06.08.2026, 18:22 ✶
Głuche uderzenie, które przed chwilą dobiegło zza jednego z budynków, nadal dźwięczało mi gdzieś w uszach, chociaż wokół zapanowała ponownie ta sama nienaturalna, ciężka cisza, przez którą nawet dźwięki deszczu wydawały się bardziej teatralnym tłem, białym szumem, niż prawdziwym odgłosem dzikiej przyrody. Nie ruszyłem się od razu, jeszcze przez moment stałem nieruchomo z dłonią zawieszoną przy kieszeni płaszcza, nasłuchując uparcie czegoś… Czegoś jeszcze, sam nie wiedziałem, czego - kolejnego łupnięcia, świstu, może szmeru - po prostu zamarłem, wpatrując się w niewyraźny zarys domów rozmytych przez jednostajną zasłonę mżawki, aż w końcu postanowiłem wznowić marsz. Nie zrobiłem jednak zbyt wielu kroków, zanim ponownie zamarłem, kątem oka wychwyciwszy ruch po swojej lewej stronie, zbyt płynny, by należał do gałęzi targanych wiatrem.
Obróciłem głowę niemal odruchowo, początkowo uznając to wszystko za kolejne złudzenie podsuwane mi przez dziwnie otępione zmysły, przez kilka uderzeń serca stałem bez ruchu, mrużąc oczy i próbując upewnić się, czy naprawdę kogoś widziałem, czy jedynie mój zmęczony umysł rozpaczliwie szukał dowodu na to, że nie byłem jedynym żywym człowiekiem w tej przeklętej okolicy, lecz ludzka sylwetka nie zniknęła, przeciwnie, przesunęła się odrobinę dalej, nieznacznie zmieniając położenie względem najbliższych zabudowań. Postać przez krótką chwilę odcinała się od szarego tła wystarczająco wyraźnie, bym nie mógł wmówić sobie, że była jedynie grą światła, przestałem mieć co do tego wątpliwości. Z tej odległości nie byłem w stanie dostrzec twarzy ani szczegółów ubrania, widziałem jedynie, że poruszała się szybko, jak ktoś, kto miał jasno wyznaczony cel albo równie mocno jak ja pragnął znaleźć się jak najdalej od miejsca, z którego przyszedł. Zmarszczyłem brwi i zrobiłem kilka kroków w jej stronę, zdecydowanie dużo bardziej odruchowo niż świadomie, kiedy nagle sylwetka zachwiała się na rozmokniętej drodze. Przez krótką chwilę byłem przekonany, że zaraz runie prosto w błoto, lecz jakimś cudem odzyskała równowagę, wykonując kilka rozpaczliwych, ślizgających się kroków, które z tej odległości wyglądały niemal absurdalnie. Odruch wyprzedził myśl.
- Hej! Uważaj! - Zawołałem donośno, unosząc rękę, żeby łatwiej było mnie dostrzec przez deszcz. - Nic ci nie jest?! - Mój głos zaskakująco wyraźnie poniósł się po pustej dolinie, odbiwszy się echem od mokrych ścian najbliższych budynków i równie szybko zgasłszy w jednostajnym stukocie kropel. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak dziwnie to wszystko wyglądało. Jeśli rzeczywiście była jedyną osobą, którą spotkałem od chwili znalezienia się tutaj, dlaczego szła sama przez miejsce sprawiające wrażenie całkowicie opuszczonego? A jeśli nie była sama, gdzie podziali się pozostali? Pytania zaczynały mnożyć się szybciej, niż byłem w stanie znaleźć na nie choćby pozornie sensowne odpowiedzi.
Nie podszedłem więc bliżej od razu, nie próbowałem jej dogonić, zatrzymałem się, zostawiając pomiędzy nami bezpieczny dystans, wystarczający, by nie wyglądać na kogoś, kto próbował zagradzać drogę nieznajomej osobie, ale jednocześnie pozwalający mi upewnić się, że naprawdę istniała, i że nie była kolejnym cieniem, który zniknie, gdy tylko mrugnę. Z tej odległości nadal nie potrafiłem rozpoznać rysów jej twarzy, deszcz skutecznie odbierał wszelkie szczegóły, jednak coś w jej postawie budziło niepokój, któremu próbowałem nie ulec.
Obróciłem głowę niemal odruchowo, początkowo uznając to wszystko za kolejne złudzenie podsuwane mi przez dziwnie otępione zmysły, przez kilka uderzeń serca stałem bez ruchu, mrużąc oczy i próbując upewnić się, czy naprawdę kogoś widziałem, czy jedynie mój zmęczony umysł rozpaczliwie szukał dowodu na to, że nie byłem jedynym żywym człowiekiem w tej przeklętej okolicy, lecz ludzka sylwetka nie zniknęła, przeciwnie, przesunęła się odrobinę dalej, nieznacznie zmieniając położenie względem najbliższych zabudowań. Postać przez krótką chwilę odcinała się od szarego tła wystarczająco wyraźnie, bym nie mógł wmówić sobie, że była jedynie grą światła, przestałem mieć co do tego wątpliwości. Z tej odległości nie byłem w stanie dostrzec twarzy ani szczegółów ubrania, widziałem jedynie, że poruszała się szybko, jak ktoś, kto miał jasno wyznaczony cel albo równie mocno jak ja pragnął znaleźć się jak najdalej od miejsca, z którego przyszedł. Zmarszczyłem brwi i zrobiłem kilka kroków w jej stronę, zdecydowanie dużo bardziej odruchowo niż świadomie, kiedy nagle sylwetka zachwiała się na rozmokniętej drodze. Przez krótką chwilę byłem przekonany, że zaraz runie prosto w błoto, lecz jakimś cudem odzyskała równowagę, wykonując kilka rozpaczliwych, ślizgających się kroków, które z tej odległości wyglądały niemal absurdalnie. Odruch wyprzedził myśl.
- Hej! Uważaj! - Zawołałem donośno, unosząc rękę, żeby łatwiej było mnie dostrzec przez deszcz. - Nic ci nie jest?! - Mój głos zaskakująco wyraźnie poniósł się po pustej dolinie, odbiwszy się echem od mokrych ścian najbliższych budynków i równie szybko zgasłszy w jednostajnym stukocie kropel. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak dziwnie to wszystko wyglądało. Jeśli rzeczywiście była jedyną osobą, którą spotkałem od chwili znalezienia się tutaj, dlaczego szła sama przez miejsce sprawiające wrażenie całkowicie opuszczonego? A jeśli nie była sama, gdzie podziali się pozostali? Pytania zaczynały mnożyć się szybciej, niż byłem w stanie znaleźć na nie choćby pozornie sensowne odpowiedzi.
Nie podszedłem więc bliżej od razu, nie próbowałem jej dogonić, zatrzymałem się, zostawiając pomiędzy nami bezpieczny dystans, wystarczający, by nie wyglądać na kogoś, kto próbował zagradzać drogę nieznajomej osobie, ale jednocześnie pozwalający mi upewnić się, że naprawdę istniała, i że nie była kolejnym cieniem, który zniknie, gdy tylko mrugnę. Z tej odległości nadal nie potrafiłem rozpoznać rysów jej twarzy, deszcz skutecznie odbierał wszelkie szczegóły, jednak coś w jej postawie budziło niepokój, któremu próbowałem nie ulec.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)