18.03.2023, 17:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2023, 18:03 przez Brenna Longbottom.)
- Och… to całkiem możliwe. A czy na astronomii ktoś przestrzegał was przed włażeniem na te belki pod sufitem? Bo jeśli tak, to też moja wina. I na numerologii… Ach. Dobra, o tym nie będę wspominać.
Brenna z pewnym zdziwieniem spojrzała na wianek. Zapleciony całkiem ładnie. Przy pierwszej próbie. Skierowała się z powrotem do Atreusa, zdecydowana wrócić na patrol, kiedy usłyszała nawoływania kuzynki.
Kobieta odwróciła się, chcąc pomachać Dani własnym wiankiem: w samą porę, by zobaczyć ją u boku dwóch mężczyzn. Nogi prawie się pod nią ugięły. Atreus, jako jasnowidz, mógł bez wątpienia zauważyć, krótki przypływ paniki.
Gdyby Danielle wręczała wianek Ulyssesowi, nie Samowi, to Brenna chyba umarłaby na zawał serca. Nie, nie miała żadnej pewności, ale sprawa brata Charliego i Chester ziejący niemalże ogniem na Thomasa, wystarczyły, aby Rookwoodów postrzegała tylko odrobinę lepiej niż Borginów.
- Wspominałeś coś o wspinaniu się na pal? Proszę, masz pretekst – powiedziała do Atreusa, gwałtownym gestem wpychając mu wianek i uśmiechając się przy tym niemalże maniakalnie, a potem zdecydowanym krokiem ruszyła do Danielle, kiedy Samuel kierował się ku palom.
- Dani, skarbie, porwę cię na moment – zaświergotała, ujmując kuzynkę pod ramię i bardzo zdecydowanym gestem ciągnąc dalej. Danielle mogła wyczuć dwie rzeczy. Po pierwsze, aura Brenny była w pewnym chaosie, bardziej niż tego ranka, po drugie: najwyraźniej była gotowa w ten gest włożyć sporo siły.
- Uważaj na Rookwooda – wymruczała wprost do ucha kuzynki, bardzo cicho. – A już na pewno dziś. Wyjaśnię jutro.
Jeśli będzie jakieś jutro.
Puściła ramię Danielle. Pozwalając, by porwał ją Sam.
Brenna z pewnym zdziwieniem spojrzała na wianek. Zapleciony całkiem ładnie. Przy pierwszej próbie. Skierowała się z powrotem do Atreusa, zdecydowana wrócić na patrol, kiedy usłyszała nawoływania kuzynki.
Kobieta odwróciła się, chcąc pomachać Dani własnym wiankiem: w samą porę, by zobaczyć ją u boku dwóch mężczyzn. Nogi prawie się pod nią ugięły. Atreus, jako jasnowidz, mógł bez wątpienia zauważyć, krótki przypływ paniki.
Gdyby Danielle wręczała wianek Ulyssesowi, nie Samowi, to Brenna chyba umarłaby na zawał serca. Nie, nie miała żadnej pewności, ale sprawa brata Charliego i Chester ziejący niemalże ogniem na Thomasa, wystarczyły, aby Rookwoodów postrzegała tylko odrobinę lepiej niż Borginów.
- Wspominałeś coś o wspinaniu się na pal? Proszę, masz pretekst – powiedziała do Atreusa, gwałtownym gestem wpychając mu wianek i uśmiechając się przy tym niemalże maniakalnie, a potem zdecydowanym krokiem ruszyła do Danielle, kiedy Samuel kierował się ku palom.
- Dani, skarbie, porwę cię na moment – zaświergotała, ujmując kuzynkę pod ramię i bardzo zdecydowanym gestem ciągnąc dalej. Danielle mogła wyczuć dwie rzeczy. Po pierwsze, aura Brenny była w pewnym chaosie, bardziej niż tego ranka, po drugie: najwyraźniej była gotowa w ten gest włożyć sporo siły.
- Uważaj na Rookwooda – wymruczała wprost do ucha kuzynki, bardzo cicho. – A już na pewno dziś. Wyjaśnię jutro.
Jeśli będzie jakieś jutro.
Puściła ramię Danielle. Pozwalając, by porwał ją Sam.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.