• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[14.09.1972] Get in the water

[14.09.1972] Get in the water
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie stale były niegdyś przyobleczone w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Teraz widnieje na nich tylko rodowy sygnet Mulciberów, który Alexander odziedziczył po ojcu. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#11
04.08.2026, 20:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2026, 23:02 przez Alexander Mulciber.)  
Gdyby znał myśli Jahnavi, zapewne roześmiałby się w głos. Biedny? Pieniądze nigdy nie były dla niego problemem. Nawet teraz, gdy powierzył zarząd nad rodzinnym majątkiem w ręce babki, zarabiał więcej, niż mógłby potrzebować.
Chudy? Na to kiedyś by się obruszył, bo nie było z niego żadne chucherko, choć nie był nigdy napakowany jak Greyback, który w dzieciństwie wpaść musiał do kociołka z eliksirem siły. Jego ciało nosiło jednak ślady uzależnień. Policzki były nieco zbyt zapadłymi, aby wyglądały naturalnie. Żyły rysowały się pod skórą. Ostatnio przytył. Widział to po pasku od spodni, po sposobie, w jakim układały się ubrania. Nie wyglądał już jak trup.
Ale brudny? Brudny bywał często, wiedział więc, że istnieje wiele rodzajów brudu. Nie każdy brud był brudem złym. Nie przeszkadzało mu ubrudzić się, gdy wychodził na dwór pobawić się z psem utytłanym w błocie. Gdy szedł z ojcem na wrzosowisko albo do lasu wiedział, że po powrocie będzie czekać na niego w domu gorąca kąpiel, więc może robić co mu się żywnie podoba. Czołgać po ziemi w poszukiwaniu lisich nor, w których według cygańskich legend mieszkało licho. W dzieciństwie uwielbiał brodzić po podmokłych torfowiskach, płoszyć skrzeczące utopce, kryjące się w stojącej wodzie. Ojciec uczył go, jak polować, jak poruszać się po lesie bezszelestnie, a chociaż większość jego wskazówek ulatywała Alexowi z głowy ledwie do niej wleciało, lubił słuchać. Lubił patrzeć jak stada psów gonią za zdobyczą, ziejąc bokami. W młodości śmiał się, gdy wpłynął w rzęsę porastającą brzeg jeziora. Z zachwytem stwierdził wówczas, że wygląda jak jakiś wodnik albo afonwyr. “Chyba jak ogr”, skrzywiła się Lorien, rzucając w niego ręcznikiem. Zaczęła piszczeć, gdy w odpowiedzi rzucił się naprzód, aby ją gonić, grożąc, że ubrudzi rzęsą jej nową, fikuśną letnią szatę. Gdy stał się dorosłym poznał inne rodzaje brudu. Wiele podróżował w egzotyczne miejsca, wiedział więc, jak to jest, gdy pot leje się z czoła a koszula nie schnie na ciele. Niektóre ekspedycje trwały wiele dni, w trakcie których zapuszczali się na tereny hen daleko od cywilizacji. Alexander lubił nurzać się w brudzie zdziczałej natury, lubił dotykać brudów historii, kurzu na posadzkach starożytnych świątyń, gdzie udawał się w poszukiwaniu magicznych artefaktów. Lubił zapuszczone księgi, zalepione odchodami czasu, wyryte na ścianach jaskiń runy porośnięte mchem; lubił, gdy brud natury mieszał się z brudem człowieka. A człowiek był najbrudniejszą z istot. Najtrudniej było wywabić z siebie jego ślady. Pozbyć się zapachu kobiety z pościeli, z dłoni, którymi jej dotykał. Większość zaczynała brzydzić go, gdy tylko poczuł spełnienie, choć nie dlatego, że były brudne. Po prostu pachniały niewłaściwie. Lubił słodki zapach pożądania, czasem lubił też kwaśność strachu, ale od większości prędzej czy później czuć było desperacją — tym niewłaściwym rodzajem desperacji. Nie były brudne, a jednak czyniły go brudnym w sposób, w jaki nie lubił być brudny. Bo mimo wszystko, Alexander lubił kleić się od miłości. Lubił ten specyficzny zapach kobiecego zadowolenia, potu perlącego się na dekolcie, zapach zmęczenia. Zapach miłości przypominał mu o narkotyku, a może narkotyk przypominał mu o miłości. Alexander lubił być brudny oparem palonego opium: dziwnie słodkim, dusznym; gryzącym w oczy, pieszczącym go po głowie, głaszczącym po włosach. A jednak z ćpunkami nie sypiał prawie wcale, bo za bardzo wionęły truchłem, a za mało heroiną. Zapach śmierci Alexandra nie pociągał. Nie obruszał się już, gdy przychodziło mu zakończyć czyjeś życie, a jednak nie znosił myśli o tym, że dotyka czegoś martwego. Haruspicjom nadawał znaczenie ceremonialne, ale dotyk truchła przejmował go obrzydzeniem. Nie obawiał się ubrudzić juchą, nie przeszkadzało mu, gdy podczas Spalonej Nocy spływał krwią, gdy w szatę wgryzł się swąd spalenizny i czarnoksięstwa: nie chodziło o doznanie fizyczne; chodziło o symbol, tak jak wtedy, gdy dziwka Moody’ch dotknęła jego talii tarota, gdy Lestrange wypalił wbrew jego woli znak na jego skórze. Jak wtedy, gdy Voldemort dotknął jego umysłu. Wtedy nie był tylko i wyłącznie brudnym — wtedy był nieczystym. Dokonać musiał rytualnego oczyszczenia zgodnie z cygańskim obyczajem. Obmyć ręce w wodzie. Zanurzyć w niej twarz. Odmówić dziękczynienie, opierając ręce na ziemi. Opierając na niej głowę. Rytuał oczyszczenia pozostawiał brudnym. Brud był bowiem dowodem uczestnictwa w świecie, znakiem życia, które pozostawia ślady na ciele, ale nie kala. Alexander Mulciber lubił być brudnym. Nic nie przerażało go jednak tak, jak możliwość bycia skalanym. Może dlatego tak bardzo pragnął zostać po śmierci spalonym. Nie zniósłby myśli o profanacji grobu, w którym spoczęłoby jego ciało.
Z jakiegoś powodu nie obawiał się tego, gdy zanurzał się w leśnym jeziorku. W samolubstwie swoim nie myślał także o tym, że skaziłby jego wody trupim jadem, a jednak czym był, jeżeli nie kolejnym z brudów, jakie pochłonęłaby woda?

