Tak właśnie patrzyła na Anthonego z mieszaniną rozbawienia, kiedy zrobił tę swoją minkę, chcąc ukryć swój dobry nastrój. Była nawet bliska parsknięcia, z tego dość nieudolnego zdziwienia. Nie była aurorem dlatego, ze ktoś dał jej odznakę za ładny wygląd. Przecież nie płacili jej za stanie i ładne wyglądanie, tylko za obserwacje, za wyciąganie wniosków. Za czytanie ludzi.
– Jakaś udana randka? – zapytała, jak gdyby nigdy nic, mając w pamięci, że gdy rozmawiali w sierpniu, to się do takowej szykował i jakoś pomyślała sobie, że może nadal spotyka się z tamtą osobą… Była zupełnie nieświadoma, że Anthony, tak jak i ona, przeżył miłosny zawód, i teraz układał sobie życie u boku kogoś innego. Kogoś, kto zawsze był obok.
– Owszem, trafiłam na jedno… – powiedziała ostrożnie, i co zabawne, była tam wtedy tamtej nocy z widmowidzem. Wszystko jednak zadziało się bardzo szybko, fiolka przypadkowo otwarła się i wyparowała, zostawiając za sobą bardzo dziwny zapach, który i Victorii się nie podobał, bo sugerował, że w tym, co dzieje się w ogrodzie, maczał palce ktoś o złych intencjach. – Ogrody mają swój urok, a podczas takich spędów ludzie zwykle potrzebują miejsca na odetchnięcie. Nie chcieliśmy, żeby nam się plątali po posiadłości, po prywatnych pokojach czy skarbcu. Mniejszym złem była możliwość wpuszczenia ich do ogrodów, które i tak nie są w ogóle zamknięte – Anthony przecież sam wiedział, jak takie bale potrafią być intensywne i czasami po prostu trzeba było się gdzieś przejść. Ogrody nie były zresztą niebezpieczne, nic przynajmniej na to nie wskazywało… Chociaż zarządczyni powiedziała jej, że jeśli nie rozwikłają zagadki, prawdopodobnie trzeba będzie je wyciąć. Wszystkie. Do zera.
– Tak… Najpierw statek – mogli później porozmawiać o tych fiolkach.
Pokiwała głową, kiedy Anthony wskazał jej, w którym miejscu powinna zacząć szukać, żeby było szybciej. Spojrzała więc na właściwą kolumnę, przejeżdżając po niej palcem, by się upewnić, że na pewno nie pominęła żadnej pozycji, następnie odwróciła pergamin na drugą stronę.