12.08.2026, 14:51 ✶
Prue potrafiła pojawić się obok mnie w najbardziej przypadkowych miejscach, czasami tak nagle, że zaczynałem podejrzewać, że znała jakieś zaklęcie pozwalające jej przenosić się dokładnie tam, gdzie akurat byłem, coś w rodzaju dużo bardziej skomplikowanego namiaru.
- „Głuptasie”? - Powtórzyłem z udawanym oburzeniem, wskazując na siebie palcem. - Przypominam ci, że jestem prawie dorosły. Nie możesz nazywać mnie „głuptasem”, kiedy właśnie wyszedłem z eliksirów i przeżyłem całą lekcję bez wysadzenia kociołka. - Dumnie wypiąłem pierś, poprawiając pasek torby, która wyglądała podejrzanie lekko przy tym, czym dysponowała Pruey, co mogło być zarówno dobrym, jak i fatalnym zwiastunem tego, dlaczego się tu znalazła.
- No, dobra, dobra. - Teatralnie wywróciłem oczami, zbywając jej kolejne pytanie o to, na kogo innego mogłaby wyczekiwać, bo przecież miała rację. - Ale nie musiałaś czekać tutaj. Mogłaś przyjść do wieży, przecież i tak bym tam trafił. - To ostatnie powiedziałem z pełnym przekonaniem, chociaż doskonale wiedziałem, że gdyby ktoś mnie zapytał, gdzie dokładnie zamierzałem pójść po lekcji, odpowiedziałbym prawdopodobnie „gdzieś”, a dopiero później zastanowiłbym się, w którą stronę właściwie powinienem skręcić. Nie zamierzałem jednak przyznawać się do takich szczegółów, bo miałem przecież reputację człowieka, który doskonale wiedział, co robił, poza tym Prue naprawdę mogła na mnie czekać gdziekolwiek, a ja i tak bym ją znalazł, prędzej czy później.
- Wiem, wiem. Nie musisz mi przypominać, że masz świetną pamięć. - Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. - I wcale nie robię głupich - nie tak to określiłem, prawda, chodziło mi o przede wszystkim niedozwolone albo niemile widziane - rzeczy. Robię rzeczy, których inni jeszcze nie próbowali. - To było, moim zdaniem, znacznie lepsze wyjaśnienie, przynajmniej brzmiało tak, jak powinno.
Przez chwilę patrzyłem na nią bez słowa, bo chyba pierwszy raz od bardzo dawna nie miałem pojęcia, co właściwie powinienem powiedzieć. Nie dlatego, że powiedziała coś, czego nie rozumiałem, wręcz przeciwnie, zrozumiałem ją aż za dobrze, tylko najwyraźniej mój mózg potrzebował kilku dodatkowych sekund, żeby dogonić fakt, że właśnie oznajmiła mi z pełnym przekonaniem, iż mogliśmy zacząć testy. Jakie dokładnie testy, na czym mające polegać, tego jeszcze nie wiedziałem, ale kiedy przypomniała mi o tamtym staniu na balustradzie, o którym - rzecz jasna - pamiętałem, bo było genialne, od razu przypomniałem sobie również, że rzeczywiście rozmawialiśmy wtedy o tym, jak zachowywało się ciało podczas spadania, czy można było być szybszym od wiatru i co właściwie można byłoby zrobić, żeby sprawdzić pewne rzeczy w praktyce. Wtedy wydawało mi się to świetnym pomysłem, bo - bądźmy całkowicie szczerzy - większość rzeczy wydawała mi się świetnym pomysłem, szczególnie jeśli miały choćby najmniejszą szansę skończyć się czymś ciekawym, ale najwyraźniej Prue potraktowała moją wielką ochotę do eksperymentowania znacznie poważniej, niż przypuszczałem.
- No, a jak! - Odpowiedziałem od razu, gdy tylko dotarł do mnie sens jej propozycji, bo trudno było inaczej zareagować na podobną ofertę, zwłaszcza kiedy patrzyła na mnie tym swoim spojrzeniem, jakby próbowała zajrzeć mi prosto do głowy i wymóc na mnie przyspieszenie decyzji. - Czekaj, naprawdę? - Upewniłem się mimo wszystko, wpatrując się w nią przez chwilę, a potem uśmiechnąłem się tak szeroko, że tym samym całkowicie odebrałem już sobie szansę, by udawać, że nie byłem zainteresowany. - Przygotowałaś wszystko? Naprawdę wszystko? - Zerknąłem na jej torbę, a potem znowu na nią. - Ile ty tam masz książek? Masz coś jeszcze? Coś fajniejszego? - Nie czekałem nawet na odpowiedź, tylko spróbowałem zajrzeć do środka, aby samemu się o tym upewnić, gdyż jej arsenał wyglądał imponująco, nawet jak na nią.
