5 godzin(y) temu ✶
Odys nienawidził siebie za to, że nie zdołał wznieść się ponad własną krew. Nie był lepszy od ojca. Nienawiść okazała się dość silna, aby poruszyć nawet jego — tego samego Odysa, który rozważał każdy krok jak szachista pochylony nad planszą.
Sam fakt zatajenia morderstwa nie budził w nim większych moralnych rozterek. Dysponował wiedzą, wpływami i środkami, jednakże los bywał przewrotny. Gdy zapragnął wykorzystać te umiejętności dla własnej sprawy, właśnie wtedy zawiodły go ukochane uroki. Jaką miał gwarancję, że tego dnia im by się udało?
Milczał przez większość drogi, a kiedy przekroczyli próg Złotego Smoka, powietrze nauzoleum ustąpiło miejsca ciepłu przypraw i gwarowi ludzkiej codzienności. Usiadł ciężko na krześle. Sięgnął po kartę dań. Litery były niezdolne przebić się przez natłok myśli.
— Wezmę to samo, co ty. Skoro od tylu lat wracasz tu z własnej woli, zakładam, że kucharz nie zwykł truć swoich gości — zobaczył zaczerwienione oczy Othella, gdy uniósł spojrzenie. Każdy obcy uznałby, że młodszy brat odzyskał już opanowanie. Twarz pozostawała spokojna, jego postawa nienaganna. Odys znał go zbyt długo, żeby dać się oszukać tej starannie wypolerowanej masce. Powoli odsunął kartę.
— Mauzoleum nie ucieknie. Nie uciekną jego mury, kamienie ani księgi. Nie zniknie również to, co od pokoleń powinno należeć do naszej rodziny, a zamiast tego… pozostawać w rękach jednego pijanego żula z nokturnu.
Sam fakt zatajenia morderstwa nie budził w nim większych moralnych rozterek. Dysponował wiedzą, wpływami i środkami, jednakże los bywał przewrotny. Gdy zapragnął wykorzystać te umiejętności dla własnej sprawy, właśnie wtedy zawiodły go ukochane uroki. Jaką miał gwarancję, że tego dnia im by się udało?
Milczał przez większość drogi, a kiedy przekroczyli próg Złotego Smoka, powietrze nauzoleum ustąpiło miejsca ciepłu przypraw i gwarowi ludzkiej codzienności. Usiadł ciężko na krześle. Sięgnął po kartę dań. Litery były niezdolne przebić się przez natłok myśli.
— Wezmę to samo, co ty. Skoro od tylu lat wracasz tu z własnej woli, zakładam, że kucharz nie zwykł truć swoich gości — zobaczył zaczerwienione oczy Othella, gdy uniósł spojrzenie. Każdy obcy uznałby, że młodszy brat odzyskał już opanowanie. Twarz pozostawała spokojna, jego postawa nienaganna. Odys znał go zbyt długo, żeby dać się oszukać tej starannie wypolerowanej masce. Powoli odsunął kartę.
— Mauzoleum nie ucieknie. Nie uciekną jego mury, kamienie ani księgi. Nie zniknie również to, co od pokoleń powinno należeć do naszej rodziny, a zamiast tego… pozostawać w rękach jednego pijanego żula z nokturnu.
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób