Zauważyła, że zignorował jej pytanie o rodzinę. Nie naciskała, najwyraźniej nie byli ze sobą na tyle blisko, żeby chciał z nią rozmawiać na takie tematy. To było zrozumiałe, miał prawo nie chcieć się przed nią otwierać. W końcu była tylko jego znajomą, co próbował jej co chwilę usilnie uświadomić.
- To ja po prostu czekam, ciągle czekam na to, aż rodzice znajdą mi odpowiedniego kandydata. - Nie widać było po niej, żeby była z tego powodu specjalnie zadowolona. - W Hogwarcie każdy to przeżywał, wiadomo jak to jest z nastolatkami, hormony buzują. - Sama pamiętała ten czas, jako bardzo kochliwy, pewnie nie potrafiłaby nawet policzyć z iloma chłopakami się wtedy spotykała.
- Tak, nawet mnie da się czasem zaskoczyć. - Odparła spoglądając na Stellę ze wspomnienia. Wino zawsze było lekarstwem na wszystko.
- Czy Ty się ze mnie nabijasz? - Posłała mu zabójcze spojrzenie, jakby miała pioruny w oczach, po chwili jednak przestała udawać zdenerwowaną. - Wszystko musi być dokładnie przygotowane, a jak nie, to musi wyglądać tak, jakby było. - Nawet i ona czasem traciła grunt pod nogami, nigdy jednak nie dawała po sobie tego poznać. Nie miała najmniejszego problemu z opanowaniem. Zresztą lata występów przed publicznością ją tego nauczyły.
- Nie ma co rozważać nad tym, co by było, gdyby nie moje opanowanie, grunt, że wszystko wyszło tak, jak chcieliśmy, to najważniejsze.- Nie lubiła gdybać, myśleć o tym, co by się wydarzyło, gdyby rzeczy potoczyły się inaczej. Najważniejsze było to, jak faktycznie się wszystko zakończyło.
- Tak, czułam, że chcesz się mnie pozbyć. - Miała wrażenie, że najchętniej by ją w tamtej chwili wystawił za drzwi, ale się tak łatwo nie dała. Nie mogła odpuścić tortu czekoladowego - za bardzo kochała czekoladę.
- Prawie zawsze jestem przecież miła. - Nie do końca potwierdzały to dzisiejsze wspomnienia, no ale trudno. - Tak, wydaje mi się, że jeszcze chwila i będziemy przed moim domem.
Znali już schemat tego, jak to wszystko działało. Nadal nie wiedziała dlaczego, ale przynajmniej trochę się to wszystko rozjaśniło. Wspomnienie się rozmyło, a oni wrócili do rzeczywistości. Stella bez żadnych nieprzewidzianych efektów, Stanley z bólem głowy.
Pomogła mu, kiedy wracali do rzeczywistości, w końcu nie mogła pozwolić, żeby wylądował twarzą na asfalcie, jeszcze by sobie porysował tą ładną buźkę. Szkoda by było. - Nie ma sprawy, czasem i ja się do czegoś przydaję. - Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.
Poczuła, jak przeczesuje jej włosy, dlaczego to zrobił? Zaczynała się zastanawiać nad wszystkimi gestami, które ku niej kierował. W końcu uznawali siebie tylko za znajomych, czy znajomi się w ten sposób zachowywali?
- Nie, chyba zniknęła. - Może to i lepiej. Miała wrażenie, że dziewczynka była z tymi wydarzeniami powiązana. - Tak, przyspieszmy, nie chciałabym znowu się gdzieś przenieść. - Tak też zrobili i udali się w kierunku kamienicy w której mieszkała Avery.
- Było to ciekawe doświadczenie. - Powiedziała jeszcze nim znaleźli się przed kamienicą. - Ja również dziękuję, było miło. - Powiedziała jeszcze uśmiechając się przy tym ciepło. Pozwoliła sobie uścisnąć Borgina na pożegnanie, a następnie ruszyła w kierunku swojego domu.