- „Głuptasie”? - Powtórzyłem z udawanym oburzeniem, wskazując na siebie palcem. - Przypominam ci, że jestem prawie dorosły. Nie możesz nazywać mnie „głuptasem”, kiedy właśnie wyszedłem z eliksirów i przeżyłem całą lekcję bez wysadzenia kociołka. - Dumnie wypiąłem pierś, poprawiając pasek torby, która wyglądała podejrzanie lekko przy tym, czym dysponowała Pruey, co mogło być zarówno dobrym, jak i fatalnym zwiastunem tego, dlaczego się tu znalazła.
- No, dobra, dobra. - Teatralnie wywróciłem oczami, zbywając jej kolejne pytanie o to, na kogo innego mogłaby wyczekiwać, bo przecież miała rację. - Ale nie musiałaś czekać tutaj. Mogłaś przyjść do wieży, przecież i tak bym tam trafił. - To ostatnie powiedziałem z pełnym przekonaniem, chociaż doskonale wiedziałem, że gdyby ktoś mnie zapytał, gdzie dokładnie zamierzałem pójść po lekcji, odpowiedziałbym prawdopodobnie „gdzieś”, a dopiero później zastanowiłbym się, w którą stronę właściwie powinienem skręcić. Nie zamierzałem jednak przyznawać się do takich szczegółów, bo miałem przecież reputację człowieka, który doskonale wiedział, co robił, poza tym Prue naprawdę mogła na mnie czekać gdziekolwiek, a ja i tak bym ją znalazł, prędzej czy później.
- Wiem, wiem. Nie musisz mi przypominać, że masz świetną pamięć. - Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. - I wcale nie robię głupich - nie tak to określiłem, prawda, chodziło mi o przede wszystkim niedozwolone albo niemile widziane - rzeczy. Robię rzeczy, których inni jeszcze nie próbowali. - To było, moim zdaniem, znacznie lepsze wyjaśnienie, przynajmniej brzmiało tak, jak powinno.
Przez chwilę patrzyłem na nią bez słowa, bo chyba pierwszy raz od bardzo dawna nie miałem pojęcia, co właściwie powinienem powiedzieć. Nie dlatego, że powiedziała coś, czego nie rozumiałem, wręcz przeciwnie, zrozumiałem ją aż za dobrze, tylko najwyraźniej mój mózg potrzebował kilku dodatkowych sekund, żeby dogonić fakt, że właśnie oznajmiła mi z pełnym przekonaniem, iż mogliśmy zacząć testy. Jakie dokładnie testy, na czym mające polegać, tego jeszcze nie wiedziałem, ale kiedy przypomniała mi o tamtym staniu na balustradzie, o którym - rzecz jasna - pamiętałem, bo było genialne, od razu przypomniałem sobie również, że rzeczywiście rozmawialiśmy wtedy o tym, jak zachowywało się ciało podczas spadania, czy można było być szybszym od wiatru i co właściwie można byłoby zrobić, żeby sprawdzić pewne rzeczy w praktyce. Wtedy wydawało mi się to świetnym pomysłem, bo - bądźmy całkowicie szczerzy - większość rzeczy wydawała mi się świetnym pomysłem, szczególnie jeśli miały choćby najmniejszą szansę skończyć się czymś ciekawym, ale najwyraźniej Prue potraktowała moją wielką ochotę do eksperymentowania znacznie poważniej, niż przypuszczałem.
- No, a jak! - Odpowiedziałem od razu, gdy tylko dotarł do mnie sens jej propozycji, bo trudno było inaczej zareagować na podobną ofertę, zwłaszcza kiedy patrzyła na mnie tym swoim spojrzeniem, jakby próbowała zajrzeć mi prosto do głowy i wymóc na mnie przyspieszenie decyzji. - Czekaj, naprawdę? - Upewniłem się mimo wszystko, wpatrując się w nią przez chwilę, a potem uśmiechnąłem się tak szeroko, że tym samym całkowicie odebrałem już sobie szansę, by udawać, że nie byłem zainteresowany. - Przygotowałaś wszystko? Naprawdę wszystko? - Zerknąłem na jej torbę, a potem znowu na nią. - Ile ty tam masz książek? Masz coś jeszcze? Coś fajniejszego? - Nie czekałem nawet na odpowiedź, tylko spróbowałem zajrzeć do środka, aby samemu się o tym upewnić, gdyż jej arsenał wyglądał imponująco, nawet jak na nią.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)