16.08.2026, 22:02 ✶
Porządkowanie myśli nigdy nie było czymś, czego Helloise szukała w tworzeniu. Nie porządkowała niczego, oddawała światu swoje pomysły takimi, jakimi rodziły się w jej głowie; możliwie wiernymi, intuicyjnymi, nie analitycznymi. Odnajdywała w sztuce inny rodzaj wytchnienia dla swojej głowy. Hipnotyczne, doskonale wyuczone ruchy, głębokie skupienie na dziele trzymanym w rękach: pomagało jej to odsunąć nadmiar myśli. Gdy tworzyła, wpadała w trans. Zawartość umysłu zostawała po drugiej stronie dzieła, za grubą zasłoną. Helloise wiedziała, że złe myśli wciąż są tam, lecz gdy rzeźbiła i obmyślała nowe projekty, traciła zmartwienia z oczu na długie godziny. Było to jedyne, co oferowało jej stan uniesienia podobny opium.
— Teraz jestem ciekawa galerii wszystkich twoich myśli. Czy mogę ci na razie te trzy ukraść? Chciałabym to komuś pokazać. — Helloise przekrzywiła lekko głowę, mętnym wzrokiem pod innym kątem spoglądając na rysunek drzewa, jakby coś nowego na dwuwymiarowej kartce miała w ten sposób odkryć. I odkryła: — To krajobraz Snowdonii, nie Kniei — powiedziała powoli, po czym podniosła na Guinevere wzrok. Sprawiała wrażenie zirytowanej tą rewelacją.
Sądziła dotychczas, że być może agresja widm przebudziła jakiś byt w Dolinie: coś, co albo zawsze w chacie było, albo przypełzło do niej teraz, aby szukać schronienia przed potworami zakłócającymi spokój. Jednak gdy Helloise wpatrywała się w szkic Ginny, pojawiły się przed nią nie dąbrowy, gdzie spędziła ostatnie lata, lecz wspomnienia czasów na długo przed tym, jak zamieszkała w chacie na kurzej stopie. Helloise odkryła, że to ziemie ojca powinna winić. Albo Rowle sama tę pradawną siłę przyprowadziła za sobą z domu rodzinnego, albo ktoś z rodziny, kto ją odwiedzał.
Drzewo znajdowało się wśród smoczych gór — była tego niemal pewna.
Możliwość pozostania w chacie była w tym czasie dla Helloise ważniejsza jeszcze niż kiedykolwiek, ponieważ opuszczając chatę, opuszczałaby i okolice lasu. Nie miała w Dolinie innego miejsca; musiałaby wracać do Walii. Mawiali, że co z oczu, to z serca. Czarownica obawiała się, że jeśli Knieję opuści, jej przywiązanie do lasu zacznie stopniowo rozluźniać się i — jak wielu innym — Helloise przestanie na rozwiązaniu sprawy zależeć. Życie w sąsiedztwie widm obciążało jej nerwy, lecz jednocześnie utrzymywało ją zaangażowaną w problem z niezmienną żarliwością.
Gdy padło zapewnienie o tym, że wróżby nie sprowadzają nieszczęścia, czarownica wcale nie wydawała się przekonana. W milczeniu piła swoje zioła, namyślając się nad tym chwilę, po czym raz jeszcze rzuciła okiem na rysunki.
— Obyś się nie myliła. Powiedziałaś, że nie powinno móc również wyczuć spojrzenia w kulę, a jednak… — Być może przez to, że brakowało jej zrozumienia teoretycznych podstaw wróżbiarstwa i widzenia, Helloise z większą swobodą wyobrażała sobie, w jaki sposób Byt mógłby odegrać się na Guinevere.
— Teraz jestem ciekawa galerii wszystkich twoich myśli. Czy mogę ci na razie te trzy ukraść? Chciałabym to komuś pokazać. — Helloise przekrzywiła lekko głowę, mętnym wzrokiem pod innym kątem spoglądając na rysunek drzewa, jakby coś nowego na dwuwymiarowej kartce miała w ten sposób odkryć. I odkryła: — To krajobraz Snowdonii, nie Kniei — powiedziała powoli, po czym podniosła na Guinevere wzrok. Sprawiała wrażenie zirytowanej tą rewelacją.
Sądziła dotychczas, że być może agresja widm przebudziła jakiś byt w Dolinie: coś, co albo zawsze w chacie było, albo przypełzło do niej teraz, aby szukać schronienia przed potworami zakłócającymi spokój. Jednak gdy Helloise wpatrywała się w szkic Ginny, pojawiły się przed nią nie dąbrowy, gdzie spędziła ostatnie lata, lecz wspomnienia czasów na długo przed tym, jak zamieszkała w chacie na kurzej stopie. Helloise odkryła, że to ziemie ojca powinna winić. Albo Rowle sama tę pradawną siłę przyprowadziła za sobą z domu rodzinnego, albo ktoś z rodziny, kto ją odwiedzał.
Drzewo znajdowało się wśród smoczych gór — była tego niemal pewna.
Możliwość pozostania w chacie była w tym czasie dla Helloise ważniejsza jeszcze niż kiedykolwiek, ponieważ opuszczając chatę, opuszczałaby i okolice lasu. Nie miała w Dolinie innego miejsca; musiałaby wracać do Walii. Mawiali, że co z oczu, to z serca. Czarownica obawiała się, że jeśli Knieję opuści, jej przywiązanie do lasu zacznie stopniowo rozluźniać się i — jak wielu innym — Helloise przestanie na rozwiązaniu sprawy zależeć. Życie w sąsiedztwie widm obciążało jej nerwy, lecz jednocześnie utrzymywało ją zaangażowaną w problem z niezmienną żarliwością.
Gdy padło zapewnienie o tym, że wróżby nie sprowadzają nieszczęścia, czarownica wcale nie wydawała się przekonana. W milczeniu piła swoje zioła, namyślając się nad tym chwilę, po czym raz jeszcze rzuciła okiem na rysunki.
— Obyś się nie myliła. Powiedziałaś, że nie powinno móc również wyczuć spojrzenia w kulę, a jednak… — Być może przez to, że brakowało jej zrozumienia teoretycznych podstaw wróżbiarstwa i widzenia, Helloise z większą swobodą wyobrażała sobie, w jaki sposób Byt mógłby odegrać się na Guinevere.
dotknij trawy