18.03.2023, 15:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2023, 16:45 przez Brenna Longbottom.)
Wilkołak został spacyfikowany, goblin zatrzymany, a gdzieś po drodze trzy nieco nazbyt podpite osoby Brenna stanowczo poinstruowała, że natychmiast mają wracać do domu. Potem kręciła się po prostu przy ognisku, z każdą kolejną chwilą, w miarę jak niebo ciemniało, coraz bardziej niespokojna.
Dlaczego, do licha, na Beltaine musiało przyjść aż tylu ludzi.
W pewnym momencie poszła tam, gdzie był największy tłum – cichy głosik w jej głowie podpowiadał, że to dobry moment i dobre miejsce na zrobienie zamieszania - i skąd mogła obserwować ogniska. I tak stanie zbyt blisko nie wchodziło w grę, w końcu zaczynano tam tańczyć.
- Jestem prawie pewna, że dałbyś sobie z tym radę lepiej ode mnie. Szkoda, że pewnie wtedy wszyscy obecni spróbowali cię zamordować wzrokiem – powiedziała do Bulstroda z pewnym zamyśleniem nim podeszła do stołu. – Kiedyś na zielarstwie profesor uczyła nas zaplatać wianki. Spędziłam tę lekcję biegając wokół błoni i znosząc innym kwiaty – stwierdziła, może serio, może tylko żartem.
Tulipany pochwyciła z blatu trochę po to, by zająć ręce, trochę, bo kojarzyła mgliście, że symbolizowały nadzieję. W tej chwili Brenna, niby uśmiechnięta, ale w rzeczywistości pochmurna niby chmura gradowa, bardzo potrzebowała nadziei. Poza tym w głębi ducha czuła odrobinę wyrzutów sumienia, że zaciągnęła Atreusa na patrolu na najbardziej niebezpieczne miejsce i wciąż zastanawiała się, czy nie powinna przypadkiem jeszcze raz odpalić pewnej świeczki. Nie była wprawna w takich pracach, w dodatku chyba bardziej skupiała się na okolicy niż samym wianku…
[czekam na postać gracza]
Dlaczego, do licha, na Beltaine musiało przyjść aż tylu ludzi.
W pewnym momencie poszła tam, gdzie był największy tłum – cichy głosik w jej głowie podpowiadał, że to dobry moment i dobre miejsce na zrobienie zamieszania - i skąd mogła obserwować ogniska. I tak stanie zbyt blisko nie wchodziło w grę, w końcu zaczynano tam tańczyć.
- Jestem prawie pewna, że dałbyś sobie z tym radę lepiej ode mnie. Szkoda, że pewnie wtedy wszyscy obecni spróbowali cię zamordować wzrokiem – powiedziała do Bulstroda z pewnym zamyśleniem nim podeszła do stołu. – Kiedyś na zielarstwie profesor uczyła nas zaplatać wianki. Spędziłam tę lekcję biegając wokół błoni i znosząc innym kwiaty – stwierdziła, może serio, może tylko żartem.
Tulipany pochwyciła z blatu trochę po to, by zająć ręce, trochę, bo kojarzyła mgliście, że symbolizowały nadzieję. W tej chwili Brenna, niby uśmiechnięta, ale w rzeczywistości pochmurna niby chmura gradowa, bardzo potrzebowała nadziei. Poza tym w głębi ducha czuła odrobinę wyrzutów sumienia, że zaciągnęła Atreusa na patrolu na najbardziej niebezpieczne miejsce i wciąż zastanawiała się, czy nie powinna przypadkiem jeszcze raz odpalić pewnej świeczki. Nie była wprawna w takich pracach, w dodatku chyba bardziej skupiała się na okolicy niż samym wianku…
Rzut T 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!
Rzut T 1d100 - 52
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut T 1d100 - 51
Slaby sukces...
Slaby sukces...
[czekam na postać gracza]
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.