– Dopiero drugi? – Ginevra uniosła jedną brew wyżej w wyrazie uprzejmego zdziwienia połączonego z pewną dozą sceptycyzmu. – Jak to dopiero drugi – wyrzuciła w końcu z siebie. Najwyraźniej zachcianki ludzi bogatych były jej dalekie, zbyt skupiona była na pewnej przyziemności związanej z grzebaniem w historii, nie przejmując się aż tak bardzo czymś takim jak fortuna, którą można było wydać na nieruchomości i zrobić to tak lekką ręką, by w zakupionej posiadłości, która ewidentnie potrzebowała mnóstwa pracy, być dotychczas tylko raz. Ale zaraz się uśmiechnęła. Nauczyła się akceptować sposób bycia Anthonego i nie przeszkadzało jej to w żadnym razie. Ot… tu wychodziła ta jej część charakteru, która była tą zaczepną i jednocześnie tą mocno racjonalną. – Unikałeś tej posiadłości? – teraz już na ekspresyjnej twarzy Ginny ukazało się zdumienie i niezrozumienie, bo czemu miałby odnawiać miejsce, którego unikał z powodów osobistych… daleko było do zrozumienia, że chodziło o miasteczko, a nie posiadłość.
– Masz zamek w Szkocji? – upewniła się, ale tym razem zdziwienia już nie było w jej głosie, bo… cóż bogatemu zabroni czy coś tam. Tym bardziej, że dostał zameczek w spadku. No tak, nie miał go czasu nawet odwiedzić… przymknęła oczy i pokręciła głową, zdecydowanie rozbawiona. – My po prostu pewnego razu spotkaliśmy w Hogsmeade ducha dziewczynki, która powiedziała jak się nazywa i że zgubiła drogę do domu. Oczywiście za chwilę zniknęła, ale Cathal kojarzył o jakiej okolicy mogła mówić i uparłam się, że chcę zobaczyć. To oczywiście była ruina, ale kiedyś na pewno była pięknym dworkiem – paplała, jak to ona, zupełnie nie pytania. – No i właśnie sporo tam zamków, albo posiadłości stylizowanych na zamki. Nawiedzonych pewnie też – kontynuowała, rozglądając się po wnętrzu. – O ile wiem, to można się teleportować na kilka razy? Nie trzeba całego dystansu pokonywać na jeden skok – „o ile wiem” dobre sobie. Guinevere nienawidziła teleportacji niemalże tak samo bardzo jak podróży świstoklikiem, unikała tej formy na ile się dało, korzystając z wszelkich innych tak długo, aż nie było innej opcji. Z tego też względu większość ludzi myślała, że teleportować się nie potrafiła (bo i przy tym wolała skorzystać z tego, że to inna osoba się teleportuje, a ona na doczepkę), co nie było prawdą, bo owszem, umiała to robić. Nadal jednak po każdej takiej akcji wymiotowała jak kot. Zakupiła co prawda eliksiry, by chociaż odrobinę temu ulżyć, ale co to za życie… – Szkocja jest chyba bezpieczniejsza – powiedziała po chwili. – Dziksza. To Anglia została zaatakowana… – w tym Dolina Godryka, ośmieliła się zauważyć, po czym… bezceremonialnie wlazła do kominka, który tak zachwalał, rzeczywiście się nawet nie schylając, a przecież jak na kobietę, to była wysoka i postukała knykciami w cegły. – Solidny – zawyrokowała tonem znawcy. – Zimowy ogród w sensie, że za szk– – urwała, mierząc wzrokiem tłuściocha, który robił właśnie za jedynego aktora na scenie, którą wyobrażał sobie Anthony. Płatki jej nosa zafalowały, jakby próbowała złapać jego zapach, co rzecz jasna nie mogło mieć miejsca. Wpatrywała się za to teraz w szkodnika z dokładnie kocią intensywnością.
– Och ależ ja ci mogę podać odpowiednie sposoby na szczury w łańcuchu pokarmowym. Nazywają się kotami – mruknęła, patrząc za uciekającym szczurem. – To znaczy dorosłe szczury mogą być dla kota przeciwnikiem, bo są ciężkie i gryzą, za to zapach kota w pobliżu je do pewnego stopnia odstrasza. Bo jednak w razie konieczności kot zapoluje na szczura – jeśli chodziło o kocie zwyczaje, to Guinevere była prawdziwą ekspertką. Oprócz tego, że pomyślnie przeszła rytuał przemiany w animacja, to znała dokładny sposób, by móc wybrać swoje zwierzę do zmiany. A to wiązało się z poznaniem tych zwierząt na wskroś. – Koty polują na gniazda szczurów z młodymi. Sowy w otwartej przestrzeni. Jestem pewna, że są też inne sposoby, można zapytać dziadka… – mruknęła i przeniosła spojrzenie na Anthonego. – Mam go chwilę pogonić? Zobaczymy, jak reaguje na koty… – choć na takiego, który mógł się odmienić w czarodzieja raczej nie był gotowy. I uśmiechnęła się w sposób, który zdecydowanie nie mógł być niewinnym, choć do tego aspirował.