• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius

[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
15.08.2026, 19:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2026, 19:17 przez Benjy Fenwick.)  
Pokiwałem głową, poprawiając torbę na ramieniu, po czym zrobiłem minę kogoś śmiertelnie zmęczonego życiem, choć tak naprawdę zdawałem sobie sprawę z tego, iż wystarczyło zaledwie kilka minut poza lochami, żebym znowu odzyskał całą energię. Oczywiście, że było ciężko - nie dlatego, że stary Slug wymagał ode mnie jakiejś szczególnej pracy, bo z tym akurat radziłem sobie całkiem nieźle, kiedy już naprawdę musiałem, ale dlatego, że musiałem wykazać się nadzwyczajną cierpliwością, żeby przez tyle czasu siedzieć bez ruchu i słuchać, jak ktoś opowiadał o czymś, co mogło zostać wyjaśnione w trzy minuty. Nie zamierzałem oczywiście wspominać o wszystkich rzeczach, które robiłem, żeby jakoś przetrwać tę lekcję, bo gdybym powiedział Prue na przykład o strzelaniu kulkami w głowy Puchonek, prawdopodobnie uznałaby, że jednak nie powinniśmy używać słowa „dorosły” w kontekście mojego zachowania, a na to nie miałem zamiaru pozwolić. Lepiej było dawkować takie informacje, już zdążyłem się o tym przekonać i w takich kwestiach niewątpliwie wolałem się uczyć na błędach.
- Nawet nie wiesz jak strasznie. - Przyznałem z pełnym przekonaniem, po czym westchnąłem tak ciężko, jakbym właśnie wrócił z pola bitwy, nie z wykładu o ingrediencjach. Właściwie miałem wrażenie, że moje ciało jeszcze nie zdążyło przyzwyczaić się do faktu, że znowu mogłem się ruszać bez pozwolenia i nie musiałem patrzeć, jak ktoś mieszał coś w kociołku. Z jednej strony doskonale wiedziałem, że przecież jedynym zagrożeniem, z którym musiałem się mierzyć, był profesor Slughorn i jego niekończące się opowieści, z drugiej strony musiałem jednak przyznać sam przed sobą, bardzo poważnie, że rzeczywiście zacząłem już uważać samo opuszczenie sali za pewien rodzaj zwycięstwa, szczególnie po tym, jak przez ostatnią część lekcji miałem wrażenie, że czas zatrzymał się specjalnie tylko po to, żeby mnie dobić. - Slughorn mówił chyba przez trzy godziny. Gdyby jeszcze coś z tego wynikało, ale on po prostu mówił. I mówił. I potem znowu mówił. Jeszcze chwila i zacząłbym liczyć, ile razy powtórzył to samo słowo. Nie wiem, jak oni wytrzymują takie rzeczy. - Przez „oni” miałem - oczywiście - na myśli innych starych ludzi spotykających się, aby jeszcze bardziej analizować podobne tematy, i w dodatku czerpiących z tego coś na kształt prawdziwej satysfakcji. Prawda była taka, że ja sam przez ostatnie dwadzieścia minut walczyłem naprawdę dzielnie, głównie z potrzebą ucieczki, ale nie zamierzałem psuć sobie reputacji, więc tylko wstrząsnąłem ramionami i zerknąłem jeszcze raz w stronę zamkniętych już drzwi sali, robiąc to zaledwie kącikiem oka, bardzo ostrożnie, jakbym spodziewał się, że profesor wyjdzie za mną i spróbuje dokończyć swoją opowieść na korytarzu. Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze, więc szybko odwróciłem wzrok. Nawet wyłapałem moment, w którym mówił o tym samym składniku drugi raz, tylko innymi słowami… Ma-sak-ra.
- Wcale nie chodzę naokoło. - Zaprotestowałem odruchowo, słysząc ten zarzut, po czym po krótkim namyśle dodałem. - Dobra, czasami chodzę. Ale to dlatego, że po drodze można znaleźć ciekawe rzeczy. Nie przez to, że nie mam nic innego do roboty. - Podkreśliłem. Nie zamierzałem przyznawać jej racji w kwestii tego, że moje dojście z sali eliksirów do wieży Gryffindoru mogło być bardziej skomplikowane niż powinno, bo przecież gdybym chciał iść najkrótszą drogą, to umiałbym iść najkrótszą drogą, sęk w tym, że najkrótsza droga była zazwyczaj również najnudniejsza, a ja nie widziałem żadnego powodu, żeby dobrowolnie wybierać nudę, skoro alternatywnie można było wejść na schody, których wcześniej się nie widziało, przejechać na nich na jakieś piętro, sprawdzić, dokąd prowadził losowy korytarz, po prostu iść przed siebie i skręcać tam, gdzie akurat niosły nogi.
- Wiedziałem. - Oświadczyłem z pełnym przekonaniem, słysząc poprawione stwierdzenie. - Zawsze wiedziałem, że ktoś to kiedyś doceni. - Wyprostowałem się odrobinę, a na mojej twarzy pojawił się ten rodzaj uśmiechu, który zwykle oznaczał, że właśnie znalazłem sobie nowy powód do przechwałek. „Pionier”… To słowo bardzo mi się spodobało, odpowiadało mi dużo bardziej niż „nierozsądny”, „lekkomyślny” albo wszystkie inne określenia, którymi dorośli próbowali opisywać rzeczy, które uważałem za interesujące - „pionier” brzmiał lepiej niż „głuptas”, nawet jeśli w praktyce oba określenia mogły czasem dotyczyć dokładnie tego samego zachowania - najważniejsze było jednak to, że Prue powiedziała to zupełnie poważnie, nie śmiała się ze mnie, tylko naprawdę tak uważała, a skoro tak uważała, to nie widziałem powodu, żeby jej zaprzeczać.
