• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Epping Forest [25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima

[25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima
sedulous
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#8
5 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 5 godzin(y) temu przez Septima Ollivander.)  
Nie zaśmiała się, choć chciała, i nawet zdążyła to zaplanować gdzieś w połowie zdania — w głowie zagrało już preludium tego krótkiego, uprzejmego dźwięku, którym kwituje się cudze absurdy, żeby nie robić z siebie marmurowego posągu… ale wyszło z tego tylko raptowne odetchnięcie nosem i coś, co przy dobrym nastroju można było wziąć za rozbawienie, gdyby ktoś tylko patrzył jej wtedy na twarz. Ale robiło się już ciemno i parada cieni mrowiła niespokojnie po jej obliczu. Nic z tego.

Za to rękę podał jej cztery razy. Liczyła, chociaż wcale nie chciała liczyć.
Za pierwszym razem ją zignorowała, bo świetnie poradziła sobie sama. Za drugim przyjęła, bo grunt osunął się jej pod prawym butem i wyboru po prostu nie było (cmoknęła wtedy w eter). Za trzecim przyjęła, chociaż wybór był, i to ją zirytowało bardziej niż samo zejście. Za czwartym wzięła go już bez namysłu i bez dąsów, bo krok wymagał od niej lekkiego podskoku, na który zdecydować się nie potrafiła.

Przy pomniku Samuel wyciągnął różdżkę i to był moment, w którym przestała wyglądać w gęstwinę lasu.
Czternaście cali, może odrobinę mniej. Rękojeść nie miała żadnego wykończenia poza tym, które wyrobiła jej cudza dłoń przez lata. Angielska robota. Drewna nie rozpoznała z odległości czterech kroków, ale miała swoje podejrzenia. Mrugnęła dwa razy i wyszła z tego lubieżnego, rzemieślniczego zapatrzenia jak z zaparowanej łaźni — spóźniona, przyłapana, ze skupionymi oczami akurat tam, gdzie nie powinny były zabłądzić. Nadgarstek. Miała patrzeć na nadgarstek.
— Nieszczęśnik — odpowiedziała za to na tamto jego pytanie, chociaż być może nie oczekiwał odpowiedzi. — Nie wybrał miejsca, w którym łatwo by go znaleziono. Chciał po prostu odejść.
Poprawiła kołnierz cudzego płaszcza, bo ręce ewidentnie chciały coś zagestykulować.

W samą opowieść o narzeczonej nie bardzo wierzyła i nigdy nie potrafiła sobie wyobrazić, żeby ktoś po prostu pragnął wymazać się z egzystencji tylko dlatego, że ktoś przestał go chcieć; miłość romantyczna w jej głowie zawsze była raczej sprawą praktycznie nie miała w sobie ani ciężaru, ani ostrza wystarczających, żeby kogokolwiek tak daleko zaprowadzić. Może zresztą po prostu nie miała czym tego zmierzyć.
Ale w cierpienie duszy wierzyła całkowicie i tego cierpienia właśnie, nieszczęśnikowi jak najbardziej współczuła.
Złapał ją za ramię, a ona nie zapytała o doprecyzowanie. Wyprostowała się, wysunęła pierś do przodu, jakby chciała zająć w tym lesie o pół stopy więcej miejsca niż jej przysługiwało, i skupiona powiodła wzrokiem po runie, powoli i spokojnie, tak jak wodziło się po świeżych deskach ułożonych do wyboru.

Rzucam na percepcję czy aby zobaczę coś w lesie?
Percepcja: ◉◉◉○○

Rzut Z 1d100 - 41
Słaby sukces...


Wyjęła różdżkę, po czym wytężyła wzrok i słuch, aż zaczęło jej dzwonić w uszach od samego wysiłku. Łuna słabej mgły stała między pniami płaskimi pasami i nie ruszała się wcale. Nic. Ani jednego chrupnięcia, ani jednego przesunięcia w runie. Cisza tak gruba, że słyszała własny oddech odbity w skórze płaszcza.
Położyła mu dłoń na barku. Poklepała. Dwa razy, powoli, z łagodną wyrozumiałością, jaką serwuje się dzieciom zlęknionym skrzypnięciem schodów.
— Samuelu — powiedziała ciepło. — To tylko las. Może jakieś rozbudzone wiewiórki.
Zdanie wisiało w powietrzu przez jedną, dwie sekundy, po czym Septima usłyszała je z zewnątrz, uświadamiając sobie z całkowitą jasnością, że właśnie objaśniła istotę lasu człowiekowi, który się w lesie urodził, wychował i najprawdopodobniej przespał w nim więcej nocy niż ona w swoim własnym łóżku.
Cóż. On jej trochę robił to samo.
— Chodźmy po tę sosnę.


Kocham drewno i duże bicepsy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Samuel McGonagall (1179), Septima Ollivander (1965)




Wiadomości w tym wątku
[25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima - przez Septima Ollivander - 25.06.2026, 02:48
RE: [25.10.72] Złota baśń boru - przez Samuel McGonagall - 28.06.2026, 17:31
RE: [25.10.72] Złota baśń boru - przez Septima Ollivander - 08.07.2026, 19:58
RE: [25.10.72] Złota baśń boru - przez Samuel McGonagall - 20.07.2026, 11:37
RE: [25.10.72] Złota baśń boru - przez Septima Ollivander - 11.08.2026, 00:40
RE: [25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima - przez Samuel McGonagall - Wczoraj, 23:44
RE: [25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima - przez Samuel McGonagall - Wczoraj, 23:47
RE: [25.10.72] Złota baśń boru | Samuel i Septima - przez Septima Ollivander - 5 godzin(y) temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa