17.08.2026, 19:08 ✶
Gustaw uniósł wzrok znad dokumentów, które od dobrych kilku minut pozostawały otwarte na tej samej stronie. Przedział pogrążony był w absolutnej ciemności. Żaluzje opuszczono szczelnie, a ciężkie kotary dopełniały dzieła, odcinając wnętrze od ostatnich, niepożądanych resztek światła, które mogłyby przecisnąć się przez najmniejszą nawet szczelinę. Dla zwyczajnego czarodzieja byłoby to pomieszczenie zupełnie pozbawione kształtów, gdzie własna dłoń przed twarzą pozostawałaby jedynie domysłem. Dla mecenasa ciemność nie stanowiła jednak żadnej niedogodności.
Siedział na skraju koi z jedną nogą skrzyżowaną na drugiej. Kiedy Robert otworzył drzwi, do przedziału wpadł chłodniejszy powiew korytarza, przynosząc ze sobą zapach ciepła skóry, zapachu.
Croucha.
Wampir podniósł głowę.
— To dobrze. Młodzi powinni odpoczywać, kiedy los łaskawie daje im ku temu sposobność. Ach — słowo zabrzmiało miękko z rozbawieniem. Gustaw pozwolił sobie na krótką przerwę w mowie, podczas której jego spojrzenie zatrzymało się na Robercie odrobinę dłużej. Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, jak dobrze Crouch prezentował się wsparty o framugę. Delacour uświadomił sobie, że przyglądał mu się zbyt długo. — Proszę wejść, niechże pan nie stoi w progu. Lozanna nie jest przecież zwyczajną podróżą. Gdyby chodziło wyłącznie o kilka podpisów, dokumentów i uprzejmych ukłonów, nie fatygowalibyśmy się aż do Szwajcarii w tak znamienitym towarzystwie — pozwolił sobie na uśmiech. — A pan wygląda jakby również przydało się panu kilka godzin odpoczynku.
W jasnych oczach zabłyszczała serdeczna troska istoty, która nie zamierzała udawać, że nie dostrzegała cudzego zmęczenia.
— W istocie, chociaż podejrzewam, że w pańskim przypadku powodów jest więcej niż jeden, prawda?
Siedział na skraju koi z jedną nogą skrzyżowaną na drugiej. Kiedy Robert otworzył drzwi, do przedziału wpadł chłodniejszy powiew korytarza, przynosząc ze sobą zapach ciepła skóry, zapachu.
Croucha.
Wampir podniósł głowę.
— To dobrze. Młodzi powinni odpoczywać, kiedy los łaskawie daje im ku temu sposobność. Ach — słowo zabrzmiało miękko z rozbawieniem. Gustaw pozwolił sobie na krótką przerwę w mowie, podczas której jego spojrzenie zatrzymało się na Robercie odrobinę dłużej. Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, jak dobrze Crouch prezentował się wsparty o framugę. Delacour uświadomił sobie, że przyglądał mu się zbyt długo. — Proszę wejść, niechże pan nie stoi w progu. Lozanna nie jest przecież zwyczajną podróżą. Gdyby chodziło wyłącznie o kilka podpisów, dokumentów i uprzejmych ukłonów, nie fatygowalibyśmy się aż do Szwajcarii w tak znamienitym towarzystwie — pozwolił sobie na uśmiech. — A pan wygląda jakby również przydało się panu kilka godzin odpoczynku.
W jasnych oczach zabłyszczała serdeczna troska istoty, która nie zamierzała udawać, że nie dostrzegała cudzego zmęczenia.
— W istocie, chociaż podejrzewam, że w pańskim przypadku powodów jest więcej niż jeden, prawda?
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw