– Jedyne co w ogóle napisali to ten gówniany „wywiad” z Laurentem, przez który było tyle problemów. Nie wiem tylko ilu czarodziejów wzięło to na poważnie, a ilu już dawno zapomniało, że w ogóle cokolwiek takiego zostało napisane – burknęła niepocieszona, bo chyba oboje doskonale pamiętali, jak to się w ogóle skończyło. Ludzie mogli to pominąć, tym bardziej, że było tam większe „mięso”. Zresztą minęły trzy miesiące, a w obliczu braku dalszych wzmianek – łatwo można było to po prostu zapomnieć.
– Byłam z nimi raz na jednej akcji – powiedziała powoli, mrużąc przy tym oczy, bo właśnie cofała się pamięcią kilka miesięcy wstecz. To była jej pierwsza styczność z Heather i Victoria zaklasyfikowała ją wtedy jako… entuzjastyczną. Z tego co kojarzyła, to pracowała w brygadzie od niedawna, to i może jeszcze jej zapał nie został wtedy stępiony. – Nie pamiętam już w sumie jak się do niej zwracała – być może nie zwróciła na to uwagi, albo była zbyt zajęta pracą, albo uznała, że to ich sprawa, albo się tak do niej nie zwracał – nie pamiętała. Oprócz tego była jeszcze z Wood na początku Spalonej Nocy, gdy łapały jednego świra… – Ale mamo w burdelu? No… Nie powiem, ciekawy dobór słownictwa – stwierdziła z kamienną twarzą, po czym westchnęła. Victoria sobie nie wyobrażała przyjść do pracy i do swojej partnerki wyższej stażem i stanowiskiem mówić „mamo”, no ale… Brenne pewnie to nie przeszkadzało, znając ją. Rzeczywiście ilość przekleństw na metr kwadratowy jakby wzrosła w ciągu dziesięciu sekund, ale Lestrange porzuciła ostatecznie ten temat, widząc, że Atreus naprawdę jest cięty na Heather.
Wzruszyła ramionami z miną, jakby chciała powiedzieć, że pewnie tak to się właśnie skończy – powinno im wystarczyć kilka godzin, możliwie do rana, nie przewidywała, że ludzie będą chcieli szturmować na Polanę Ognisk przez kilkanaście godzin, bo to mimo wszystko było wyczerpujące, tym bardziej, że Ministerstwo nie zamierzało być bierne, a do tego wszystkiego w równaniu były widma i… Całe Samhain, którego Victoria trochę się bała. Tego, jak może to wpłynąć na nią i Atreusa.
– Tak, medyk na miejscu… A kolory, to może zaproponować coś takiego: czerwony na widma, niebieski na potrzebną pomoc, zielony na cywila w lesie, ale bez innych niebezpieczeństw… – chodziło o to, żeby kolory były widoczne i jednocześnie różniły się od siebie znacznie. – Czysto teoretycznie świstokliki można chyba zablokować, podobnie jak teleportację? Ale to fakt, że w razie niebezpieczeństwa mogą być pewniejsze niż teleportowanie się ze środka walki i ryzykowanie rozszczepieniem – a Atreus coś o tym już chyba wiedział… – Tak, plan jest niezbędny – zgodziła się i kiwnęła głową.
Pokręcili się tutaj jeszcze przez chwilę, a gdy uznali, że to już wszystko, co można wymyślić, wrócili do Biura, gdzie spisali raport, który wręczyli Harper Moody.