05.08.2026, 14:09 ✶
Młodzież pokiwała z przekonaniem głową, robiąc bardzo, bardzo przemądrzałą minę znawcy wszystkiego i z trudem powstrzymując się przed parsknięciem śmiechem.
Ten już bez skrępowania roztaczał się wkoło, gdy zaczęły przekopywać zabawki w poszukiwaniu rejwachowych pupili. Niestety, nie udawało im się znaleźć żadnego słodziaczka wzorowanego na jeszcze większych oślizgłych słodziaczkach.
Kolejny skandal!
– Przepraszam bardzo… – zapytała Keyleh, doskonale odnajdując się w roli dziesięciolatki, nawet jeśli biegunowo nie wiedziała jak zachowują się i mówią angielskie dziesięciolatki. Mimo wszystko dołożyła wszelkich starań by zrobić wielkie zielone smutne gały na sprzedawczynię pluszaczków, kiedy szarpała ją za rękaw. – Ale czy ma pani te ładne szczurki? Takie co mają macki na których mogłabym powiązać kokardeczki? Moja koleżanka May mówiła, że mama jej kupiła takie na jarmarku, ale ja nie mogę nigdzie znaleźć u pani takich ładnych szczurków… – zatrzęsła bródką popisowo, ale na łzy dramatyzmu i dziecięcej rozpaczy nie było jednak co liczyć, bo choć Keyleth przychodziło dość łatwo płakać (zwłaszcza, gdy próbowała się odnaleźć w zupełnie obcym dla niej środowisku nokturnowej knajpy a już w ogóle najbardziej gdy na czymś jej bardzo zależało a na Rejwachu i ludziach, którzy żyli i pracowali tam zależało jej najbardziej na świecie) to na zawołanie niestety nie umiała. Niemniej jednak była zadowolona ze swojego popisu, na tyle na ile mogła go podziwiać "ze środka" samej siebie. Mimo wszystko obróciła się do Aseny, żeby ewentualnie zgarnąć jakąś podpowiedź, reżyserskie wskazówki.
Ten już bez skrępowania roztaczał się wkoło, gdy zaczęły przekopywać zabawki w poszukiwaniu rejwachowych pupili. Niestety, nie udawało im się znaleźć żadnego słodziaczka wzorowanego na jeszcze większych oślizgłych słodziaczkach.
Kolejny skandal!
– Przepraszam bardzo… – zapytała Keyleh, doskonale odnajdując się w roli dziesięciolatki, nawet jeśli biegunowo nie wiedziała jak zachowują się i mówią angielskie dziesięciolatki. Mimo wszystko dołożyła wszelkich starań by zrobić wielkie zielone smutne gały na sprzedawczynię pluszaczków, kiedy szarpała ją za rękaw. – Ale czy ma pani te ładne szczurki? Takie co mają macki na których mogłabym powiązać kokardeczki? Moja koleżanka May mówiła, że mama jej kupiła takie na jarmarku, ale ja nie mogę nigdzie znaleźć u pani takich ładnych szczurków… – zatrzęsła bródką popisowo, ale na łzy dramatyzmu i dziecięcej rozpaczy nie było jednak co liczyć, bo choć Keyleth przychodziło dość łatwo płakać (zwłaszcza, gdy próbowała się odnaleźć w zupełnie obcym dla niej środowisku nokturnowej knajpy a już w ogóle najbardziej gdy na czymś jej bardzo zależało a na Rejwachu i ludziach, którzy żyli i pracowali tam zależało jej najbardziej na świecie) to na zawołanie niestety nie umiała. Niemniej jednak była zadowolona ze swojego popisu, na tyle na ile mogła go podziwiać "ze środka" samej siebie. Mimo wszystko obróciła się do Aseny, żeby ewentualnie zgarnąć jakąś podpowiedź, reżyserskie wskazówki.