• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?

[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?
sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#3
17.08.2026, 23:01  ✶  
Najpierw wrócił dźwięk i to tylko do jednego ucha, bo drugie zatkało się czymś gęstym, a przez tę tajemniczą zatyczkę miasto brzmiało tępo jak zza ściany rodzinnego warsztatu. Stłumione i obce. Potem odkryła żelazo na języku. Potem rozmazany bruk, który przez cały ten czas życzliwie trzymał jej rozłupaną skroń. Twardy, nierówny i wyszczerbiony jak stary kamień probierczy, a ona leżała na nim policzkiem i przez chwilę nie miała pojęcia, czy przywierając do niego posiadała jeszcze własne ciało.
Uniosła głowę i świat przechylił się bezwzględnie o pół cala w bok. Chciało jej się wymiotować, ale umysł jeszcze nie zdążył tego zakomunikować. Więc po prostu mrugnęła, a sadza chrupnęła jej pod powieką.
Kucająca przy niej kobieta mówiła do niej i słowa docierały spóźnione o pół taktu, osobno od ruchu ust, niczym źle zestrojony obraz z dźwiękiem. Tą kobietą była sama Victoria Lestrange, o której świat dowiadywał się z pierwszych stron gazet. Septima pamiętała ją również ze szkoły, tyle że w takim momencie każda twarz byłaby dla niej obliczem bezimiennego. Oprócz twarzy jej własnego ojca, o którym jaźń zaczynała sobie przypominać.
— Nie w głowę — odpowiedziała bełkotliwie — w bark…a może głowę bardziej…
Nie było w tym ani przekory, ani wdzięczności, po prostu chłodna kalkulacja mózgu, który nie spodziewał się prawego sierpowego od kamiennej posadzki. Sięgnęła wolną ręką w bok, macając bruk wokół siebie, i macała długo, coraz szerzej, bo różdżki nie było tam, gdzie powinna być, a różdżkarka bez różdżki na płonącej ulicy to nieśmieszny żart, którego nikt nie odważy się dokończyć. Znalazła za to rozprutą torbę i sproszkowany korzeń wilczej jagody, który wysypał się na kamienie i wsiąkał teraz w ciemną ciecz rozlaną nieopodal. Łzy albo krew. A może ktoś się zesikał.
— Co się dzieje?
Nie musiała się rozglądać, nie musiała się wsłuchiwać. Nie miała do czynienia z żadną katastrofą naturalną, ani z nieszczęśliwym wypadkiem. Gdy dym wcierał się w jej płuca, coś w niej przytomniało powoli; rozedrgana jak osika ręka powędrowała do wnętrza płaszcza — różdżka była na miejscu.
— Zaraz wstanę — oznajmiła, bardziej sobie niż komukolwiek, i podciągnęła się na łokciu.
Prawa noga posłuchała. Lewa nie odpowiedziała wcale, jakby ktoś przeciął jej cięgno gdzieś wysoko, przy samym biodrze, i przez jedno długie uderzenie serca Septima myślała tylko o tym jak dużym ciężarem właśnie się stała. Może to był tylko skurcz? Nie chciała jeszcze patrzeć.
— Jesteś aurorem — charknęła, próbując złapać stabilniejszy oddech — była pani na pokątnej? Muszę na pokątną, muszę do ojca.
Gdy chybocząca prostowała się na nogach, złapała błagalnie Victorię za rękaw, tak jak dziecko łapało matkę w tłoku na hucznym jarmarku. Nie za dłoń, bo dłoń można było zbyt łatwo wypuścić, tylko za mankiet, za sam brzeg materiału, bo trzymało się go tak długo, aż zostawały w palcach cztery zgniecione fałdy i pretensja w cudzych oczach.
Nad dachami niebo miało kolor rozgrzanego do czerwoności paleniska.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Septima Ollivander (1639), Victoria Lestrange (1713)




Wiadomości w tym wątku
[08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 08.08.2026, 21:28
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Victoria Lestrange - 12.08.2026, 12:18
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 17.08.2026, 23:01
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Victoria Lestrange - 19.08.2026, 16:48
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Septima Ollivander - 26.08.2026, 02:32
RE: [08.9.72] Kiedy znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie? - przez Victoria Lestrange - 31.08.2026, 00:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa