• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[grudzień 1970] Through the Dark

[grudzień 1970] Through the Dark
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#1
06.08.2026, 01:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2026, 01:13 przez Guinevere McGonagall.)  
Nastał czas ciemności

– Podałam mu środek uspokajający i przeciwbólowy – powiedziała, spoglądając na niewiele wyższego od niej mężczyznę, schludnie jednak ubranego i ewidentnie dowodzącego drużyną czarodziejów, która kręciła się teraz po ośnieżonym polu, zbierając… no cóż… części ciała mężczyzny, który ewidentnie utknął.

Skutki nieudanej teleportacji mogły być katastrofalne, ale z większościami takich przypadków wykwalifikowani czarodzieje potrafili sobie poradzić. Największy problem był z mugolami, którzy mogli się natknąć na takie, hmm, kawałki czarodzieja w niekiedy naprawdę dziwnych miejscach, oraz z psychiką pechowca, który rozszczepił się podczas próby aportowania się w jakieś miejsce.

Jegomość, który utknął na polu za Ostoją dla zwierząt miał jednak pewne szczęście. Po pierwsze (choć to mogło mieć dla mężczyzny skutki jednocześnie pozytywne i negatywne) rozszczepił się w szczerym polu, gdzie mugole nie bardzo się kręcili. Szczere pole oznaczało również, że i czarodzieje niekoniecznie często tu bywali; słowem – mogło minąć cholernie dużo czasu, aż ktoś by go w ogóle znalazł, a gdyby nastąpiło to zbyt późno, to może zbieraliby teraz szczątki denata, a nie kogoś, kto właśnie opowiadał jakieś strasznie denne dowcipy do każdego, kto się do niego zbliżał – a nadal nie bardzo mógł się ruszać, zawieszony tak dziwacznie w powietrzu. Po  drugie, Malcolm McGonagall wracał akurat ze swojego lotu za sowami, i wypatrzył jakiś dziwny „obiekt” na polu, a gdy podleciał nieco bliżej, zorientował się z czym ma do czynienia. Czym prędzej udał się więc do domu, gdzie poinformował o swoim znalezisku resztę domowników i to uruchomiło całą sytuację: jego syn, będący częścią angielskiej ambasady w Ministerstwie Magii Egiptu, przebywający w Anglii ze swoją rodziną, udał się do MM w Londynie poinformować o sytuacji, zaś Ginevra… Ginevra wybiegła w pole, żeby udzielić nieszczęśliwcowi pierwszej pomocy medycznej, jako wykwalifikowany uzdrowiciel, który skończył w Egipcie naukę na specjalizacji uzdrowicielstwa ogólnego i wypadków przedmiotowych. Wiedziała, że żeby poradzić sobie z rozszczepieniem poteleportacyjnym, potrzeba trochę więcej niż jednego uzdrowiciela, ale wierzyła, że mogła pomóc chociaż odrobinę…

Co sprowadzało ich do tu i teraz, gdy ostre, zimowe słońce poranka odbijało się od śniegu, który pokrywał pole i raził w oczy. Było mroźnie. Zadziwiająco aż mroźnie jak na Anglię, aż dziw, że nie padał deszcz, ale jak na ten moment, to może i nawet lepiej…

– Strasznie krzyczał – kontynuowała płynnie po angielsku, chociaż mówiła z wyraźnym, egzotycznym akcentem. Równie egzotycznym co jej uroda, bo choć obleczona była w gruby płaszcz, to widać było po jej twarzy ciemniejszą skórę koloru kawy z mlekiem i nieco ostrzejsze rysy twarzy. – Wierzę, że go bolało. I chyba zresztą lepiej, że teraz gada takie bzdury… – dodała, na moment przenosząc spojrzenie z Laurence’a na rozszczepionego faceta, na którego eliksir uspokajający podziałał nieco zbyt mocno. – Czy mogę jeszcze jakoś pomóc? – nie chciała im przeszkadzać w pracy, ale skoro już i tak tutaj była…

To chyba ostatnie, czego się spodziewała po tym wyjeździe do rodziny. I co prawda nie miało to (chyba) nic wspólnego z tym, co niedawno zaczęło się dziać w Anglii, to jednak nie dało się zaprzeczyć, że przestało tu być tak spokojnie, jak było jeszcze miesiąc temu. W ludziach dało się wyczuć strach.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (1915), Laurence Lestrange (1682)




Wiadomości w tym wątku
[grudzień 1970] Through the Dark - przez Guinevere McGonagall - 06.08.2026, 01:12
RE: [grudzień 1970] Through the Dark - przez Laurence Lestrange - 11.08.2026, 11:18
RE: [grudzień 1970] Through the Dark - przez Guinevere McGonagall - 14.08.2026, 13:13
RE: [grudzień 1970] Through the Dark - przez Laurence Lestrange - 21.08.2026, 17:35
RE: [grudzień 1970] Through the Dark - przez Guinevere McGonagall - 25.08.2026, 18:44
RE: [grudzień 1970] Through the Dark - przez Laurence Lestrange - 05.09.2026, 00:11
RE: [grudzień 1970] Through the Dark - przez Guinevere McGonagall - 10.09.2026, 14:56
RE: [grudzień 1970] Through the Dark - przez Laurence Lestrange - 06.10.2026, 00:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa