Od pieprzonej Spalonej Nocy prawie nieustannie pił.
Zaczynał rano, od piwka najczęściej — chociaż czasem, jak Merlin pozwolił i go swym błogosławieństwem naznaczył to Whiskey czy innym, wysoko procentowym trunkiem też swa piegatą mordę zalewał. Tuż przed otwarciem lokalu, co się otwierał pierwszy ze wszystkich londyńskich lokali, stał przed drzwiami kilka minut przed otwarciem i był osobą, którą zmęczony barman, otwierający tam drzwi widział, jako pierwszego. A Billius go witał szerokim uśmiechem na swej piegatej mordzie, chociaż nie był on do końca szczery, bo w jego oczach czaił się też zupełnie nietypowy dla Weasleya smutek.
W czasie, gdy płonął Londyn być może i nic mu się fizycznie nie stało — zachował te swoje krzywe kończyny i ten pusty łeb co go nosił na karku, również mu z tego właśnie karku nie spadł, ale był jakimś dziwnym altruistom, któremu bardzo trudno patrzyło się na cierpienie innych ludzi. Nie potrafił więc zapomnieć o krzykach, jakie rozlegały się tamtego dnia na ulicach, ani o nieprzyjemnym zapachu, jaki był wszechobecny i niemożliwy do uniknięcia, ani o zawalonych domach czy wszechobecnych płomieniach. Nie potrafił też zrozumieć, jak można być aż tak wielką kurwą — i nie bał się użyć tego słowa, chociaż nie używał wulgaryzmów zbyt często — by zostawiać po sobie tak wielkie zniszczenia i zniszczyć życie tak wielu ludzi. Dlatego też pił, bo cierpiał z tego powodu, że wokół, wszędzie na każdym kroku, nie tylko na Nokturnie, ale i w całym Londynie, mijał takich właśnie podłych czarodziejów. W tej całej swojej depresji to i Rejwach unikał, bo mu się było wstyd przed Aseną, bo chodził ciągle taki nieogolony i śmierdziało od niego alkoholem i nie nadawał się do kontaktów z jakimikolwiek ludźmi, a co dopiero tymi, których naprawdę lubił i naprawdę szanował.
Przez ten ciągły stan upojenia wpadał więc w co raz głębsze bagno. Dwa dni temu, przegrał w karty swoje ostatnie galeony. Próbował orżnąć, jak mu się zdawało, nieumiejącego grać, bezbronnego czarodzieja, prawda okazała się jednak inna, bo dostał niezłe manto i został praktycznie z niczym. Dlatego musiał się teraz odkuć, i dlatego poszedł do tego baru, gdzie rzadko bywał, bo tam to już w ogóle towarzystwo najbardziej podejrzane bywało, ale gracze dużo ryzykowali i można było się nieźle obłowić. Dlatego również teraz obijano mu mordę, bo znów próbował kogoś ocyganić, i cholera, właśnie chyba tracił z tego powodu zęba, bo ten sierpowy, którego zarobił był wyjątkowo bolesny, trochę bardziej bolesny, niż zazwyczaj.
Znalazł jednak siłę i to wyjątkowo jej dużo, próbując się ratować i jako, że czarodziej znajdował się w odpowiedniej odległości, odchylił się do tyłu odrobinę i z całej swojej, osłabionej alkoholem siły, wyrąbał mu z główki. I to chyba był naprawdę zły pomysł, bo jego przeciwnik zrobił jedynie krok do tyłu i już miał mu znów przywalić, i Billius, znów szykował się na to, że kolejnego zęba traci, gdy czarodziej zniknął albo raczej teleportował się z miejsca całej sprawy.
W pierwszym odruchu, rudy nie wiedział co się dzieje, przez chwilę myślał nawet, że może naprawdę był taki straszny i swego przeciwnika przeraził na tyle, że on mu postanowił zostawić te za cyganione kilkanaście minut wcześniej galeony, jednak w tym samym momencie pojawił się przy nim auror i wtedy Billius po prostu zrozumiał, że jest teraz w jeszcze ciemniejszej niż normalnie dupie.
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,
I live by the river