• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [01.10.72] Where the wild roses grow | Edith, Gareth

[01.10.72] Where the wild roses grow | Edith, Gareth
duch puszczy
Angel pen ffordd, diawl pen tân
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
uzdrowiciel
Ma bladą, niepokochaną przez słońce, za to gęsto obsypaną piegami, cerę. Oczy jasne, zielonoszare, osadzone głęboko pod ciężkim łukiem brwiowym, przez co nawet neutralne spojrzenie wygląda na foch i pretensję. Miękczą je jedynie rzęsy, gęste i dłuższe niż wypadałoby chłopu tej postury. Nos długi, ze śladem po dawnym złamaniu, którego nikt mu porządnie nie nastawił. Zarost zazwyczaj nosi krótki i nierówny, goli się na specjalne okazje. Włosy sięgają obojczyków, falują nieprzewidywalnie i wiecznie wchodzą w twarz; związuje je do pracy i w pogodę, która ciska w usta więcej niż dziesięć przekleństw na minutę. Jest szeroki w barach i mierzy ponad sześć stóp wzrostu. Buciory, których nie zdejmuje właściwie nigdy, dokładają mu nie tylko parę cali, ale i za dużo hałasu, bo słychać go w korytarzu na długo, zanim się pojawi. Chodzi ciężko i pewnie, z lekkim przechyłem na prawą stronę, pamiątką po czymś, o czym nie opowiada.

Gareth Rowle
#4
17.08.2026, 18:35  ✶  
Sześć lat wcześniej, pod Llyn Llydaw, całe gniazdo zamilkło na dwa tygodnie — nie skowyt, albo ryk, tylko cisza, którą obsypano zbocze jak wapnem sypanym na padlinę. Ludzie z rezerwatu obstawiali kłusowników; on obstawiał zarazę i przegrał czternaście galeonów, bo w szczelinie pod skałą siedziało coś, czego smoki nie chciały nawet ruszyć. Wykurzyli to po miesiącu. Do dziś nie wiedział, jakie monstrum miał wtedy w kleszczach, bo pamiętał tylko wagę, ciepło i to, że materia poddawała się pod naciskiem jak przetrawione mięso. Nauczył się wtedy jednej ważnej rzeczy — cisza nie była brakiem hałasu. Cisza to organizm, który wkroczył na miejsce hałasu. I zaczął go trawić.

Biała smuga przyszła z innej strony.
Usłyszał ją, zanim zobaczył — srebro o srebro, cichy brzęk bransolet przy każdym ruchu ramion. Pierwszy porządny dźwięk odkąd się tu pojawił; w ogrodzie, w którym nie odezwał się ani jeden kos, ktoś chodził obwieszony dzwoneczkami i nic go nie zjadło. Nie odwrócił głowy od razu, bo od razu odwracają ją ludzie albo przestraszeni, albo ci zbyt dobrze wychowani, a on przecież nie należał do żadnej z tych grup. Chociaż na wychowanego czasem jednak pozował.

Potem ujrzał sylwetkę w czerni; dobre cięcie, dobry materiał. Twarz do połowy schowana w kołnierz, blada tak, że nie miała już czym zblednąć — cera jak wnętrze muszli, bez piega, bez rumieńca, bez jednego naczynka wybroczonego pod skórą. Oczy niebiesko-zielone, przydymione czymś ciemnym i rozmazanym niedbale. Neutralne, choć przez ułamek sekundy nieneutralne, i to zapamiętał. Pachniała świeżym praniem i owocami, a pod tym papierosem, i przez trzy oddechy była jedyną rzeczą w promieniu stu jardów, która pachniała jak coś, co jeszcze się nie rozkłada.
Chyba znał tę twarz. Dwa szybkie spojrzenia w bok mu przypommiały — Rookwood.
— Nie przeszkadza pani — powiedział głośno i chropawo, bo whisky i tytoń ewidentnie wypaliły mu fałdy głosowe.
Edith, przypomniał sobie sekundę później  Nazwiska nie dodał, nie kiedy oficjalnie sobie przedstawieni nigdy nie byli.
Wyciągnął różdżkę z rękawa i podał ogień jednym drgnieniem kciuka na drzewcu; płomień wyszedł o połowę większy, niż powinien, jak zwykle u niego — uzdrowicielskiej subtelności wyuczył się w opuszkach, wszystkiego innego nie. Osłonił go dłonią, chociaż nie było czego osłaniać. Potem srebrna papierośnica z czyimiś inicjałami, zatartymi jego własnym kciukiem do gładkości blizny, i drugi papieros, i mur pod plecami, chłodny przez płaszcz aż po łopatki.
Zdanie zostało nieskończone. Ogrody z jednej strony, a z drugiej to coś — miał się domyśleć i domyśleć się może i mógł, ale z tego by żadnej konwersacji nie było.
— To coś… czyli co? — zapytał z niewinnym uśmiechem na wargach.
Zaciągnął się, a papierosowa trucizna szła mu do gardła cierpko i znajomo, osiadała na podniebieniu tym samym nalotem co zawsze.
— Wykop na prawie dwie stopy. Niezły potworek.
Kciuk odruchowo poszedł do kieszeni, gdzie leżał płaski ołówek ciesielski, zabrany z deski przy wejściu, bo tam leżał, w jego oczach niczyj i niepotrzebny. Nie nazywał tego kradzieżą, nie nazywał tego nawet ubytkiem; myśl, która stała za tym gestem, ważyła w nim tyle co strząśnięty popiół i właśnie dlatego nie zamierzał wypuszczać jej na powietrze. Miał ją w sobie od jakichś dwudziestu lat, wyhodowaną przy tym samym stole, przy którym wyhodowano mu nazwisko, i wiedział, ile taka myśl kosztuje, kiedy się ją mówi obcej kobiecie przy murze.
— W tym wszystkim ciekawi jedna rzecz. — Postukał końcem papierosa o blachę; odpowiedziała głucho, wypchana z tyłu czymś miękkim. — Dzieje się tu coś — zaciągnął się —niecodziennego. Wie Pani co i dlaczego? Ministerstwo z pewnością wie.
A Ministerstwem jesteś ty mógłby dodać, ale przecież wcale nie musiał.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edith Rookwood (2171), Gareth Rowle (2828), Pan Losu (175)




Wiadomości w tym wątku
[01.10.72] Where the wild roses grow | Edith, Gareth - przez Gareth Rowle - 09.08.2026, 19:47
RE: [01.10.72] Where the wild roses grow - przez Pan Losu - 09.08.2026, 19:47
RE: [01.10.72] Where the wild roses grow - przez Edith Rookwood - 10.08.2026, 16:46
RE: [01.10.72] Where the wild roses grow - przez Gareth Rowle - 17.08.2026, 18:35
RE: [01.10.72] Where the wild roses grow - przez Edith Rookwood - 17.08.2026, 20:13
RE: [01.10.72] Where the wild roses grow - przez Gareth Rowle - 20.08.2026, 00:24
RE: [01.10.72] Where the wild roses grow - przez Edith Rookwood - 20.08.2026, 21:58
RE: [01.10.72] Where the wild roses grow - przez Gareth Rowle - 26.08.2026, 00:15
RE: [01.10.72] Where the wild roses grow - przez Edith Rookwood - 28.08.2026, 17:34
RE: [01.10.72] Where the wild roses grow | Edith, Gareth - przez Gareth Rowle - 07.09.2026, 21:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa