Avery nie udawała świętej. Ona doskonale panowała nad każdą sytuacją, w której się znalazła. Miała to opanowane do perfekcji, rzadko kiedy pozwalała sobie przekroczyć granice, odpowiadała jej taka kolej rzeczy. Była wychowana właśnie w ten sposób, aby móc panować nad wszystkim, co tylko mogło się zdarzyć. Rzadko kiedy pozwalała sobie na moment zapomnienia, bardzo dbała też o to, przy kim sobie na to pozwalała, może Stanley już sobie zasłużył na to, aby i przed nim przestała udawać.
- Jestem najgorsza, ale to chyba już dawno ustaliliśmy. - Uśmiech nie schodził jej z ust, zdecydowanie miała dzisiaj wyśmienity humor. - Nieee, jak przed Twoją matką to się wycofuję. Wszystko tylko nie to. - Wiedziała, że Pani Borgin jest dosyć specyficzna, wolałaby uniknąć konfrontacji z kobietą, zdecydowanie nie była to wymarzona sytuacja. - Znaczy to nie tak, że nie lubię Twojej mamy, tylko wiesz... no znasz ją. - Nie chciała go w żaden sposób urazić oczywiście.
- No to się cieszę, że Ty się cieszysz, bo ja też się cieszę! - Chyba ten pomysł spodobał się ich dwójce, także naprawdę bardzo dobrze, że wyszła z inicjatywą. Czasem i ona miała wyśmienite pomysły. - Tylko gdzie mój rumak? - Mogła robić w tej bajce za księcia, zawsze to lepiej niż dostać rolę jakiejś wiedźmy, czy smoka.
- Tak szczerze mówiąc, to chyba wolałabym czytać. Wypełnianie raportów dla mnie przynajmniej brzmi dużo bardziej nudno. - No, ale nie musiała robić ani jednego, ani drugiego, więc też nie tak łatwo jej było to porównać.
- Nie wierzę w to co słyszę. Od kiedy tak lekko podchodzisz do pracy? - W końcu ciągle brał nadgodziny, ciągle siedział w ministerstwie, a teraz coś takiego? Nie spodziewała się takiej zmiany nastawienia, zaskoczyła ją ogromnie. Może będą jeszcze z niego ludzie.
Nim jeszcze zobaczyła, że podchodzi do nich barman z winem to uderzył ją jego zapach. Goździki, pomarańcza - ich intensywność uderzyła ją w nozdrza. Był to bardzo przyjemny zapach. Przymknęła na moment oczy, naprawdę robiło się błogo. Sięgnęła po kubek, który stanął przed nią. - Nie ma tak łatwo, nie oddam bez walki - to, że jesteś większy to żaden argument. - Odetchnęła głęboko, strasznie lubiła ten zapach grzanego wina. - Czy nakaz aresztowania oznacza, że zakujesz mnie w kajdanki? - Uniosła brwi i przyglądała mu się uważnie czekając na odpowiedź.
Nie mogła się powstrzymać przed upiciem alkoholu z kubka. Przyjemne ciepło rozeszło się po jej całym ciele. Już zupełnie zniknęło uczucie zimna, które ogarnęło ją po spacerze. Oblizała wargi po tym jak upiła łyk. - Przepychota. - Miała najwyraźniej na ten temat podobne zdanie do Borgina. Niewiele jej było do szczęścia, grzane wino było jedną z tych rzeczy.
Zmrużyła brwi i uważnie przyglądała się swojemu towarzyszowi kiedy tłumaczył zasady gry. Nie brzmiało to specjalnie skomplikowanie, powinna sobie poradzić, pokiwała jeszcze kilka razy głową, kiedy tłumaczył, żeby wiedział, że wszystko jest dla niej jasne. - Oczywiście, że sobie ufamy. - Odparła, jakby w ogóle nie mogło być inaczej. Łączyło je już trochę sytuacji, które razem przeżyli, miała wrażenie, że naprawdę są ze sobą blisko. - Wieczne potępienie brzmi groźnie, od razu zniechęca do kłamania. - Wyciągnęła swój mały palec, aby potwierdzić obietnicę, teraz to już zdecydowanie nie mogła skłamać. - Zgoda!.
Właściwie to może i dobrze im zrobi taka krótka sesja z pytaniami. Nie wiedzieli o sobie zbyt wiele. Stella nim usłyszała jednak pierwsze pytanie pozwoliła sobie pociągnąć łyk z kubka, nie mogła się powstrzymać, pewne było, że nie skończy dzisiaj na jednym kubku. - Ach, urodziny, to taka ciekawostka, przyszłam na świat dwudziestego dziewiątego lutego, więc tak jakby można powiedzieć, że mam pięć lat. - Uśmiechnęła się do niego pokazując zęby.
Kolejne pytanie było już trochę bardziej skomplikowane. - Właściwie to nie zależało ode mnie. Moja matka, gdy byłam mała stwierdziła, że dobrze by było, abym robiła coś więcej niż tylko malowała, w końcu nie było pewne, że odziedziczyłam talent po ojcu, więc znalazła mi nauczyciela. Z tego, co mówiła gitara jest zbyt pospolita, chciała, żebym była wyjątkowa - dlatego wiolonczela. - Tak naprawdę nie miała na to żadnego wpływu, tutaj również zadecydowali jej rodzice.
Przy trzecim pytaniu trochę opadła jej szczęka. Musiała to przemyśleć. Oczywiście upiła przy tym łyk wina. - Hmmm... - Zastanawiała się dłuższą chwilę nad odpowiedzią. - Myślę, że mogłabym pracować Departamencie Tajemnic, mają tam ponoć komnatę z przepowiedniami, a trochę interesuję się wróżbiarstwem i numerologią, więc najpewniej gdzieś tam. - Chociaż tak naprawdę nigdy w życiu nie chciałaby skończyć w normalnej pracy.
Teraz przyszła jej pora. O co mogłaby zapytać Stanleya. Nie chciała zaczynać od czegoś skomplikowanego. - Które święto w roku jest Twoim ulubionym? - Wydawało jej się być to dosyć lekkim tematem, na który każdy mógłby się wypowiedzieć.
- Jeśli mógłbyś mieć jakieś magiczne stworzenie, to jakie i dlaczego? - W sumie zastanawiało ją, jakie zwierzę wybierze, jako naczelna wróżbitka mogłaby coś z tego symbolu pewnie wyczytać.
- Trzecie, hmm jakie słodycze najbardziej lubisz? - Kolejne lekkie pytanie, na które każdy mógłby odpowiedzieć. Stella nie wypuszczała przy tej rozmowie kubka z grzanym winem i co chwilę pociągała z niego mały łyk alkoholu.