20.08.2026, 17:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2026, 17:44 przez Anthony Shafiq.)
– Nie nazwałbym… nie powiedziałbym, że chodzi o randkę, nie nazwałbym tego w ten sposób – powiedział na przydechu, uciekając wzrokiem przed czujnym, choć pełnym serdeczności spojrzeniem aurorki. Prawda była taka, że chciał śpiewać o szczęściu, które go spotkało, bo w sumie ledwie dwa dni temu wrócił z tej wyprawy, która odmieniła jego życie na zawsze. Ale nie mógł. Jeszcze nie. Najpierw musiał uwierzyć. Okrzepnąć. A potem…
– Rozumiem taką motywację i jest w niej wiele słuszności. Mam jednak sporo obiekcji wobec zawartości tych filakteriów. – Umilkł, nie chcąc przestrzegać ją o możliwych oskarżeniach które z pewnością wymierzone zostałyby w jej rodzinę, gdyby upubliczniono wspomnianą zawartość i sposób w jaki ją pozyskano. Ściany miały jednak uszy, szczególnie w Ministerstwie. Do tej rozmowy będą przecież mieli szansę wrócić za moment. Ogród, Fundacja… najpierw statek.
Nie minęło wiele czasu, gdy Anthony'emu udało się połączyć kropki i trafić na odpowiednie rejestry, co wywołało jego serdeczny śmiech, gdy wskazał Victorii odpowiednią kolumnę.
– Oczywiście! Luksusowe przedłużenie linii kolejowej do Orient Expressu. Och moja droga, nic dziwnego, że nie skojarzyłem od razu - zawsze omijałem ten element podróży, na rzecz świątobliwą lub latającej karocy. Woda… źle się na niej czuje. – Nie pomogła również sugestia że było to "przed wiekami", gdy żywotność SS Canterbury liczona była w dekadach. – To pięknie zawęziło nam zakres poszukiwań. Wielka burza między 1929 a 1965, przy czym ten ostatni rejs… bardzo możliwe, że Jonathan nim wracał do kraju, aby zdać swoją misję ambasadorską, to powinien być ten właśnie rok… – To był dokładnie ten rok, a Anthony pamiętał swoją ekscytację urządzania ich gabinetu jakby to było wczoraj. Jego uśmiech rozszerzył się, widać było jak znów odpłynął myślami poza to małe śledztwo na rzecz fali nostalgii obmywającej zmiękczone miłosnym uniesieniem serce.
Westchnął, stukając kilkukrotnie w zapiski.
– To mugolski prom, ale magowie też nim podróżowali, kufer z krukiem sugeruje Twoją rodzinę albo kogoś pracującego dla Twojej rodziny. Nie jestem pewien, czy jest to trasa do, czy z Francji, ale mógłbym spróbować dotrzeć do informacji dotyczących pakunków i bagaży, które ściągnęły na tej trasie wzrok urzędu celnego. Im lepiej by się nam udało zawęzić okres czasowy tym lepiej… – zamyślił się – Mógłbym zlecić przejrzenie roczników proroka i jakiejś mugolskiego dziennika pod kątem anomalii pogodowych na kanale La Manche w tym okresie. Mógłbym… W sumie myślę, że mógłbym spróbować przez kontakty francuskie dotrzeć do informacji o losie SS Canterbury. Siedem lat to nie jest taki duży odstęp czasu, może dałoby się go odkupić i przebadać odpowiednio wytrenowanymi oczyma z zapasem świec do transów. – Ten moment, gdy Morpheus ledwie dwa dni temu mu kilkukrotnie powiedział, że pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów. Jeśli statek poszedł na żyletki, mogło być ciężko, ale w każdej innej okoliczności… Nie szkodziło spożytkować trochę zasobów aby to sprawdzić. – Moglibyśmy go nawet kupić na fundację i zorganizować tam kilka imprez. W końcu Dolina Godryka to rzut kamieniem od wybrzeża. – Nienawidził wody. Nienawidził statków. Ale był to zasób na który z niemałą przyjemnością by patrzył… z odpowiedniej odległości.
– Rozumiem taką motywację i jest w niej wiele słuszności. Mam jednak sporo obiekcji wobec zawartości tych filakteriów. – Umilkł, nie chcąc przestrzegać ją o możliwych oskarżeniach które z pewnością wymierzone zostałyby w jej rodzinę, gdyby upubliczniono wspomnianą zawartość i sposób w jaki ją pozyskano. Ściany miały jednak uszy, szczególnie w Ministerstwie. Do tej rozmowy będą przecież mieli szansę wrócić za moment. Ogród, Fundacja… najpierw statek.
Nie minęło wiele czasu, gdy Anthony'emu udało się połączyć kropki i trafić na odpowiednie rejestry, co wywołało jego serdeczny śmiech, gdy wskazał Victorii odpowiednią kolumnę.
– Oczywiście! Luksusowe przedłużenie linii kolejowej do Orient Expressu. Och moja droga, nic dziwnego, że nie skojarzyłem od razu - zawsze omijałem ten element podróży, na rzecz świątobliwą lub latającej karocy. Woda… źle się na niej czuje. – Nie pomogła również sugestia że było to "przed wiekami", gdy żywotność SS Canterbury liczona była w dekadach. – To pięknie zawęziło nam zakres poszukiwań. Wielka burza między 1929 a 1965, przy czym ten ostatni rejs… bardzo możliwe, że Jonathan nim wracał do kraju, aby zdać swoją misję ambasadorską, to powinien być ten właśnie rok… – To był dokładnie ten rok, a Anthony pamiętał swoją ekscytację urządzania ich gabinetu jakby to było wczoraj. Jego uśmiech rozszerzył się, widać było jak znów odpłynął myślami poza to małe śledztwo na rzecz fali nostalgii obmywającej zmiękczone miłosnym uniesieniem serce.
Westchnął, stukając kilkukrotnie w zapiski.
– To mugolski prom, ale magowie też nim podróżowali, kufer z krukiem sugeruje Twoją rodzinę albo kogoś pracującego dla Twojej rodziny. Nie jestem pewien, czy jest to trasa do, czy z Francji, ale mógłbym spróbować dotrzeć do informacji dotyczących pakunków i bagaży, które ściągnęły na tej trasie wzrok urzędu celnego. Im lepiej by się nam udało zawęzić okres czasowy tym lepiej… – zamyślił się – Mógłbym zlecić przejrzenie roczników proroka i jakiejś mugolskiego dziennika pod kątem anomalii pogodowych na kanale La Manche w tym okresie. Mógłbym… W sumie myślę, że mógłbym spróbować przez kontakty francuskie dotrzeć do informacji o losie SS Canterbury. Siedem lat to nie jest taki duży odstęp czasu, może dałoby się go odkupić i przebadać odpowiednio wytrenowanymi oczyma z zapasem świec do transów. – Ten moment, gdy Morpheus ledwie dwa dni temu mu kilkukrotnie powiedział, że pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów. Jeśli statek poszedł na żyletki, mogło być ciężko, ale w każdej innej okoliczności… Nie szkodziło spożytkować trochę zasobów aby to sprawdzić. – Moglibyśmy go nawet kupić na fundację i zorganizować tam kilka imprez. W końcu Dolina Godryka to rzut kamieniem od wybrzeża. – Nienawidził wody. Nienawidził statków. Ale był to zasób na który z niemałą przyjemnością by patrzył… z odpowiedniej odległości.