18.08.2026, 12:22 ✶
O przynależność do struktur policyjnych pytała z pewnym przekornym rozbawieniem. Tak czy inaczej jego słów nie zamierzała brać za pewnik. Mógł kłamać, mógł być kimkolwiek. Jednocześnie zdawał się zupełnie niezainteresowany wzbudzeniem w niej sympatii czy zaufania, więc nie było przestrzeni na podstęp, którym by kobietę można było wykorzystać.
Duch mężczyzny przed nią zdawał się zainteresowany wyłącznie swoimi sprawami, do których jej, postronnej, dostępu nie dawał. Zainteresowanie Helloise takimi milczącymi, kamiennymi monumentami, było ograniczone. Wolała rzeczy żywe.
I byłaby go zostawiła wśród tych wrzosowisk, poszła dalej, gdyby nie wspomniał o tym, że i on widma widział. Wiedźma zbierała strzępki informacji o sprawach Kniei i widm z najwyższą skrupulatnością, a mimo że większość z nich prowadziła w ślepe uliczki, to pominąć choćby najdrobniejszy szczegół…
Niegdyś bez zawahania zaprosiłaby Traversa do siebie do domu. Drzwi są zawsze otwarte, zwykła mawiać. Wpuszczała do siebie wszystko i wszystkich. Doświadczenia ostatniego miesiąca jednak pokazały jej, że być może nie na wszystkich gości ma siły, szczególnie nie na podejrzanych mężczyzn. Dopiero co otrząsnęła się po wizycie jednego, być może nie powinna kusić losu. Mogła spotkać się z nim gdzie indziej.
Helloise ogarnęła wzrokiem astralną sylwetkę Nicholasa, zastanawiając się nad decyzją. Kąciki jej ust podrygiwały w nieodgadnionym uśmiechu, aż wreszcie odezwała się:
— Chciałabym o tym usłyszeć. Opowiedz mi, co widziałeś o widmach — zachęciła, odwracając się w stronę, gdzie rozmoczona ulewą, błotnista ścieżka prowadziła ku jej domowi. — Przyjdź do mnie. Stoi tu opodal moja chata. Mieszkają tam kurczęta. Po kurczętach ją poznasz. Wejdź, kiedy zechcesz.
Zaprosiła go, bo nie zaprosić oznaczałoby, że dała się intruzom zastraszyć, że zaczęła się bać obcych. Helloise nie bała się. Niech przychodzi, niech opowiada.
Duch mężczyzny przed nią zdawał się zainteresowany wyłącznie swoimi sprawami, do których jej, postronnej, dostępu nie dawał. Zainteresowanie Helloise takimi milczącymi, kamiennymi monumentami, było ograniczone. Wolała rzeczy żywe.
I byłaby go zostawiła wśród tych wrzosowisk, poszła dalej, gdyby nie wspomniał o tym, że i on widma widział. Wiedźma zbierała strzępki informacji o sprawach Kniei i widm z najwyższą skrupulatnością, a mimo że większość z nich prowadziła w ślepe uliczki, to pominąć choćby najdrobniejszy szczegół…
Niegdyś bez zawahania zaprosiłaby Traversa do siebie do domu. Drzwi są zawsze otwarte, zwykła mawiać. Wpuszczała do siebie wszystko i wszystkich. Doświadczenia ostatniego miesiąca jednak pokazały jej, że być może nie na wszystkich gości ma siły, szczególnie nie na podejrzanych mężczyzn. Dopiero co otrząsnęła się po wizycie jednego, być może nie powinna kusić losu. Mogła spotkać się z nim gdzie indziej.
Helloise ogarnęła wzrokiem astralną sylwetkę Nicholasa, zastanawiając się nad decyzją. Kąciki jej ust podrygiwały w nieodgadnionym uśmiechu, aż wreszcie odezwała się:
— Chciałabym o tym usłyszeć. Opowiedz mi, co widziałeś o widmach — zachęciła, odwracając się w stronę, gdzie rozmoczona ulewą, błotnista ścieżka prowadziła ku jej domowi. — Przyjdź do mnie. Stoi tu opodal moja chata. Mieszkają tam kurczęta. Po kurczętach ją poznasz. Wejdź, kiedy zechcesz.
Zaprosiła go, bo nie zaprosić oznaczałoby, że dała się intruzom zastraszyć, że zaczęła się bać obcych. Helloise nie bała się. Niech przychodzi, niech opowiada.
dotknij trawy