08.08.2026, 00:59 ✶
Teraz, gdy sam otworzył sobie do niego dostęp, koronujące Anthony'ego srebro było jeszcze piękniejsze, a kwitnąca czerwień tym bardziej kusząca. Zresztą jego własna aura również zarumieniła się znacząco, a pragnienie szybko zrzuciło z siebię maskę złości wesoło ogłaszając, że było tutaj cały czas. Kto by przypuszczał, że tak oszczędnie rzucone gratulacje, potrafią jednocześnie zasiać w nim tak silne emocje. I jak ta satyfakcja może szybko wytłumić frustrację
Zrobił to. Naprawdę to zrobił. Samodzielnie przełamał barierę oklumencką nawet jeśli nie zawsze będzie mu dane robić to z takiej odległości.
A jednak najwyraźniej, Anthony nie chciał dać tak szybko za wygraną i pogłebić swoje gratulacje. Jonathan jednak był tym faktem zachwycony.
Parsknął cicho na słowa o pakowaniu prezentów i wreszcie pozwolił swojemu trzeciemu oku odpocząć.
– Hm… – mruknął cicho i szybkim ruchem niczym wesoły, przerośnięty pies, wpakował się na kolana Anthony'emu, przerzucając długie nogi w poprzek jego ud. . Lewym ramieniem objął natomiast jego szyję, jednocześnie przechylając własną głowę tak, by spoczęła na klatce piersiowej Shafiqa. – Tak… Pakiety pomocowe, oczywiście. W końcu nie ma sensu, aby z tym zwlekać – powiedział przymykając oczy. Skronie bolały go obecnie w ten specyficzny sposób, który był na tyle niekomfortowy, aby wypominać to Anthony'emu, a jednocześnie na tyle łagodny, aby nie przeszkadzał w potencjalnych przeprosinach. – Tylko daj mi chwilę odpocząć, a potem możemy działać. Miałem ciężki poranek, wiesz? Boli mnie głowa, bo miłość mojego życia kazała mi ćwiczyć aurowidzenie i serce, bo była przy tym dla mnie bardzo surowa, a ja do tej pory nie dostałem…Żadnych kwiatów na przeprosiny, chociaż czekam i czekam – droczył się wciąż z przymkniętymi powiekami.
Zrobił to. Naprawdę to zrobił. Samodzielnie przełamał barierę oklumencką nawet jeśli nie zawsze będzie mu dane robić to z takiej odległości.
A jednak najwyraźniej, Anthony nie chciał dać tak szybko za wygraną i pogłebić swoje gratulacje. Jonathan jednak był tym faktem zachwycony.
Parsknął cicho na słowa o pakowaniu prezentów i wreszcie pozwolił swojemu trzeciemu oku odpocząć.
– Hm… – mruknął cicho i szybkim ruchem niczym wesoły, przerośnięty pies, wpakował się na kolana Anthony'emu, przerzucając długie nogi w poprzek jego ud. . Lewym ramieniem objął natomiast jego szyję, jednocześnie przechylając własną głowę tak, by spoczęła na klatce piersiowej Shafiqa. – Tak… Pakiety pomocowe, oczywiście. W końcu nie ma sensu, aby z tym zwlekać – powiedział przymykając oczy. Skronie bolały go obecnie w ten specyficzny sposób, który był na tyle niekomfortowy, aby wypominać to Anthony'emu, a jednocześnie na tyle łagodny, aby nie przeszkadzał w potencjalnych przeprosinach. – Tylko daj mi chwilę odpocząć, a potem możemy działać. Miałem ciężki poranek, wiesz? Boli mnie głowa, bo miłość mojego życia kazała mi ćwiczyć aurowidzenie i serce, bo była przy tym dla mnie bardzo surowa, a ja do tej pory nie dostałem…Żadnych kwiatów na przeprosiny, chociaż czekam i czekam – droczył się wciąż z przymkniętymi powiekami.