• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius

[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
11.08.2026, 12:53  ✶  
To. Był. Dramat.

Nie chodziło nawet o to, że nie lubiłem eliksirów, bo niektóre rzeczy były całkiem ciekawe, szczególnie kiedy coś zaczynało dymić albo zmieniać kolor, i jeśli Slughorn nie próbował akurat opowiadać nam przez pół lekcji o tym, jak to w jego czasach pewien wyjątkowo utalentowany uczeń uwarzył coś, czego nikt przed nim nie potrafił uwarzyć, ale siedzenie przez tyle czasu nad jednym kociołkiem i słuchanie, jak nauczyciel po raz kolejny opowiadał o tym samym składniku, było zwyczajnie nudne. Tego dnia miałem wrażenie, że siedziałem sztywno już od kilku godzin, chociaż kiedy spojrzałem na zegar, okazało się, że minęło może dwadzieścia minut - powolnych, bolesnych, spędzonych na czymś, co nie miało żadnych perspektyw wysadzenia połowy sali w powietrze - zacząłem więc stukać palcami o ławkę, potem przesuwałem ingrediencje z jednej strony blatu na drugą, machałem nogami, strzelałem kulkami w szopy na głowach dwóch Puchonek przede mną, aż wreszcie doszedłem do wniosku, że jeśli jeszcze chwilę będę musiał słuchać o właściwościach jakiegoś składnika, to prawdopodobnie zacznę warczeć i żaden eliksir tojadowy ani trochę mi nie pomoże, po prostu zacznę wyć z frustracji. Nie zrobiłem tego tylko dlatego, że powstrzymało mnie względne poczucie samozachowawczości oraz wizja całkiem długiej przerwy w zajęciach, której nie chciałem spędzić na odbywaniu szlabanu, zwłaszcza w podziemiach zamku, nawet jeśli nie miałem jeszcze żadnych konkretnych planów na ten czas.
Po wyjściu nie spodziewałem się absolutnie nikogo, bo i z jakiej racji. Nie miałem pojęcia, po co właściwie ktoś mógłby na mnie czekać pod tą konkretną salą, bo szczerze mówiąc, nie przychodził mi do głowy żaden rozsądny powód, dla którego ktokolwiek miałby uznać to miejsce za dobre na spotkanie - lochy były zimne, ponure i pachniały tak, jakby psor od lat gotował tam coś, czego zdecydowanie nie powinno się gotować, a sam Slughorn miał dodatkowo tę irytującą zdolność przedłużania każdej wypowiedzi o co najmniej dziesięć minut, kiedy akurat człowiekowi najbardziej się spieszyło - siedziałem więc przez ostatnią część zajęć z miną kogoś, kto został niesłusznie skazany na dożywocie, nie widząc szans na poprawę własnych okoliczności, kręcąc piórem między palcami i zastanawiając się, czy dałoby się je jakoś zaczarować tak, żeby samo odrabiało za mnie pracę domową, albo czy gdybym odpowiednio szybko spakował swoje rzeczy, mógłbym wyjść pierwszy, najlepiej całkowicie niezauważony, zanim nauczyciel przypomni sobie o jeszcze jednej rzeczy, którą koniecznie musiał nam wyjaśnić.
Kiedy wreszcie wyszedłem z lochów, miałem w głowie wyłącznie to, żeby jak najszybciej znaleźć się gdzieś, gdzie było trochę więcej światła i trochę mniej zapachu zgniłych jaj, wilgoci oraz tego wszystkiego, co stary Slug uważał za zupełnie normalne składniki czegoś, co należałoby być w stanie potem wypić bez odczuwania odruchu wymiotnego. Poprawiwszy torbę na ramieniu, zrobiłem kilka długich kroków i… Zatrzymałem się tak gwałtownie, że chłopak idący za mną prawie na mnie wpadł, burcząc w moim kierunku, choć nawet się tym specjalnie nie przejąłem, rzucając mu krótkie spojrzenie przez ramię, po czym wracając wzrokiem w głąb korytarza. Zacząłem snuć już plan, żeby pójść prosto do wieży Gryffindoru, rzucić torbę gdzieś na łóżko i przez przynajmniej pół godziny nie robić absolutnie niczego pożytecznego, kiedy kątem oka zobaczyłem znajomą sylwetkę stojącą pod ścianą. Prue stała kawałek dalej, z torbą wypchaną książkami tak bardzo, że wyglądała, jakby próbowała przemycić w niej całą bibliotekę. Uśmiechnąłem się odruchowo, kącikiem ust, bo nie umiałem inaczej, kiedy ją widziałem, zwłaszcza jeśli pojawiała się w miejscu, w którym absolutnie się jej nie spodziewałem.
- Pruey? Co ty tutaj robisz? - Podszedłem bliżej, przyglądając jej się z zainteresowaniem. - Czekasz na mnie? - Nie musiała nawet odpowiadać, żebym uznał to za oczywiste - skoro stała przed moją salą, a nie przed jakąś inną, to przecież logiczne było, że przyszła właśnie po mnie - oczywiście mogła mieć jakiś niezwykle skomplikowany powód, którego jeszcze nie rozumiałem, ale na razie nie zamierzałem sobie tym zaprzątać głowy. Przerzuciłem ciężar torby z jednego ramienia na drugie i stanąłem przed nią, trochę zbyt blisko jak na zwykłą rozmowę, bo nigdy nie widziałem powodu, dla którego miałbym zachowywać dystans wobec własnej najlepszej przyjaciółki.
Dopiero wtedy zauważyłem, że wyglądała na wyjątkowo przejętą - znałem tę minę, znałem ją bardzo dobrze i prawdę mówiąc, powinienem był od razu zrozumieć, że moje spokojne popołudnie właśnie przestało być spokojne - patrzyła nie tak, jak wtedy, kiedy powiedziałem coś wyjątkowo głupiego i musiała mi natychmiast wyjaśnić, dlaczego było to głupie, tylko bardziej jak wtedy, kiedy wpadała na jakiś pomysł i przez kilka godzin nie potrafiła myśleć o niczym innym. Interesujące…
- Mam nadzieję, że nie dlatego, że znowu zrobiłem coś, czego nie powinienem, bo tym razem naprawdę nic nie pamiętam. - Parsknąłem cicho, chociaż przezornie zacząłem przeglądać w głowie ostatnie kilka dni, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie zapomniałem o jakiejś rzeczy, którą obiecałem zrobić albo o konsekwencjach czegoś, co mogłem wywołać poprzez własne zaniechanie. Nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy, więc uznałem, że jestem niewinny - przynajmniej na razie - spojrzałem zatem jeszcze raz na tę wypchaną książkami torbę, lekko unosząc brwi.



[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3771), Prudence Fenwick (2311)




Wiadomości w tym wątku
[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 11.08.2026, 10:07
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 11.08.2026, 12:53
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 11.08.2026, 19:48
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 12.08.2026, 14:51
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 13.08.2026, 06:45
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 15.08.2026, 19:13
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 23.08.2026, 21:07
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 24.08.2026, 13:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa