03.08.2026, 21:07 ✶
Przy pomocy tak zręcznych komplementów Ceolsige niewątpliwie łatwo było utopić człowieka w samozachwytach. Helloise doskonale rozumiała, dlaczego tak wielu chciało robić z paserką interesy. Sztuką było ująć wielkie pochlebstwo w formę, która nie przywodziła na myśl obłudnych prób przypodobania się drugiemu. Ceolsige czarowała nie tylko doborem słów i grą głosu, ale i niewymuszonym wdziękiem każdego gestu. Gładko splatała się w jej osobie postępowa innowacyjność konstruktorki z przywiązaniem do czarodziejskiej tradycji — Burke była bowiem taką, jaką czarownica powinna być. Klasyczny kapelusz, który coraz mniej kobiet nosiło (ach! i w tym Helloise nienawistnie dostrzegała mugolskie mody), miotła, która nieustannie Ceolsige towarzyszyła. Wiedźma spod lasu ceniła tych, którzy w tych czasach potrafili zachować swoją odrębność od rodzaju mugolskiego, zamiast bezrefleksyjnie przejmować obce zwyczaje erodujące bogactwo tożsamości magicznych.
Czarownica niespiesznie przeszła boso przez polanę, kolejnymi krokami rozkoszując się, jakby każdy był tym pierwszym. Pragnęła móc oszczędzać minuty tego wieczoru, objawiając się, że bezpieczny szlak rozpłynie się niczym piękny sen, gdy tylko ona odważy się wyjść z lasu.
Patrzyła w milczeniu, jak Ceolsige przygotowuje miejsce w sercu bitewnego pola, oddając ziemi swoją różdżkę. Tym samym paserka stanęła wówczas przed Helloise niemal bezbronna. Dopiero na wzmiankę o rytuale oczy czarownicy błysnęły czujnie.
Wizja Ceolsige nie wskazała jej z imienia. Helloise nie była jedyną kobietą, która mówiła językiem drzew, lecz nie mogło być przypadkiem, że to właśnie na nią, nie na żadną z dziewcząt Greenrassów, Burke natrafiła tego wieczoru. Bogini musiała ujrzeć, ile Helloise wycierpiała w ostatnich tygodniach. Czy wzruszyło ją to cierpienie i dlatego Bóstwo okazało jej łaskę: otwarło drogę do Kniei i ofiarowało swojej wiernej wyznawczyni kobietę, aby ją sobie wzięła na pocieszenie? Wiedźma gotowa była dotychczas interpretować odkrycie szlaku jako przypadek, lecz ta wizja! Ach, gdy Ceolsige opowiedziała o wizji, Helloise nie potrafiła dostrzec w niej niczego innego niż boskiej interwencji. Doświadczenie wewnętrznego przekonania — w modlitwach szukano tego właśnie głosu nieukształtowanego w znane ludzkim językom słowa, a jednak głosu przepajającego pewnością co do treści objawienia. Ceolsige musiała zostać dotknięta przez Boginię i skierowana do Helloise jako dar mający jej osłodzić trudy.
— Bogowie przemawiają w sposoby, które intuicyjnie rozumiemy. Nie ma niczego dziwacznego w tej wizji. Czy modlisz się dużo? — zapytała więc miękko, spoglądając na Burke z subtelnym uśmiechem. Nie wiedziała, jak głęboka była wiara drugiej czarownicy, lecz być może poprzez wskazanie tego tropu Helloise mogła upewnić Ceolsige o tym, że doświadczyła ona poprzez swoją wizję wielkiej łaski, której nie ma powodu lękać się ani kwestionować. — Rytuał należy odprawić tak, jak zostało ci nakazane.
Helloise miała zatem otrzymać Burke na jeden dzień. Jakiż piękny prezent sprawiono jej w postaci tej czarownej muzy. Urodziwa, młoda kobieta z czystokrwistego rodu — gratka. Po wysłuchaniu instrukcji o rytuale zupełnie inaczej, z nowym rozmysłem wiedźma prześlizgnęła się wzrokiem po smukłej sylwetce i jasnych włosach Ceolsige, a za wzrokiem podążyły ręce, które ujęły nadgarstek Burke. Uczernionymi ziemią, zimnymi palcami Helloise pogładziła wierzch dłoni paserki, nie odrywając spojrzenia od jasnych oczu stającej naprzeciw kobiety.
— Nie bój się mnie. — Po prowokacji Burke również w spokojny, przygaszony ton głosu Helloise wkradła się wyzywająca nuta. — Nie jestem ci przecież wroga i nie skłonię cię do niczego, co byłoby ci przykre.
Ile zuchwałości było w Ceolsige? Jakże pewną siebie i indywidualistyczną osobowością pobłogosławili jej bogowie. Mieć oddaną sobie tak silną duszę, nawet na jedną noc, było doprawdy hojnym darem.
Helloise wyciągnęła rękę po drugą z dłoni Burke, aby złączyły się, domykając kręgu nad dzielącą kobiety, utkwioną w ziemi różdżką.
