09.08.2026, 16:22 ✶
To było szybkie.
Kości rozciągnęły się, włosy wyprostowały, cera wybielała, a potem nagle w toku rozmowy właściwie niemal od razu Keyleth znów stała się Keyleth, porzucając fasadę Nikołaja Niktowicza Blakowa. Trudne chwile wzmożone szalenie nieudanym czarem momentalnie poszły w niepamięć, a co zapadło to zdanie, które w sumie było wypowiedziane bardzo przy okazji przez pana Woody'ego. Nie musiała być Aseną i dawać napitki, ani Lewisem który świetnie gotuje, czy Zenonem pilnującym aby każdy gość czy pracownik zapominał o troskach dnia codziennego. Próbowała nimi być, skłamałaby że nie, szukając sobie roli w tej dziwnej wiosce. Jedyne co, to nie próbowała być jeszcze panem Woodym, ale nim się pewnie nie dałoby tak łatwo, bo pan Woody był jedyny w swoim rodzaju.
I jego pomysł był tak wspaniale doskonały!
– Czy to znaczy, że dostaje prace! Prace specjalną! Pracę tak specjalnie dla mnie!? – Tak bardzo się cieszyła. Jej poprzednia praca, taka najpoprzedniejsza, to było wtedy gdy umarła jej mama i ludzie oczekiwali, że ją zastąpi. I robiła to! Robiła najlepiej jak umiała, nosiła jej twarz dzień i noc, a każdy zdawał się za każdym razem tak przerażony i rozdygotany gdy stawała w progu swojego domu. Przegnali ją wtedy, bała się, że i teraz historia się powtórzy, nawet jeśli przecież już - zgodnie z umową - nie zakładała twarzy któregokolwiek z pracowników Rejwachu, no chyba że po to, żeby pójść gdzieś do Alei czy na Pokątną, bo czasami mieszkańcy Nokturnu łypali na nią okiem złowrogim, kiedy miała swoją buzie. Którąś ze swoich buź.
Tymczasem teraz och czy to nie było wspaniałe! Każdego dnia, każdej nocy być kimś zupełnie innym. I słuchać. To nie mogło być trudne. Nawet banalnie proste w sumie, odkryła już dawno, że ludzie rozsypują się bardzo szybko z największych sekretów, gdy tylko okazuje się, że ktoś ich tak po prostu słucha. Tak bez przerywania. To dało się zrobić! To by pasowało do tego co umie. Byłaby tajniakiem. Wspaniale!
Wypięła dumnie pierś.
– Będzie pan ze mnie zadowolony! Będę tym no, tajnym klientem tylko w drugą stronę. Tajnym pracownikiem! Wspaniale. Mogę też pójść do Hatfuwiwerna na przeszpiegi, niech tylko dobrze poznam, kto tam w zęby nie dostanie, bo lubię swoje zęby i podejrzewam, że tak łatwo nie odrastają. – Aby oddać sprawiedliwość trzeba dodać, że dalej wyglądała jak zmokła kurka, ale teraz była to bardzo zadowolona zmokła kurka. A potem zafrapowała się na moment. – Chyba będę musiała popracować trochę nad imionami. – Przyznała, dokonując na bieżąco w pierwszych minutach swojego oficjalnego pracowania ewaluacji dotychczasowych poczynań. – Czy muszę coś podpisać? – zapytała moment dalej, łapiąc się na nurt myśli i tym razem pytanie kierując prosto do Woody'ego, który mimowolnie siedział z nią na tym mentalnym spływie kajakowym.
Kości rozciągnęły się, włosy wyprostowały, cera wybielała, a potem nagle w toku rozmowy właściwie niemal od razu Keyleth znów stała się Keyleth, porzucając fasadę Nikołaja Niktowicza Blakowa. Trudne chwile wzmożone szalenie nieudanym czarem momentalnie poszły w niepamięć, a co zapadło to zdanie, które w sumie było wypowiedziane bardzo przy okazji przez pana Woody'ego. Nie musiała być Aseną i dawać napitki, ani Lewisem który świetnie gotuje, czy Zenonem pilnującym aby każdy gość czy pracownik zapominał o troskach dnia codziennego. Próbowała nimi być, skłamałaby że nie, szukając sobie roli w tej dziwnej wiosce. Jedyne co, to nie próbowała być jeszcze panem Woodym, ale nim się pewnie nie dałoby tak łatwo, bo pan Woody był jedyny w swoim rodzaju.
I jego pomysł był tak wspaniale doskonały!
– Czy to znaczy, że dostaje prace! Prace specjalną! Pracę tak specjalnie dla mnie!? – Tak bardzo się cieszyła. Jej poprzednia praca, taka najpoprzedniejsza, to było wtedy gdy umarła jej mama i ludzie oczekiwali, że ją zastąpi. I robiła to! Robiła najlepiej jak umiała, nosiła jej twarz dzień i noc, a każdy zdawał się za każdym razem tak przerażony i rozdygotany gdy stawała w progu swojego domu. Przegnali ją wtedy, bała się, że i teraz historia się powtórzy, nawet jeśli przecież już - zgodnie z umową - nie zakładała twarzy któregokolwiek z pracowników Rejwachu, no chyba że po to, żeby pójść gdzieś do Alei czy na Pokątną, bo czasami mieszkańcy Nokturnu łypali na nią okiem złowrogim, kiedy miała swoją buzie. Którąś ze swoich buź.
Tymczasem teraz och czy to nie było wspaniałe! Każdego dnia, każdej nocy być kimś zupełnie innym. I słuchać. To nie mogło być trudne. Nawet banalnie proste w sumie, odkryła już dawno, że ludzie rozsypują się bardzo szybko z największych sekretów, gdy tylko okazuje się, że ktoś ich tak po prostu słucha. Tak bez przerywania. To dało się zrobić! To by pasowało do tego co umie. Byłaby tajniakiem. Wspaniale!
Wypięła dumnie pierś.
– Będzie pan ze mnie zadowolony! Będę tym no, tajnym klientem tylko w drugą stronę. Tajnym pracownikiem! Wspaniale. Mogę też pójść do Hatfuwiwerna na przeszpiegi, niech tylko dobrze poznam, kto tam w zęby nie dostanie, bo lubię swoje zęby i podejrzewam, że tak łatwo nie odrastają. – Aby oddać sprawiedliwość trzeba dodać, że dalej wyglądała jak zmokła kurka, ale teraz była to bardzo zadowolona zmokła kurka. A potem zafrapowała się na moment. – Chyba będę musiała popracować trochę nad imionami. – Przyznała, dokonując na bieżąco w pierwszych minutach swojego oficjalnego pracowania ewaluacji dotychczasowych poczynań. – Czy muszę coś podpisać? – zapytała moment dalej, łapiąc się na nurt myśli i tym razem pytanie kierując prosto do Woody'ego, który mimowolnie siedział z nią na tym mentalnym spływie kajakowym.