• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[04/02/1967] should not be left unsupervised [Leviathan&Edith]

[04/02/1967] should not be left unsupervised [Leviathan&Edith]
edytka rokłudowa
— you're insane —
GOD FORBID a girl
carry on her FAMILY LEGACY

wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
mocny, niedbały makijaż oczu | długie, najczęściej rozpuszczone włosy prawie zawsze w nieładzie | neutralny wyraz twarz | dołeczki, gdy się uśmiecha | lekko odstające uszy | budowa szczupła, ale i kobieca | 170 cm wzrostu | blada skóra bez skazy oraz rumieńców | drogie szaty w kolorze głębokiej czerwieni, zieleni lub czerni | dużo pierścieni oraz srebrnych bransolet | pachnie świeżym praniem, owocami, ale i odrobiną dymu papierosowego

Edith Rookwood
#1
12.08.2026, 01:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2026, 17:51 przez Edith Rookwood.)  
04/02/1967, gdzieś w Szkocji

Miała teleportować się na miejsce, tak jak wiele razy wcześniej. Miała rozejrzeć się w poszukiwaniu jednego z pracowników ministerstwa, by zrobić pierwsze rozeznanie i dowiedzieć do czego tutaj doszło. Miała udać się do mugola, uspokoić go odrobinę, uśpić jego czujność i wymazać fragmenty, o których prawa wiedzieć nie miał. W końcu, miała wrócić do Biura Amnezjatorów i sporządzić kolejną notatkę opisującą przebieg zdarzeń, a potem miała zapomnieć o całej tej sprawie i ruszyć w stronę kolejnego zlecenia. Tyle i aż tyle.

W okolicy jednak, dalej czuć było zapach spalonej ziemi.

W miejscu, gdzie kiedyś rosły połacie zieleni była teraz pustka — pole pokryło się szarością i czernią. Kilka starych pni, które kilka godzin wcześniej gościły w swych gałęziach zwierzynę, tliło się jeszcze i mieniło razem z każdym podmuchem wiatru, rudawymi węglami.

Jej ręka — zaciskała się boleśnie na różdżce, palce zbladły pod naporem siły, jaką mimowolnie w ten ruch wkładała. Kiedy wdychała powietrze nosem, czuła tylko zapach spalenizny. Nigdy wcześniej nie była aż tak spanikowana — ten obraz destrukcji, malował w jej mózgu wizje dla niej straszne. I były to wizje ogromnych smoków i ich rozpiętych skrzydeł, trzepoczących z wielkim hukiem, wysoko nad powierzchnią ziemi. Istot z ostrymi, jak brzytwa zębami, które zaciskają się boleśnie na ciele i siłą wyrywają z swych ofiar ich ostatnie tchnienie. I płomieni, straszliwych płomieni, których pożoga zamieniała w popiół, wszystko co stało na ich drodze.

Wokół kręciło się wiele osób, ale nikt nie zwracał uwagi na przypadkową czarownicę, która pojawiła się tam bez żadnego słowa. Gdy podchodziła do czarodzieja odwróconego plecami dalej znajdowała się w tym całym szoku. Znalazła w sobie jednak tyle siły, by w końcu ruszyć się z jednego miejsca i zrobić cokolwiek, nawet jeśli pierwszy raz w życiu czuła, że może być zupełnie bezużyteczna.

Przez pierwsze kilka chwil, stała za nim w całkowitym milczeniu. W głowie musiała poukładać po kolei słowa, które powinna wypowiedzieć. W końcu odchrząknęła znacząco, by zwrócić na siebie uwagę i przestąpiła z nogi na nogi, w nadziei, że może zmiana pozycji trochę rozluźni jej spięte w nerwach ciało. Nic jednak nie działało. Była z niej totalna porażka i tą porażką się stała, na oczach całego tłumu.

— Dzień dobry — rzuciła cicho, może nawet trochę za spokojnie. Bardzo dobrze wychodziło jej udawanie, wychowywano ją w końcu na kogoś, kto nie okazuje swych emocji. Potrafiła panować nad swym głosem i twarzą, niestety z reakcjami spanikowanego ciała poradzić sobie nie potrafiła — Amenzjatorka Rookwood, przybyłam z ministerstwa. Podobno macie tutaj kogoś do wyczyszczenia. — słowa brzmiały mechanicznie. Nie potrafiła udawać swojego zwyczajowego zadowolenia i nie umiała odnaleźć w sobie nawet odrobiny luzu, jakim najczęściej emanowała. Nie była przecież osobą, która jest spięta. Do wielu spraw podchodziła z odpowiednim opanowaniem — to opanowanie nie było jednak niczym poważnym, raczej przyjaznym, odrobinę zuchwałym. I teraz potrzebowała też kogoś takiego — kogoś, kto chociaż trochę rozładuje to spięcie, które teraz przejęło nad nią kontrole. Na jej horyzoncie nie pojawiła się jednak ani jedna, śmiała dusza.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edith Rookwood (1992), Leviathan Rowle (992)




Wiadomości w tym wątku
[04/02/1967] should not be left unsupervised [Leviathan&Edith] - przez Edith Rookwood - 12.08.2026, 01:42
RE: 04/02/1967— should not be left unsupervised — Leviathan & Edith - przez Leviathan Rowle - 14.08.2026, 01:22
RE: 04/02/1967— should not be left unsupervised — Leviathan & Edith - przez Edith Rookwood - 17.08.2026, 14:19
RE: 04/02/1967— should not be left unsupervised — Leviathan & Edith - przez Leviathan Rowle - 19.08.2026, 17:57
RE: 04/02/1967— should not be left unsupervised — Leviathan & Edith - przez Edith Rookwood - 19.08.2026, 20:13
RE: [04/02/1967] should not be left unsupervised [Leviathan&Edith] - przez Leviathan Rowle - 02.09.2026, 17:36
RE: [04/02/1967] should not be left unsupervised [Leviathan&Edith] - przez Edith Rookwood - 17.09.2026, 01:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa