12.08.2026, 17:18 ✶
List wiedźmy z Kniei zainteresował Othella na tyle, by go nie zignorować, a ruszyć czarownicy na pomoc. Dotychczas łączyła ich pasja do zielarstwa, u Fawleya nieco mniej rozgorzała na rzecz innych zainteresowań. Mężczyzna często korzystał z wiedzy Helloise Rowle, uczył się od niej, chowając dumę do kieszeni. Teraz zaś ona potrzebowała jego zdolności. Trzeciego Oka, które potrafiło zajrzeć daleko wstecz, do czasów bardziej lub mniej dawnych.
Październik zdążył już zaczerwienić liście na drzewach i wzmóc chłodny wiatr. W Dolinie Godryka było jednak słonecznie, co zdecydowanie stanowiło odmianę od mgieł, typowych dla okolic Little Hangleton. Las i chatka wyróżniały się kolorami, swoistym chaosem, który paradoksalnie pozostawał przyjemny dla oka. Jak jakiś obraz malowany przez szaleńca zachłysniętego estetyką wiejską.
Kury nie rozbiegły się na widok Othella, a jedynie obdarzyły go spojrzeniem delikatnej dezaprobaty. Mężczyzna ubrany był w długi, czarny płaszcz, który niemal ciągnął się po ziemi. Pod nim miał czarną koszulę, czarny sweter, czarne spodnie, czarne buty, czarne skarpety i, choć nie zamierzał tego eksponować, czarną bieliznę. Dłonie zakrywały czarne, skórzane rękawiczki, a przed słońcem chronił go, jakże by inaczej, czarny melonik.
Żałował, że nie wziął swych czarnych okularów przeciwsłonecznych.
Dom na pierwszy rzut oka nie wyglądał niebezpiecznie. Dopiero, gdy się do niego podchodziło, wydawało się, że okienka spoglądały na niego z podejrzliwością tak jak te przeklęte kury. Othello odwzajemnił spojrzenie. Przez chwilę prowadził z domem swoistą batalię, a po chwili przekroczył jego próg.
Zastał Helloise Rowle na podłodze, obejmującą rude stworzenie. Kobieta opiekowała się lasem, ale czyżby teraz dzika natura postanowiła się zbuntować? Oderwać od swojej opiekunki, przejąć jej dom. A może czyniła to z dziwnej, szalonej troski wobec czarownicy? Może tak okazywała miłość?
– Ona? – uśmiechnął się krzywo. Postanowił nie podważać statusu domu, który nadała mu Helloise. Może chatę opętał jakiś kobiecy duch? – Może być i ona.
Ostrożnie podszedł do stołu. Deski skrzypnęły ostrzegawczo, a z sufitu posypał się kurz. Zdołał jednak postawić na blacie swoją czarną teczkę, w której przyniósł wszelkie akcesoria niezbędne do wywołania ducha.
– Wiesz może, czy ów podskok był reakcją? Na coś z zewnątrz lub wewnątrz? Na jakieś twoje słowa? – zapytał.
Październik zdążył już zaczerwienić liście na drzewach i wzmóc chłodny wiatr. W Dolinie Godryka było jednak słonecznie, co zdecydowanie stanowiło odmianę od mgieł, typowych dla okolic Little Hangleton. Las i chatka wyróżniały się kolorami, swoistym chaosem, który paradoksalnie pozostawał przyjemny dla oka. Jak jakiś obraz malowany przez szaleńca zachłysniętego estetyką wiejską.
Kury nie rozbiegły się na widok Othella, a jedynie obdarzyły go spojrzeniem delikatnej dezaprobaty. Mężczyzna ubrany był w długi, czarny płaszcz, który niemal ciągnął się po ziemi. Pod nim miał czarną koszulę, czarny sweter, czarne spodnie, czarne buty, czarne skarpety i, choć nie zamierzał tego eksponować, czarną bieliznę. Dłonie zakrywały czarne, skórzane rękawiczki, a przed słońcem chronił go, jakże by inaczej, czarny melonik.
Żałował, że nie wziął swych czarnych okularów przeciwsłonecznych.
Dom na pierwszy rzut oka nie wyglądał niebezpiecznie. Dopiero, gdy się do niego podchodziło, wydawało się, że okienka spoglądały na niego z podejrzliwością tak jak te przeklęte kury. Othello odwzajemnił spojrzenie. Przez chwilę prowadził z domem swoistą batalię, a po chwili przekroczył jego próg.
Zastał Helloise Rowle na podłodze, obejmującą rude stworzenie. Kobieta opiekowała się lasem, ale czyżby teraz dzika natura postanowiła się zbuntować? Oderwać od swojej opiekunki, przejąć jej dom. A może czyniła to z dziwnej, szalonej troski wobec czarownicy? Może tak okazywała miłość?
– Ona? – uśmiechnął się krzywo. Postanowił nie podważać statusu domu, który nadała mu Helloise. Może chatę opętał jakiś kobiecy duch? – Może być i ona.
Ostrożnie podszedł do stołu. Deski skrzypnęły ostrzegawczo, a z sufitu posypał się kurz. Zdołał jednak postawić na blacie swoją czarną teczkę, w której przyniósł wszelkie akcesoria niezbędne do wywołania ducha.
– Wiesz może, czy ów podskok był reakcją? Na coś z zewnątrz lub wewnątrz? Na jakieś twoje słowa? – zapytał.
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.