• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?

[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?
sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#1
08.08.2026, 20:28  ✶  

8 września, Apteka Lupinów, początek Spalonej Nocy



Stała zniecierpliwiona w kolejce i liczyła sęki w spiętrzonych pod ścianą, skrzynkach po dostawie. Oko fachowca wiedziało od razu z czym miało do czynienia. Sosna, tania i sękata, sęki wielkie jak korony, słoje szerokie od pośpiechu — drewno rosnące szybko, ścięte wcześnie, dobre wyłącznie na to, żeby coś w nim przewieźć raz. Zajęcie było absolutnie bez sensu i wiedziała o tym doskonale, ale kolejka nie ruszała się od kwadransa, a ręce trzeba czymś zająć, kiedy dygotały nerwowo tak, że nie poprowadziłyby nawet noża wzdłuż włókna.
Fakt faktem, przyszła po sproszkowany korzeń wilczej jagody i dwie uncje żywicy, kwadrans przed zamknięciem i ktoś, kto sam za ladą wielokrotnie stał, powinien wiedzieć, że za takie przewinienia grozić powinna kara surowa. Przystanęłaby na chłoście, oczywiście, wyłącznie w wypadku bycia po tej właściwiej stronie lady — dziś wypadało jej wybaczyć, bo od powrotu z Libanu była nad wyraz roztargniona. A roztargnienie przetopiła w nerwowość. A potem w irytację, bo przed nią wciąż stały trzy osoby, a aptekarz zamiast obsługiwać, to opowiadał komuś niezwykle porywającą historię o dostawie z Rygi. Ollivander zwróciła uwagę na świece palące się w równym rzędzie za ladą i niechybnie pomyślała o ogniu, który towarzyszył jej podczas rytuałów kowenu jej kuzynki.

Odchrząknęła znacząco. Potem Mrugnęła. A moment później, te same świece położyły się wszystkie naraz. W jedną stronę, i już się nie wyprostowały. Rząd płomyków umarł.
Potem przyszedł spóźniony, acz nieoczekiwany huk, który rozdarł gwałtem powietrze. Coś najpierw wyrwało miastu tlen, a potem zmiażdżyło je membraną dźwięku. Szyby wystawowe wygięły się do wewnątrz — wszystkie sześć tafli nie pękło, a wygięło się jak guma. Choć żadne z nich nie wydało z siebie ani szeptu, wyczuła trwogę i troskę ubitą w pęczniejących piersiach. Bezmyślnie wyszła na ulicę, wiodąc za samym Lupinem i resztą klientów, bo cóż innego mieli począć? Siedzieć w środku i nie wyjrzeć choćby za drzwi? Być może byłoby to rozsądniejsze.
Nie było jednego krzyku. Była zaś tylko setka małych, poprzerywanych, nakładających się jak źle strojone instrumenty wrzasków. Niebo miało kolor wnętrza pieca samego Hadesa, bo przecież coś takiego ujrzeć można było wyłącznie w piekle.

Stała tuż obok drzwi do lokalu obok, gdy szyba nie tylko pękła, a po prostu rozwiązała się w nicość. Wydała jeden wysoki dźwięk, jak struna zdejmowana z kołka, i cała stanęła w powietrzu — tysiąc rozgrzanych igieł, przez ułamek chwili wciąż ułożonych w kształt okna. Zdążyła unieść przedramię, bo tego uczy się przy heblu, i to właśnie przedramię przyjęło pierwszy grad.
Silny podmuch podciął jej nogi tak, jak podcina się drzewko jednym pociągnięciem u samej ziemi, i przez ułamek chwili nie było w niej nic poza szokiem, że powietrze potrafi mieć ostrą krawędź; potem był już tylko bruk, który wszedł jej w bark i w skroń jednocześnie, twardy, nierówny, och, jednak bardzo twardy, i tak oto świat zwinął się do jednego punktu, a potem zgasł także on.
Gdy otwierała oczy niedługo potem, bardzo chciała aby wszystko co do tej pory ujrzała było jedynie złym snem. Niestety. Londyn płonął.


Kocham drewno i duże bicepsy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Septima Ollivander (2114), Victoria Lestrange (1713)




Wiadomości w tym wątku
[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 08.08.2026, 20:28
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Victoria Lestrange - 12.08.2026, 11:18
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 17.08.2026, 22:01
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Victoria Lestrange - 19.08.2026, 15:48
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 26.08.2026, 01:32
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Victoria Lestrange - 30.08.2026, 23:15
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 05.10.2026, 16:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa