Na widok znajomej twarzy odrobinę się uspokoiła. Czuła, jak znika to całe drżenie ciała, ręce przerywają nerwowe ściskanie różdżki i odrobinę uspokaja się, pędzące szalenie serce. Uśmiechnęła się niemrawo, ale uśmiechnęła szczerze, a tych właśnie uśmiechów rzadko kiedy i mało kto ze strony Rookwood uświadczył. Nie potrafiła jednak rozluźnić się w stu procentach, być może gdyby spotkała kogoś, kto nie wygląda jak dziwaczna mieszanka jaszczurki i człowieka, byłoby inaczej. Darzyła jednak Leviathana odrobiną sympatii, nawet jeśli trochę ją przerażał.
— Levi — rzuciła, mocno skracając jego imię. Być może pozwalała sobie na zbyt wiele, ale rzadko kiedy obchodziły ją konwenanse, w najgorszym przypadku, on, mógłby zgłosić to do jej ojca, że się z nim spoufala, a nie powinna, i że ma tutpet, a nie powinna. Ale szczerze, wyjątkowo irytowały ja te wiecznie wymuszone grzeczności. Pochodzili z rodzin z tego samego poziomu, więc o ile rozumiała, że jakaś szlama powinna nazywać ją Panią (chociaż najlepiej żeby wcale się do niej nie odzywała), to w towarzystwie czarodziejów czystej krwi tego nie potrzebowała. No i żadna z niej była Pani, dalej nie miała męża i żadnego kawalera chętnego na związek małżeński na swym horyzoncie nie widziała.
— Powiem szczerze, że też nie sądziłam, ale jestem. — wzruszyła ramionami. — Ale ja widzę w tej sytuacji również plusy. Możesz na przykład dowoli nadużywać swej władzy, płynącej z niebycia stażystą i nikt Ci się nie sprzeciwi, a biedna Ja, Merlinowi ducha winna stażystka, będę musiała robić wszystko co mi tylko każesz. — mruknęła z przekąsem, unosząc jedna z brwi do góry.
Nie znała go zbyt dobrze i w Edith oczach, Rowle był jednym z tych wycofanych, czystokrwistych czarodziejów, którym trochę brakowało charakteru. Ulepiony z tej samej gliny i wypełniony tymi samymi myślami, co inni panowie w tym samym wieku. Oczywiście, nie wiedziała co tak naprawdę za tym gadzim spojrzeniem i spokojnym usposobieniem się tli, nie liczyła jednak na fajerwerki, bo rzadko kiedy ich w swym życiu uświadczyła, a już szczególnie ze strony podobnym mu mężczyzn. A szkoda. Brakowało jej przecież prawdziwych emocji w codziennym byciu, może dlatego tak chętnie sięgała do ludzkich umysłów, by móc poczuć to co i oni czuli?

torment me. IN DETAIL.