Otarłby twarz rękawem koszuli, niestety, rękaw wciąż był mokry. Nie pierwszy raz żałował, że nie może otrząsnąć się jak pies, który właśnie wgramolił się ciężko do pokoju. Alexander zerknął mimowolnie w stronę przygotowanych przez Jahnavi eliksirów, zapobiegliwie odsuwając tacę z dala od psa, który wpakował się znowu na jasnowidza, po to tylko, żeby oślinić go wilgotnym nochalem.
— Nie za dużo tych czułości?
Poklepał psa po grubym kałdunie, patrząc jak zwala się na posłanie z koców. Dopiero potem sięgnął po różdżkę, próbując jako tako wysuszyć ubranie strumieniem ciepłego powietrza. Pies kłapnął mordziskiem, jak gdyby próbował schwycić nieoczekiwany podmuch między zęby. Na swój sposób rozczuliło to Alexandra. Nawet wiatr próbowałby uwięzić w klatce swych kłów. Pobawił się przez chwilę ze zmęczonym psem, który musiał rozumieć, że nie zdoła wygrać z niewidzialnym przeciwnikiem, nie podniósł się bowiem z przygotowanego przez Jahnavi posłania. Być może obawiał się aktu dywersji ze strony Alexandra? A jednak łeb na łapach złożył wtedy dopiero, gdy mężczyzna zaprzestał swych wysiłków z wysuszeniem ubrania. Nie będzie suchszym, stwierdził. Zwłaszcza, że nie oczyścił się z jeziornego mułu, który tworzył brzydkie plamy, zasychając na wierzchniej szacie. Nie miał na to wszystko siły. Wystarczyło mu, że nie szczękał już zębami z zimna. Wyjął zza pazuchy talię tarota, upewniając się, że nie przemokła. Obłożona została potężnymi zaklęciami, które miały temu zapobiec, a jednak odczuł ulgę, gdy obrócił ją w drżących dłoniach.
To najważniejsze, pomyślał, znużony, to najważniejsze. A potem dmuchnął delikatnie w karty. Takim mogła zastać go Jahnavi: dzielącego na pół talię tarota, dziwnie ciepłą pod jego dotykiem. Powietrze z rozchylonych delikatnie warg łagodnie owionęło ciemne kartoniki, które łaskotały opuszki palców zaklętą w nich magią.

Rzut Tarot 1d78 - 57
Paź Mieczy

A więc tym była. Po raz pierwszy coś na kształt uśmiechu zabłąkało się na jego twarzy. Nawet ubrana była jak paź: nosiła jego kolory, na twarzy wymalowaną miała determinację. Pokazał jej kartę, obrócił kartonik między palcami, jasno dając kobiecie do zrozumienia, że wróżba mówi o niej. Nie wyjaśnił jednak: odłożył talię na bok, wierzchem do góry, a potem wychylił jednym haustem eliksir wiggenowy, jak gdyby podjął nagle decyzję. Otarł usta ręką, zanim na powrót podniósł wzrok na Jahnavi, a raczej na ubrania, które mu przyniosła.
Zmarszczył lekko brwi.
Miłym było, że zaoferowała mu suche ubranie, ale nie chciał traktować jej jak służby. Nie prosił jej przecież o nic takiego, pomyślał, powiódłszy palcem wzdłuż zapięcia położonej przed nim koszuli. Do kogo należała? Do ojca? Brata? Męża?

Nie pamiętał nawet, kiedy ostatnio nosił coś kolorowego.

W milczeniu zrzucił z siebie koszulę, żeby wciągnąć przez głowę pożyczoną kurtę.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (6176), Jahnavi Pandit (5318)




Wiadomości w tym wątku
[14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 16.01.2026, 14:26
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 04.02.2026, 20:19
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 18.03.2026, 22:54
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 19.03.2026, 09:22
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 05.04.2026, 10:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 06.04.2026, 16:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 12.04.2026, 09:03
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 19.04.2026, 19:47
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 15.05.2026, 20:43
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Jahnavi Pandit - 17.05.2026, 21:10
RE: [14.09.1972] Get in the water - przez Alexander Mulciber - 04.08.2026, 20:36

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa