacz jakie ma piękne piórka! A to… to kudłoń prawda? – dopytywała rosłej barmanki, w głowie układając sobie plan, że spróbuje takiego uszyć po powrocie do Rejwachu.
Gdyby tylko Keyleth wiedziała, że Asenę ciekawiło to zagadnienie… Najprawdopodobniej i jednej nocy nie starczyłoby na to, aby roztoczyła przed swoją nową starszą siostrą koleżanką z pracy barwną i nieco chaotyczną opowieść przybliżającą… sens. Sens wszystkiego. Sens jej życia. Sens życia jej matki, babki, prababki i dalej w głąb czasu i przestrzeni. I sensu.
Gdyby tylko…
Nie było to miejsce, aby przybliżać SENS, z resztą Keyleth bardzo mocno cierpiała na klątwę wiedzy i choć sama rozsmakowywała się w angielskiej kulturze, tak nie była świadoma, jak mało można wiedzieć na temat jej kultury, która przez wiele, wiele lat nie ulegała centralizacji myśli magicznej Czarnego Lądu.
Ale to było na kiedy indziej, gdy duchy znękanych progów zostaną ukojone, gdy w końcu przestanie rozlewać się na prawo i lewo, trząść się z emocji, których nie czuła podczas lat swojej podróży. Jakby teraz, gdy zatrzymała się w miejscu to odezwało się wszystko. Zmiana, zmiana, zmiana… musiała być w ruchu, nawet jeśli zatrzymała się w jednym miejscu na chwilę. Zatrzymała się w jednym miejscu na dłużej.
– Oj paniusiu no niestety sama lukrecja, ale cóż poradzić, że to…eee… najnowszy trend! Taka moda, wszyscy chcą czuć w ustach ten charakterystyczny posmak, inaczej nie uwierzą, że działa, a bez wiary… próżno o choćby i odrobinę magii. – Wyraził nieco teatralnie żal sprzedawca, a mała Key, znaczy Nicolette, skrzywiła się na to mocno, wystawiając język w niezadowoleniu. – Bardzo nie lubię tego smaku. Chodźmy Sen, chodźmy dalej, nic tu nie ma dla nas. – odwróciła jasną głowę a jej oczy ponownie powróciła do rozmiarów dwugaleonowych, bo oto dwa kroki dalej pyszniło się stoisko pełne pluszowych lokalnych zwierząt magicznych. Nie świeciły im się oczy, więc nie miały takiej atrakcyjności dla osóbki uwielbiającej świecące kamyczki, ale Nicolette aż rozpierało z dumy, że potrafi bez pudła nazwać wszystkie gatunki. – Chorbotek, gumochłon, dirikrak zobacz jakie ma piękne piórka! A to… to kudłoń prawda? – dopytywała rosłej barmanki, w głowie układając sobie plan, że spróbuje takiego uszyć po powrocie do Rejwachu.