10.08.2026, 12:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.09.2026, 16:09 przez Benjy Fenwick.)
Szaro-mleczna ściana wody opadała pomiędzy nami, zasłaniając dolinę i sprawiając, że sylwetka nieoczekiwanie dostrzeżonej przeze mnie kobiety niemal natychmiast zaczęła znikać mi z oczu, zanurzając się w tej mokrej mgle szybciej, niż powinno to być możliwe przy dzielącej nas odległości, raz pojawiając się pomiędzy smugami deszczu, raz całkowicie zlewając się z tłem. Przekląłem pod nosem i przetarłem twarz dłonią, próbując choć trochę poprawić sobie widoczność, ale kolejne coraz bardziej zacinające krople nieubłaganie mąciły mi wzrok. Nie zdążyłem nawet dobrze przetrawić usłyszanej odpowiedzi, kiedy nieznajoma odwróciła się ode mnie i ruszyła w stronę doliny, a po chwili spróbowała przyspieszyć na tyle, na ile pozwalało jej obuwie, najpewniej zupełnie nieprzystosowane do biegania po rozmokniętej drodze. Deszcz zaczął padać mocniej, coraz gęściej zasnuwając okolicę szarą kurtyną, przez którą jej zarys z każdą mijającą sekundą stawał się coraz mniej wyraźny. Przez moment stałem w miejscu, patrząc, jak drobna postać coraz bardziej rozmywa się za gęstniejącą zasłoną deszczu, w dalszym ciągu mając w sobie bardzo konkretne i zarazem zupełnie mgliście nieokreślone przekonanie, że powinienem coś zrobić, choć nie potrafiłem wskazać żadnego rozsądnego powodu, dla którego miałbym ją zatrzymywać - no tak, pięknie, właśnie tego mi brakowało - nie znałem jej, ona nie znała mnie, a jeśli rzeczywiście tak bardzo zależało jej na dotarciu do tych cholernych domów, nie zamierzałem być kolejnym problemem, który pojawił się na jej drodze.
- Okej… - Rzuciłem pod nosem, kręcąc głową, po czym kolejny raz przetarłem dłonią twarz, odgarniając z niej posklejane kosmyki włosów i próbując poprawić sobie widoczność. Niestety niewiele to dało, postanowiłem więc kierować się przede wszystkim pamięcią o położeniu zabudowań, tym bardziej że droga pod moimi nogami zaczynała znikać pod wodą spływającą ze zbocza. Przez chwilę wszystko szło dokładnie tak, jak powinno, jeśli można było w ogóle powiedzieć, że cokolwiek w tej przeklętej okolicy działało normalnie. Błoto chlupało pod butami, deszcz wsiąkał w ubranie, było mokro, szaro i ponuro, może w dalszym ciągu aż nadto upiornie, nawet na moje standardy, lecz bez przesady - ja nie zamierzałem gnać przed siebie, co mogło być zarówno dobrym, jak i fatalnym posunięciem w mojej sytuacji - zrobiłem kilka kolejnych kroków, omijając głębsze kałuże, kiedy nagle coś poruszyło się po mojej lewej stronie, tuż przy niskim kamiennym murku, którego wcześniej w ogóle nie zauważyłem. Odwróciłem głowę tak gwałtownie, że krople wody spadły mi z włosów prosto na twarz, lecz nie zobaczyłem nikogo, jedynie mokrą trawę, jeszcze chwilę wcześniej najpewniej przygniecioną czymś ciężkim i kilka świeżych śladów prowadzących od muru w stronę lasu. Nie były to ślady butów, które widziałem wcześniej, ich kształt był zbyt nieregularny, a odstępy między nimi zdecydowanie zbyt duże, jakby coś poruszało się skokami, chwilami opierając ciężar na dwóch kończynach, chwilami na czterech. Przykucnąłem na moment, może nie do końca ostrożnie i racjonalnie, z zawodowej ciekawości przypatrując się wgnieceniom, ale zanim zdążyłem przyjrzeć się im dokładniej, usłyszałem gdzieś obok siebie głośny, metaliczny jęk poprzedzony głuchym trzaskiem. Odwróciłem się natychmiast, akurat po to, aby dostrzec, że jedna z drewnianych bram prowadzących do stodoły przy najbliższym domu właśnie sama się uchyliła - rozwarła się powoli, z przeciągłym skrzypieniem, nie zatrzymując się ani na moment, mimo że nie poruszał jej ani człowiek, ani nawet wiatr - stanęła otworem, ukazując ciemne, nieprzeniknione wnętrze zdecydowanie nie zachęcające do tego, aby schronić się w nim przed nawałnicą. Coś bardzo wyraźnie tutaj nie grało i jakoś niespecjalnie miałem ochotę dociekać, czym to było, ale niestety…
- Okej… - Rzuciłem pod nosem, kręcąc głową, po czym kolejny raz przetarłem dłonią twarz, odgarniając z niej posklejane kosmyki włosów i próbując poprawić sobie widoczność. Niestety niewiele to dało, postanowiłem więc kierować się przede wszystkim pamięcią o położeniu zabudowań, tym bardziej że droga pod moimi nogami zaczynała znikać pod wodą spływającą ze zbocza. Przez chwilę wszystko szło dokładnie tak, jak powinno, jeśli można było w ogóle powiedzieć, że cokolwiek w tej przeklętej okolicy działało normalnie. Błoto chlupało pod butami, deszcz wsiąkał w ubranie, było mokro, szaro i ponuro, może w dalszym ciągu aż nadto upiornie, nawet na moje standardy, lecz bez przesady - ja nie zamierzałem gnać przed siebie, co mogło być zarówno dobrym, jak i fatalnym posunięciem w mojej sytuacji - zrobiłem kilka kolejnych kroków, omijając głębsze kałuże, kiedy nagle coś poruszyło się po mojej lewej stronie, tuż przy niskim kamiennym murku, którego wcześniej w ogóle nie zauważyłem. Odwróciłem głowę tak gwałtownie, że krople wody spadły mi z włosów prosto na twarz, lecz nie zobaczyłem nikogo, jedynie mokrą trawę, jeszcze chwilę wcześniej najpewniej przygniecioną czymś ciężkim i kilka świeżych śladów prowadzących od muru w stronę lasu. Nie były to ślady butów, które widziałem wcześniej, ich kształt był zbyt nieregularny, a odstępy między nimi zdecydowanie zbyt duże, jakby coś poruszało się skokami, chwilami opierając ciężar na dwóch kończynach, chwilami na czterech. Przykucnąłem na moment, może nie do końca ostrożnie i racjonalnie, z zawodowej ciekawości przypatrując się wgnieceniom, ale zanim zdążyłem przyjrzeć się im dokładniej, usłyszałem gdzieś obok siebie głośny, metaliczny jęk poprzedzony głuchym trzaskiem. Odwróciłem się natychmiast, akurat po to, aby dostrzec, że jedna z drewnianych bram prowadzących do stodoły przy najbliższym domu właśnie sama się uchyliła - rozwarła się powoli, z przeciągłym skrzypieniem, nie zatrzymując się ani na moment, mimo że nie poruszał jej ani człowiek, ani nawet wiatr - stanęła otworem, ukazując ciemne, nieprzeniknione wnętrze zdecydowanie nie zachęcające do tego, aby schronić się w nim przed nawałnicą. Coś bardzo wyraźnie tutaj nie grało i jakoś niespecjalnie miałem ochotę dociekać, czym to było, ale niestety…
Koniec sesji
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)