I wówczas nadeszły wichry, i spędziły chmury burzowe, a na widok ten oczy czarownicy rozszerzyły się w zachwyconym podnieceniu zdającym się rodzić z tego samego wielkiego zrywu, jaki ogarniał wszelką przyrodę wokół. I wiedziała Helloise, że w dziele mieli udział bogowie.
— Obiecaj zatem, że dziś będziesz moja, jak ja jestem lasu — rzekła, przekrzykując wicher. Wiatr wyrwał z jej ciężkiego warkocza kilka splątanych kosmyków, które zawirowały w powietrzu, rwąc się w stronę Ceolsige. — A jako moja będziesz mogła wziąć jego skarb.
Czarownica niespiesznie przeszła boso przez polanę, kolejnymi krokami rozkoszując się, jakby każdy był tym pierwszym. Pragnęła móc oszczędzać minuty tego wieczoru, objawiając się, że bezpieczny szlak rozpłynie się niczym piękny sen, gdy tylko ona odważy się wyjść z lasu.
Patrzyła w milczeniu, jak Ceolsige przygotowuje miejsce w sercu bitewnego pola, oddając ziemi swoją różdżkę. Tym samym paserka stanęła wówczas przed Helloise niemal bezbronna. Dopiero na wzmiankę o rytuale oczy czarownicy błysnęły czujnie.
Wizja Ceolsige nie wskazała jej z imienia. Helloise nie była jedyną kobietą, która mówiła językiem drzew, lecz nie mogło być przypadkiem, że to właśnie na nią, nie na żadną z dziewcząt Greenrassów, Burke natrafiła tego wieczoru. Bogini musiała ujrzeć, ile Helloise wycierpiała w ostatnich tygodniach. Czy wzruszyło ją to cierpienie i dlatego Bóstwo okazało jej łaskę: otwarło drogę do Kniei i ofiarowało swojej wiernej wyznawczyni kobietę, aby ją sobie wzięła na pocieszenie? Wiedźma gotowa była dotychczas interpretować odkrycie szlaku jako przypadek, lecz ta wizja! Ach, gdy Ceolsige opowiedziała o wizji, Helloise nie potrafiła dostrzec w niej niczego innego niż boskiej interwencji. Doświadczenie wewnętrznego przekonania — w modlitwach szukano tego właśnie głosu nieukształtowanego w znane ludzkim językom słowa, a jednak głosu przepajającego pewnością co do treści objawienia. Ceolsige musiała zostać dotknięta przez Boginię i skierowana do Helloise jako dar mający jej osłodzić trudy.
— Bogowie przemawiają w sposoby, które intuicyjnie rozumiemy. Nie ma niczego dziwacznego w tej wizji. Czy modlisz się dużo? — zapytała więc miękko, spoglądając na Burke z subtelnym uśmiechem. Nie wiedziała, jak głęboka była wiara drugiej czarownicy, lecz być może poprzez wskazanie tego tropu Helloise mogła upewnić Ceolsige o tym, że doświadczyła ona poprzez swoją wizję wielkiej łaski, której nie ma powodu lękać się ani kwestionować. — Rytuał należy odprawić tak, jak zostało ci nakazane.
Helloise miała zatem otrzymać Burke na jeden dzień. Jakiż piękny prezent sprawiono jej w postaci tej czarownej muzy. Urodziwa, młoda kobieta z czystokrwistego rodu — gratka. Po wysłuchaniu instrukcji o rytuale zupełnie inaczej, z nowym rozmysłem wiedźma prześlizgnęła się wzrokiem po smukłej sylwetce i jasnych włosach Ceolsige, a za wzrokiem podążyły ręce, które ujęły nadgarstek Burke. Uczernionymi ziemią, zimnymi palcami Helloise pogładziła wierzch dłoni paserki, nie odrywając spojrzenia od jasnych oczu stającej naprzeciw kobiety.
— Nie bój się mnie. — Po prowokacji Burke również w spokojny, przygaszony ton głosu Helloise wkradła się wyzywająca nuta. — Nie jestem ci przecież wroga i nie skłonię cię do niczego, co byłoby ci przykre.
Ile zuchwałości było w Ceolsige? Jakże pewną siebie i indywidualistyczną osobowością pobłogosławili jej bogowie. Mieć oddaną sobie tak silną duszę, nawet na jedną noc, było doprawdy hojnym darem.
Helloise wyciągnęła rękę po drugą z dłoni Burke, aby złączyły się, domykając kręgu nad dzielącą kobiety, utkwioną w ziemi różdżką.
I wówczas nadeszły wichry, i spędziły chmury burzowe, a na widok ten oczy czarownicy rozszerzyły się w zachwyconym podnieceniu zdającym się rodzić z tego samego wielkiego zrywu, jaki ogarniał wszelką przyrodę wokół. I wiedziała Helloise, że w dziele mieli udział bogowie.
— Obiecaj zatem, że dziś będziesz moja, jak ja jestem lasu — rzekła, przekrzykując wicher. Wiatr wyrwał z jej ciężkiego warkocza kilka splątanych kosmyków, które zawirowały w powietrzu, rwąc się w stronę Ceolsige. — A jako moja będziesz mogła wziąć jego skarb.
dotknij trawy