Wczoraj, 23:44 ✶
Uśmiechnął się na jej żart o niedźwiedziu. Uśmiechnął się półgębkiem zupełnie nie będąc świadom, że to nie jest żart a całkiem poważne pytanie, poważnej niewiasty, która - całkiem słusznie - nie zakładała, że niedźwiedź owszem przyszedł sam. Też na niego wołali Sam.
– Sądzę, że ktoś taki jak Ty nie miałby problemu, żeby dogadać się z niedźwiedziem. Przynajmniej w ostatnim czasie nie sprawiało Ci to problemów. – Zasugerował odgarniając zapodziane jasne kosmyki z czoła i również jak ona się czujnie rozglądać, za bezpieczną i sprawną ścieżką. Kilka razy przeskoczył chyżo przed nią i wyciągnął rękę, by pomóc jej dobrze zejść, by zabezpieczyć przed skręceniem kostki, lub zabrudzeniem odzieży. To nie był jego las, ale nadal to był las. Bez trudu by się odnalazł, wytropił powrotną drogę, gdyby trzeba było.
Gdzieś w dali unosił się śmiech, nie… chichot. Zastrzygł uchem, nawet jeśli to było tylko ludzkie. Drażnił go pomrok ograniczający rozeznanie. W normalnych okolicznościach już by przemierzał przestrzeń w formie roślejszej o 300 kilo. Zdawało mu się jednak, że panna Ollivander mimo, że nie mówiła zbyt wiele podczas tej przeprawy, preferowała ludzkiego towarzysza. Choć może to było tylko złudzenie?
Zatrzymali się pod drzewem, które zdało mu się całkiem dobrym punktem orientacyjnym. Z kieszeni wyciągnął różdżkę, gdy obchodził uważnie opisywany przez nią leśny pomnik, nawet jeśli zlepek słów zdał mu się szalenie absurdalny. Mabel pokazywała mu kilka pomników, a jej kot Karl tłumaczył mu ochoczo ich rolę w czarodziejskim społeczeństwie. Sam nie przyznał tego przy córce, ale sam uważał określanie w ten sposób drzew za obrazoburcze. Tymczasem łagodny ruch różdżką, miał wydobyć odzwierzęce zmysły… Wielkie ciemne oczy pozwalające kierować się najmniejszym choćby ruchem i powonienie, och tego potrzebował zdecydowanie bardziej. Zwłaszcza żeby zapamiętać drzewo. Pomnik, jak nazwała je towarzyszka.
– Sądzę, że ktoś taki jak Ty nie miałby problemu, żeby dogadać się z niedźwiedziem. Przynajmniej w ostatnim czasie nie sprawiało Ci to problemów. – Zasugerował odgarniając zapodziane jasne kosmyki z czoła i również jak ona się czujnie rozglądać, za bezpieczną i sprawną ścieżką. Kilka razy przeskoczył chyżo przed nią i wyciągnął rękę, by pomóc jej dobrze zejść, by zabezpieczyć przed skręceniem kostki, lub zabrudzeniem odzieży. To nie był jego las, ale nadal to był las. Bez trudu by się odnalazł, wytropił powrotną drogę, gdyby trzeba było.
Gdzieś w dali unosił się śmiech, nie… chichot. Zastrzygł uchem, nawet jeśli to było tylko ludzkie. Drażnił go pomrok ograniczający rozeznanie. W normalnych okolicznościach już by przemierzał przestrzeń w formie roślejszej o 300 kilo. Zdawało mu się jednak, że panna Ollivander mimo, że nie mówiła zbyt wiele podczas tej przeprawy, preferowała ludzkiego towarzysza. Choć może to było tylko złudzenie?
Zatrzymali się pod drzewem, które zdało mu się całkiem dobrym punktem orientacyjnym. Z kieszeni wyciągnął różdżkę, gdy obchodził uważnie opisywany przez nią leśny pomnik, nawet jeśli zlepek słów zdał mu się szalenie absurdalny. Mabel pokazywała mu kilka pomników, a jej kot Karl tłumaczył mu ochoczo ich rolę w czarodziejskim społeczeństwie. Sam nie przyznał tego przy córce, ale sam uważał określanie w ten sposób drzew za obrazoburcze. Tymczasem łagodny ruch różdżką, miał wydobyć odzwierzęce zmysły… Wielkie ciemne oczy pozwalające kierować się najmniejszym choćby ruchem i powonienie, och tego potrzebował zdecydowanie bardziej. Zwłaszcza żeby zapamiętać drzewo. Pomnik, jak nazwała je towarzyszka.
Transmutacja ◉◉◉◉○, Animagia III, rodowa- Chimera (0) na wyostrzenie zmysłów i przemianę wybranych partii ciała odpowiedzialnych za wzrok i powonienie.
Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana