Na włoskiej ziemi czuła się jak przysłowiowa ryba w wodzie i nawet podróż z potrójną przesiadką nie był w stanie popsuć jej humoru. Każdy oddech napełniał jej płuca znajomym aromatem wulkanicznej ziemi zmieszanej z solą morza. Pogoda też była przyjemna, albo raczej dokładnie taka jaka być powinna, zamiast chłodnych, nieprzyjemnych wiatrów i deszczy które serwował Londyn. Dzięki temu, mogła ubrać się w lekką szatę, która była w sam raz na panujące na wyspie temperatury. I tak przykuwała mniej spojrzeń niż spacerująca obok niej Odille, która ze swoimi rysami twarzy była zwyczajnie nietypowym zjawiskiem, szczególnie w odosobnionych rejonach, w których się znajdowały. Kiedy Zabini tak o tym myślała, to miała wrażenie że za dziecka nie miała okazji spotkać na Sycylii kogoś wyglądającego podobnie do Fawley i nawet nie chodziło o to że społeczność włoskich czarodziejów była jakoś zamknięta, a o fakt że były na zwyczajnym… zadupiu.
— Zawsze możemy bronić się barierą językową, gdyby miało zrobić się nieprzyjemnie — uśmiechnęła się płytko, samej przeczesując spojrzeniem ciemne skałki i roślinność, która znajdowała się przy dróżce. — Czy badać to chyba bym nie powiedziała. Bardziej trafiały mi się w ręce eliksiry, które są w obiegu, a które testowaliśmy w komnacie. Aczkolwiek, kiedy jeszcze mieszkałam na Sycylii, pamiętam jakieś wspominki o tego typu roślinności i wytwarzanych z nich substancjach. Moja rodzina interesowała się podobnymi zagadnieniami, ale mój ojciec robił karierę w Ministerstwie, więc nigdy nie miałam okazji znaleźć się bliżej tego wszystkiego, szczególnie że zostałam posłana do Hogwartu — wyjaśniła, kręcąc przy tym lekko głową. — A ty? Słyszałaś wcześniej o czymś podobnym?
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.