- Nie musisz przygotowywać wszystkiego. - Przytaknąłem, zerkając ponownie w kierunku torby, którą trzymała i zaczynając zastanawiać się, czy powinienem zaproponować, że uniosę ciężar znajdującej się tam wiedzy. Co prawda, nie wiedziałem jeszcze, gdzie dokładnie mieliśmy iść ani jak miał wyglądać pierwszy test, ale skoro poświęciła czas na przygotowania, a ja miałem być pionierem całego przedsięwzięcia, nie zamierzałem jej teraz rozczarować. - Wystarczy, że przygotowałaś to, co najważniejsze. Ja zajmę się resztą. - To „zajmę się resztą” zabrzmiało w mojej głowie bardzo, bardzo dobrze, wyjątkowo dojrzale i dorośle, chociaż sam jeszcze nie wiedziałem, co dokładnie miała oznaczać ta część eksperymentu. W gruncie rzeczy nie wiedziałem nawet, jak Sunny zamierzała sprawić, żebym zaczął spadać, ale przecież szczegóły można było ustalić później, najważniejsze było to, że wreszcie mieliśmy zrobić coś ciekawego. No…
Potem zajrzałem do jej torby i przez kilka sekund patrzyłem na książki, które właśnie mi pokazała - jedna, druga, trzecia, jeszcze jakaś większa, grubsza i wyglądająca tak, jakby mogła ważyć więcej ode mnie - zmarszczyłem nos, spoglądając tak na nie przez chwilę w absolutnym milczeniu, próbując znaleźć w sobie entuzjazm, który mógłbym jakoś uczciwie okazać - nie znalazłem go - książki były w końcu taaakie interesujące, naprawdę, zwłaszcza po całym dniu lekcji… Moja twarz chyba powiedziała za mnie wszystko, gdyż odruchowo spojrzałem na Prue, wzdychając bezgłośnie z miną człowieka, który właśnie odkrył, że pod koniec wycieczki do parku rozrywki czeka go jeszcze napisanie sprawozdania na osiem stron z analizą punktową całej zabawy. Rozjaśniłem się ponownie dopiero na wspomnienie poduszki z nietoperzem, nachylając się jeszcze bardziej, aby zobaczyć, co dokładnie przyniosła.
- A masz też kontrzaklęcie? Takie, żeby mnie rozkleić? Bo jak nie masz, to nie wiem, czy byś chciała… - To było ważne, bardzo ważne, mogłem spadać z mostu, mogłem sprawdzać wiatr, mogłem nawet pozwolić Prue liczyć, mierzyć i zapisywać wszystkie możliwe wyniki, ale wizja tego, że ktoś odbierze mi możliwość skomentowania własnego eksperymentu już po fakcie, wydawała mi się jednak pewną przesadą. Z drugiej strony… Zastanowiłem się przez moment, po czym dodałem już trochę mniej nieprzejednanie. - Chociaż jeżeli to ma być eksperyment, to chyba powinniśmy sprawdzić wszystko. - Szczerze mówiąc, nawet z tą konkretną niewiadomą, nie mogłem sobie wyobrazić lepszego sposobu na spędzenie popołudnia. Co prawda nadal nie miałem pojęcia, dokąd właściwie chciała mnie zabrać, ale zaczynało mnie to coraz bardziej interesować, więc tym bardziej nie zamierzałem przejmować się rzeczami, które mogły pójść nie tak. Jedna rzecz była dla mnie pewna - skoro poświęciła pół dnia na czekanie pod salą eliksirów, a do tego przyniosła ze sobą torbę wyglądającą tak, jakby zamierzała otworzyć w lochach filię biblioteki, to najwyraźniej traktowała całą sprawę znacznie poważniej niż ja. Dobrowolnie była w najnudniejszym miejscu w całym zamku, z którego wzięła ciężkie tomiszcza, tylko po to, żeby przygotować coś od a do z, nie zamierzałem więc pozwolić, żeby cały ten wysiłek poszedł na marne, szczególnie że właśnie nazwała mnie pionierem. Nie mogłem przecież zawieść takiego tytułu. Nie przyszło mi do głowy, że między „chcę zobaczyć” a rzeczywistym sprawdzeniem tego pomysłu mogła być całkiem spora różnica, na razie byłem po prostu zachwycony, że Pruey rzeczywiście chciała to zrobić razem ze mną, a skoro przygotowała nawet poduszkę, to przecież musiała wiedzieć, co robiła, przynajmniej tak sobie to tłumaczyłem, patrząc na nią z wyraźną chęcią udziału w przedsięwzięciu, które nam zaplanowała.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3771), Prudence Fenwick (2311)




Wiadomości w tym wątku
[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 11.08.2026, 10:07
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 11.08.2026, 12:53
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 11.08.2026, 19:48
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 12.08.2026, 14:51
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 13.08.2026, 06:45
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 15.08.2026, 19:13
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 23.08.2026, 21:07
RE: [1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 24.08.2026, 13:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa